Blog > Komentarze do wpisu

Pippa Bacca

Giuseppina Pasqualino di Marineo to nietuzinkowa, mediolańska artystka, o której usłyszałam dopiero kilka tygodni temu. Do czasu rozpoczęcia swojego słynnego projektu znana była jedynie artystycznej bohemie Milano, była bowiem artystką prawdziwą: niezależną, idącą pod prąd, zgodnie ze swoją wrażliwością i rozumieniem sztuki. Zajmowała się fotografią, kolażem, instalacjami, bawiła się wycinankami z papieru i liści aby w końcu pójść w kierunku sztuki performance'u.


8 marca wraz z Silvią Moro rozpoczęła niezwykłą pod względem artystycznym i symbolicznym podróż z Mediolanu na wschód. Trasa prowadziła przez kraje dotknięte walkami i działaniami wojskowymi: Słowenię, Bośnię, Bułgarię, Turcję, Liban, Jordanię z metą w Izraelu i Palestynie. Misją artystek było niesienie znaku pokoju, wiary i zaufania krajom znękanym złem i nienawiścią. Wyrazem ich zaufania do ludzi i otwarcia na inne kultury był sposób podróżowania, jaki wybrały- autostop. Dzięki takiej formie, możliwe były bezpośrednie kontakty z ludźmi oparte na wzajemnym zaufaniu i bezinteresownej chęci pomocy. Nie bez znaczenia było też powolne tempo takiej podróży. Centralnym symbolem całego projektu były jednak ślubne suknie, w których podróżowały kobiety. Stąd też przedsięwzięcie nazwane zostało Brides on Tour.

Zachwyciła mnie symbolika tego projektu, która wykracza daleko poza sens podróży i autostopu. Suknia ślubna, jak tłumaczyła Moro, jest symbolem zaślubin Ziemi i Nieba, ludzi, kultur, odmienności. To także synonim miłości i niewinności. Artystki podróżowały razem jako dwie panny młode. Dwójka to symbol kobiecości, kontynuacji, spotkania z kimś, z czymś, z odmiennością, z nieznanym. To zaprzeczenie samotności. Dwie panny młode wyruszyły w obcy sobie świat szukając uniwersalnych aspektów kobiecości w różnych kulturach, krajach i religiach. Panna młoda to przecież też symbol kobiecości i czystości, która potrafi dać nowe życie.


Dlatego też Pippa Bacca (pseudonim artystyczny Giuseppiny) w czasie tej podróży spotykała się z położnymi poznając ich doświadczenia i uczucia związane z ich zawodem. Wysłuchiwała opowieści, nagrywała głosy, filmowała, fotografowała, robiła notatki. Ale przede wszystkim w hołdzie jednemu z najstarszych zawodów świata, który daje życie, obmywała nieznanym kobietom stopy. Z kolei Silvia Moro wybrała kobiety zajmujące się hafciarstwem. Ta technika dekoracyjna to forma sztuki bardzo kobiecej, z ogromnymi tradycjami, istniejąca w każdej kulturze. Każda napotkana hafciarka ozdabiała fragment jej sukni, która zmieniała się z dnia na dzień, tworząc niezwykłe, multikulturowe dzieło. Podróż uwieńczona miała być wielką wystawą pokazywaną w różnych miastach. Miały się na niej znaleźć wszystkie wspomnienia z tej niezwykłej podróży: zdjęcia, filmy, zapiski i oczywiście ślubne suknie.

Artystki mieszkały u zwyczajnych ludzi, artystów, emerytów, marzycieli. Z położnymi i hafciarkami spotykały się w lokalnych galeriach, szpitalach, prywatnych domach. Kierowcy, którzy się zatrzymywali, brali je za anioły, uciekające panny młode albo zdawali się nie zauważać ich nietypowego ubioru.

Pewnie część z Was słyszała, jak zakończyła się ta niezwykła wyprawa. Pippa i Silvia rozłączyły się w Istambule aby spotkać się na nowo w Bejrucie. 31 marca Pippa zaginęła, nie było od niej żadnych wiadomości, jej telefon nie działał. Dwa tygodnie później znaleziono ją martwą. Została zgwałcona i uduszona przez tureckiego kierowcę.

Wymowa tej historii jest tak gorzka i pesymistyczna, że wraca do mnie każdego dnia, od kiedy o niej usłyszałam. Pech, ironia losu czy cyniczna rzeczywistość? Naiwność, idealizm, na który nie ma miejsca w dzisiejszych czasach? Co znaczy jedna ofiara w obliczu tysięcy zabitych w Chinach czy Birmie? A jednak symbolika podróży dodaje szczególnego tragizmu tej śmierci.
Silvia Moro twierdzi, że mimo wszystko wystawa się odbędzie. Być może nawet samotnie dokończy podróż...
Fotografie pochodzą z:
-galerii zdjęć Corriere della Sera (3)
-galerii zdjęć Brides on Tour (2, 4)
-strony internetowej Pippy (1)
środa, 21 maja 2008, latajaca_pyza

Polecane wpisy

  • To może w końcu kilka słów o Mediolanie

    Początkowo Mediolan wydawał się mi pozbawiony włoskiej duszy, za którą tak wielu obcokrajowców kocha Italię. Równocześnie drażniła mnie jego udawana europejskoś

  • Rzym po raz drugi

    Cho ć  robię to chyba doś ć  często, nie przepadam za lataniem samolotem. Nie lubię nie kończącego się czekania, przepychania, u

  • Impresje sycylijskie

    Sycylia jest pachnącą migdałami esencją Italii. Jest samowolnym królestwem zachodów słońca. Oddalona o jeden krok od kontynentalnej Europy i o półtora od Afryki

  • Dogman - 2018

    Psi fryzjer i weterynarz ma przyjaciela miejscowego osiłka. Wiadomo, że osiłek to ktoś mający więcej siły niż rozumu. Wszyscy mają go na osiedlu dosyć, ale nikt

  • Włochy

    Nieznana dzielnica Włochy :) Jaka szkoda, że istnieje tak mało spisanych historii tych budynków.   ul. Kłosia  - swoją nazwę wzięła od nazwiska prof.

Komentarze
2008/05/21 15:28:48
AAAA!
Czytając ten tekst - zastanawiałam się "jak one tak podróżowały stopem i się nie bały? Ja bym się bała..". Czego?, a no właśnie tego co jedną z nich spotkało.. Niespodziewałam się, takiego zakończenia tej historii.
Zdecydowanie wolę historie z happy endem. Zwłaszcza dziś kiedy mam fatalny dzieńv :(

pozdrawiam ciepło

M.
-
2008/05/21 15:55:17
Czytałam już o tym. Strasznie mną to wstrząsnęło. Niosły pokój, chciały pokazać, że kraje przez które jadą, mimo, że nękane wojnami są dobre i gościnne dla zwykłych ludzi....nie udało się....
-
matylda_ab
2008/05/21 16:14:12
Ja też gdzieś o tej podróży słyszałam, chyba nawet w tv. Przyznam, że ja nie rozumiem takich przedsięwzięć. Jeśli celem takiej podróży jest jakieś przesłanie, to chyba autorzy projektu chcieliby, aby o nim było głośno. A w dzisiejszym świecie informacja jest cennym towarem. Przesłanie nie osiągnie celu, jeśli informacji o przedsięwzięciu w mediach nie będzie (niestety!) . A media ten temat ptraktowały skrutowo. Być może, że więcej się mówiło/mówi w ojczyźnie tych kobiet.
-
matylda_ab
2008/05/21 16:16:33
Ale dałam ciała we wpisie powyżej: "skrótowo" napisałam przez u otwarte ;-)
-
2008/05/21 16:39:59
Pomysl przedsiewziecia wspanialy, ale niestety w konfrontacji z rzeczywistoscia okrutne realia wygmoze raly. Ale moze Pippie udalo sie, za cene zycia, rozglosic przeslanie? W koncu narazala sie na niewygody, niebezpieczenstwo, by niesc pokoj. Zrezygnowala z wlasnej 'comfort zone', poswiecila siebie (jakkolwiek kontrowersyjnie to brzmi), by dac ludziom do myslenia. Moze czasem warto wyjsc z tego zachodniego 'me me me society' (nie trzeba od razu posuwac sie do takiej wyprawy) i pomyslec o innych?
Gdyby im sie udalo, gdyby zrealizowaly swoja wyprawe, wszyscy by gratulowali i mowili, ze jednak jest miejsce na marzenia w tym okrutnym swiecie. Nie udalo sie, wiec krytykow ogarnal cyznizm. A jeden przyklad jeszcze o niczym nie swiadczy.
-
Gość: magda, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/05/21 17:29:15
dzieki.zrobie wiekszy "research" na ten temat.
-
2008/05/21 18:10:07
Dziewczyna z Szafą, ech przykro mi, że masz ciężki dzień. Też chciałam napisać coś optymistycznego, stąd tak długo zwlekałam z tym wpisem... Minie, na pewno minie. Uszy do góry! :)

Babka, straszliwy paradoks.

Matylda, wiesz, nawet chciałam o tym wspomnieć w tekście. Tutaj też jakoś niewiele się o tym mówiło, choć w CdS pojawił się artykuł, kiedy wyjeżdżały. Ten projekt nie był przez nikogo sponsorowany ani promowany. Jedynie Byblos podarował im suknie.
Doszłam do wniosku, że może im nie zależało na rozgłosie, Pippa chyba preferowała taką sztukę intymną. Wolały się skupić na relacjach ze spotkanymi ludźmi, własnych uczuciach. A dopiero później pokazać efekty innym. To było dzieło w trakcie tworzenia a przecież nikt nie pokazuje obrazu przed jego ukończeniem.
Tak sobie też myślę, że sztuka jest prawdziwa, kiedy jest sztuką dla samej siebie, wynika z potrzeb artysty, nie szuka poklasku ani promocji. A już na pewno nie jest sztuką, kiedy nastawiona jest na określony efekt, kiedy kalkuluje. To mi przyszło do głowy w kontekście tego pseudoartysty, którego imienia, mam nadzieję, nikt nie pamięta, a który zaglodzil na śmierć psa.

Chihiro, cieszę się, że napisałaś ostatnie zdanie. Też tak chciałam zakończyć, ale bałam się, że to zabrzmi strasznie naiwnie. To, co zrobiły, niezależnie od tragicznego końca, było bardzo piękne. Z tego, co czytałam w wywiadzie z Silvią Morą, te spotkania dużo dały obu stronom. Być może ten projekt zakiełkował w sercach ludzi, którzy spotkali Pippę. Dał im odwagę aby ufać innym i otwierać się na nich.
W sprawozdaniach z podróży znalazłam takie zdanie: ART IT'S HEAVY, TO BE ARTIST IT'S HEAVY!! :)
-
matylda_ab
2008/05/21 19:37:26
Zgadzam Się z Tobą, że to było "dzieło", którego przed ukończeniem być może artystki nie chcialy dać światu. I żal ściska serce, bo faktycznie z takiej podróży, już po jej zakończeniu, mógł powstać wspaniały zapis przeżyć, emocji, nowych doświadczeń. Można było z tej podróży stworzyć (po jej zakończeniu) - wspaniały temat pisarski. Ja napewno zechciałabym opisać taką podróż, podzielić się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami. Ale kto wie, może ta druga kobieta, kiedyś zechce opowiedzieć o wyprawie, pomimo tragedii, która tak brutalnie przerwała ich projekt. Myslę, że warto.
-
2008/05/21 20:24:07
Jak gorzkie w wymowie stało się to przesłanie Pippy, teraz kiedy już nie żyje. Ja od większości znajomych słyszałam tylko jedno słowo: "pazza"(wariatka) i, że właściwie ubierając się na biało sama to sprowokowała. Śledziłam trochę tę historię i przyznam się Wam szczerze: dużo odwagi miały te dwie dziewczyny/kobiety, chcąc nieść takie przesłanie tam gdzie jest ono odległe/ obce. Osobiście nigdy bym się na coś takiego nie odważyła. Tak sobie teraz myślę, że szkoda, że nie udało im się ukończyć tej wyprawy.Wielka szkoda. coc
-
2008/05/21 20:46:32
Myślę, że przesłanie, które chciały przekazać, można było nieść w inny sposób. Ale one wybrały taki. Mnie taka sztuka jest obca, gdyż sama traktuję ją w węższy sposób. Ja tą podróż odbieram jako kolejne przerzucanie mostów pomiędzy krajami, które są często tak odległe kulturowo jak i ekonomicznie. Inne problemy, jakby inny świat.
Bardzo zasmuciło mnie zakończenie tej podróży, gdyż sama kiedyś zostałam zainspirowana historią dwójki Polaków, którzy autostopem objechali prawie cały świat i na swojej drodze spotykali przeważnie pomocnych ludzi. Poczułam się, jakbym dostała kopniaka od życia z wyraźnym ostrzeżeniem:"ludzie nie są tacy, jak ich postrzegasz". A ja (stety czy niestety) bardzo ufam ludziom.
-
2008/05/22 00:12:17
zakonczenie tej podrozy zmrozilo mi krew w zylach. ja nie rozumiem takiej sztuki. moim zdaniem one prowokowaly los, podrozujac z takim przeslaniem w takim kierunku i w takich strojach nie powinny sie przede wszystkim rozdzielac. ok, wiara w ludzi, serdecznosc, zbieranie doswiadczen, piekne, ale sorry, we wschodnim swiecie to zwyczajne dyrdymaly sa. podrozujac samotnie powinny mimo wszystko wybierac transport publiczny. samotna kobieta lapiaca stopa to marzenie kazdego popapranca. kazdy sznujacy sie podroznik to wie. moim zdaniem to zwykla glupota prowadzaca do tragedii to byla. moze pisze tak, bo jestem w szoku. jak dla mnie udowodnily one jedynie ignorancje wobec innych kultur, w ktorych kobieta traktowana jest jak gorszy gatunek, gdzie bez mezczyzny nic nie znaczy...
a moze to wlasnie sztuka, bo tyle emocji wzbudza...
lepiej jednak, zeby obydwie zywe powrocily...
-
2008/05/22 14:28:15
Matylda, wystawa się chyba odbędzie. Ja z kolei zastanawiam się, czy to do końca etyczne iść ją zobaczyć. Bo pewnie będzie tam cała zgraja ludzi, którzy przyjdą ją zobaczyć zwabieni tragicznym końcem artystki.

Coccodrillo, pewnie, że dziewczyna była "fuori schema", ale artysta chyba musi chyba patrzeć inaczej na świat, niż przeciętny człowiek. Szkoda, że to się tak skończyło.

Ekolożko, chyba mimo wszystko musimy ufać ludziom. Na pewno jednak nie powinniśmy wystawiać się na takie próby.

Shyja, według mnie jedyną głupotą, jaką popełniły było rozdzielenie sie w Istabule. Jestem przekonana, że podróżując razem były w miarę bezpieczne. Szukałam wyjaśnienia tej decyzji, ale nigdzie nic nie znalazłam. Mam wrażenie, że to nie było planowane, może w pewnym momencie postanowiły od siebie odpocząć, może się nie mogły dogadać?
-
2008/05/22 18:01:04
Ja takze sadze, ze artysta musi myslec troche inaczej, niz przecietny czlowiek. Co jest glupota, a co nie, to juz nie nam osadzac. W niektorych krajach i podrozowanie transportem publicznym jest niebezpieczne. Mozna by w ogole zaczac od punktu wyjscia - glupota jest wybieranie sie do krajow ogarnietych konfliktem. Jednak tak rozumujac dojdziemy do tego, ze wszyscy reporterzy sa idiotami, bo narazaja w koncu swoje zycie. No narazaja, fakt, ale robia to przeciez celowo. Tak samo, jak te dwie kobiety. Ryzykowaly zycie, ale tak naprawde ryzykujemy i my codziennie wychodzac z domu, na ulicy obok mnie moze przeciez wybuchnac bomba.
A czy to byl ignorancja wobec innych kultur? Coz, trudno to oceniac, zwlaszcza, ze one widzialy w sobie artystki, zas inni ludzie - szalone podrozniczki. Moim zdaniem wazne pytanie, jakie sie nasuwa tutaj, to: "Jakie ryzyko moze i powinien podjac artysta w imie sztuki?". Nie mam odpowiedzi na to pytanie, ale chyba tez odpowiedz moze znalezc kazdy artysta dla siebie indywidualnie, jesli jest w stanie poniesc konsekwencje swoich czynow (oczywiscie umierajac nie ma wyboru).

PS. Pyza, przepraszam, ze sie tak rozpisalam, ale temat wielce ciekawy i kontrowersyjny, jak widze :)
-
wildrose661
2008/05/23 18:42:40
Nie słyszałam! Ale mnie zaszokowałaś. No niemożliwe... jakiej niesamowitej wymowy nabrała w tym momencie jej sztuka, to dzieło niedokończone... przerwane brutalnie?
Tak jak piszesz, czasy takie, ze wszelki idealizm, uczciwość, wiara w człowieka - traci sens!
-
Gość: Aisog, 89.131.209.*
2008/05/23 20:34:26
Ja też nie wiedziałam. Cieszę się, że napisałaś o niej, chociaż chodzę teraz jak struta.
Zgadzam się też z Twoim komentarzem, więc nic mądrego do dodania już nie mam.
Dzięki:-)
-
2008/05/24 19:47:10
artysta, jak kazdy inny wolny czlowiek moze pojac najwyzsze ryzyko jesli tylko ma na to ochote. bycie artysta niesie jednak takie samo ryzyko jak bycie kierowca- tak jak pisze chichiro- mozna zginac na ulicy wychodzac z domu po chleb na sniadanie. zycie jest ryzykowne. podwojnie ryzykowne, jesli jest sie nieuwaznym i po ten chleb wybiega sie wprost na ruchliwa ulice bez rozejrzenia sie na boki. jakie mamy ryzyko smierci? 50 %? mysle, ze wiecej.
samotna biala kobieta lapie stopa w istambule przebrana za panne mloda. jakie ryzyko ze zatrzyma sie potencjalny gwalciciel? 50%?
w obu przypadkach jako przyczyne smierci orzeklabym-glupota!
strasznie mi zal, ze artystyczna wyprawa tych dwoch pan zakonczyla sie tak tragicznie i dlatego mnie tak to wk.rwia. poklocily sie glupie baby na skrzyzowaniu, bo mialy pms i poszly kazda w swoja strone. mysle, ze misja, ktora sobie przypisaly je przerosla. nie mialy przygotowania, doswiadczenia, ignorancja w polaczeniu z ciezkimi warunkami doprowadzila do takiego nie innego zakonczenia. i cyniczni krytycy odniesli niestety zwyciestwo...
pyzo i chichiro- zajrzyjcie na blog do brzoski, artysty z naszego Poznania (jest u mnie w linkach na dole po prawej)- on robi bardzo podobna rzecz- laczy sztuke z podrozowaniem- ale on robi to z sensem i jest dobrze przygotowany. blog jest zapisem jego wyprawy.
pozdrawiam serdecznie.
-
2008/05/24 20:48:05
Chihiro i Shyja,
Samotna kobieta i bez autostopu, i sukni ślubnej zawsze jest zagrożona, niezależnie czy jest w Turcji, Polsce czy Londynie. To dowód na to, jak pomimo całej tej "cywilizacji" ciągle jesteśmy zdziczali i barbarzyńscy.
Zagrożenia czyhają na nas bez przerwy ze strony ludzi i natury. Nawet siedzenie w domu nie jest bezpieczne. Pewnie, że ta podróż była wyjściem niebezpieczeństwu naprzód, ale to indywidualna sprawa każdego. Przecież one wiedziały, za co się biorą. Nawet jeżeli same były naiwne i idealistyczne, miały rodziny i bliskich, którzy na pewno tego nie pochwalali. Wybrały to, co podpowiadało im artystyczne serce.
Chore jest podnoszenie ręki na kogoś, kto niesie pokój. Chore jest, że zaufanie i wiara w dobroć innych, dziś postrzegane jest jako naiwność. To nie one źle postąpiły, tylko to monstrum, które zgwałciło i zabiło jedną z nich. Nie zapominajmy o tym.

Aisog, dobrze, że wróciłaś. :

Wildrose, ja bym powiedziała, że bycie idealistą i marzycielem w dzisiejszych czasach jest wielkim wyzwaniem.
-
2008/05/25 12:43:45
zgadzam sie, ze serdecznosc i dobre serce sa postrzegane dzis jako naiwnosc. ze takie osoby sa narazone szczegolnie na cale zlo tego swiata. ze kobietom ciagle towarzyszy meska agresja. ale czy kiedykolwiek bylo inaczej? w jakichkolwiek czasach?
mialy szczytny cel, piekny. osobiscie nadal uwazam jednak, ze w calym przedsiewzieciu zbyt wiele ignorancji i nieuwaznosci bylo. nie wiem dlaczego osadzam je tak surowo, nie potrafie jakos inaczej ogarnac tego umyslem. dyskusja niemniej bardzo interesujaca, dziekuje ci pyzo.
-
2008/05/25 23:53:03
Shyja, rozumiem Twoją złość... Nie tak się to miało skończyć.
Pozdrawiam serdecznie. :)
-
padma
2008/05/30 21:44:27
Ja także nie słyszałam o tej historii... Wstrząsnęła mną bardzo. Dziękuję, że o niej napisałaś, powinno się mówić o takich ludziach jak najwięcej...
-
2008/05/30 22:56:04
To straszne, jakimi bzdurnymi informacjami codziennie się nas karmi, a o tak ważnych rzeczach się nie mówi... Pozdrawiam serdecznie, Padmo. :)
-
la_polaquita
2008/06/02 09:46:23
Przeczytałam ten Twój wpis dopiero przedwczoraj, i od tej pory często o nim myślę. Nie spodziewałam się takiego zakończenia tej historii:(
Shyja pisze, ze tego typu "szalone" zachowania to czysta głupota. Z naszego, "mieszczańskiego" że sie tak wyrażę, punktu widzenia, święta racja. Zdrowie, życie jest największą wartością. Ale mnie się wydaje, że osoby takie jak Pippa Bacca albo Kinga Freespirit w ciągu swych krótkich lat przeżyły więcej niż nam się uda do późnej starości. I tak kiedyś umrzemy. A one żyły znacznie intensywniej, pełnią, bez kompromisów. Nie każdy tak potrafi i wcale nie powinien. Mnie na to nie stać, i dlatego z ogromnym podziwem patrzę na takie odważne bezkompromisowe osoby. I zazdroszczę im tej odwagi, bo głęboko wierzę, że jakość życia jest ważniejsza od jego długości. Ale cóż, instynkt samozachowawczy to taka silna cholera, że nie pozwala spełniać wielu marzeń. Zwłaszcza kobietom. To tez bardzo smutne, przynajmniej dla mnie. Tak jak mówi mój kolega: "mnie mogą co najwyżej okraść (oddam wszystko w tempie błyskawicy), ale ciebie..." No właśnie. Ten strach, który tak ogranicza. Mnie to ciągłe poczucie zagrożenia, w czasie podróży, po zmroku, itp. tak strasznie wkurza. Nie pozwala mi zrobić tylu rzeczy, na które miałabym ochotę. Np. zawsze miałam ochotę podróżować na stopa sama i nigdy się nie odważyłam. I na nic cała emancypacja, jako kobieta mogę sobie pozwolić po prostu na dużo mniej "szaleństw" niż gdybym była mężczyzną.
Dlatego chapeau bas przed Pippą Baccą - zapłaciła straszną cenę za swoją wolność, ale na pewno zdawała sobie sprawę z ryzyka, i mimo to postąpiła zgodnie z samą sobą. Kontynuowała podróż, bo tak chciała. Można taką odwagę nazwać głupotą, ale z mojej strony pełen szacunek. Na pewno była niesamowitą kobietą.
-
2008/06/03 10:34:39
La_Polaquita, otoz to!!! Ja rowniez jestem zwolenniczka pogladu, ze bardziej liczy sie jakosc zycia od jego dlugosci (oczywiscie idealem jest przezyc zycie dlugie i bogate we wrazenia i doznania, ale nie kazdemu moze to byc dane). A Pippa Baca z pewnoscia byla kobieta nietuzinkowa i ci, co ja znali, beda ja tak wspominac. Nie nagiela swoich przekonan i wiary w ludzi, podziwiam ja.
-
2008/06/03 13:30:14
Pewnie, że się z Wami zgadzam. Podziwiam i zazdroszczę ludziom, którzy potrafią unieść się poza przyjęte normy i żyć w zgodzie z własnymi potrzebami, wrażliwością i marzeniami. Nie trzeba od razu wyruszać w szaloną podróż, wystarczy być sobą, ubierać się tak, jak chce, pracować w takim miejscu, które daje szczęście (a nie kasę i prestiż). Podziwiam bo bycie wolnym w dzisiejszych czasach (i nie tylko) to wielka sztuka.

A kobiecość jest naszym skarbem a równocześnie największym przekleństwem. To faktycznie straszne. Mój eF nie chce mnie nawet samej na rower puszczać...
-
Gość: Słomiana zapałka, 80.156.238.*
2017/05/23 14:56:36
Niesamowita ta historia, wstrząsająca, ale mimo wszystko jestem pełna podziwu dla tych kobiet. A ta która nie żyje jak dla mnie pokazała się jako bohaterka mimo wszystko.
Teraz będą krążyły mi różne przemyślenia... ach