Blog > Komentarze do wpisu

Kostka cukru

Pamiętacie tę scenę z Niebieskiego, kiedy Julie wkłada do kawy kostkę cukru, która błyskawicznie zabarwia się na brązowo?

 

Wczoraj wieczorem (właściwie w nocy) przyszła mi ogromna ochota na obejrzenie Kieślowskiego. Włączyłam film, zgasiłam światła a pokój napełnił się błękitem. Zauważyłam tyle nowych scen, drobiazgów, których może nie pamiętałam, a może po prostu, na które kiedyś nie zwróciłam uwagi. Filmy trzeba oglądać co jakiś czas, dorastają razem z nami...

Ale największe odkrycie stanowiła wypowiedź Kieślowskiego w ramach Leçon de cinéma dołączona do filmu (chyba we wszystkich wersjach językowych), w której opowiada właśnie o scenie z kostką cukru. Kamera w Niebieskim często skupia się na przedmiotach, sporo tam krótkich dystansów, zbliżeń. Scena z zatapianą w kawie kostką trwa pięć sekund. Te zbliżenia, zatrzymywanie się kamery,  skupianie się na najbliższym punkcie,  to odzwierciedlenie stanu duszy Julie, która zamyka się na świat, która nie chce patrzeć dalej ani wstecz, ani w przyszłość. Skupia się na tym, co tu i teraz bo boi się cierpienia, wspomnień, nowych rozczarowań.

Kieślowski w wywiadzie opowiada, jak ta pozornie nieistotna scena, była trudna do zrealizowania. Zwykła kostka cukru nasiąka kawą przez 8 sekund, co reżyserowi wydawało się za długie. Co nas obchodzi jakaś idiotyczna kostka cukru, która nasiąka w jakiejś kretyńskiej kawie? Ta scena nie mogła trwać za długo, ale też nie mogła być za krótka aby nie stracić swojego znaczenia. Asystent Kieślowskiego przez pół dnia testował przeróżne typy kostek aby w końcu znaleźć tę, która nasiąkała w optymalnym tempie. Zachwycająca jest nawet nie troska reżysera o detale ale o samego widza. Kieślowski wierzył w mądrość i wrażliwość swojego widza, któremu nie trzeba wszystkiego pisać wielkimi wołami. Dlatego w jego filmach często obrazy mówią więcej niż słowa.

Robiłem filmy, żeby porozmawiać z ludźmi... Sztuka dla sztuki, forma dla formy, porażanie swoją przenikliwością czy talentem w ogóle mnie nie interesuje. Moim celem jest opowiedzenie historii, która zajmuje ludzi. Zajmuje ich dlatego, bo jest im w jakiś sposób bliska...

Musiałam sobie o tej scenie napisać. Takie historie warto pamiętać.

niedziela, 27 lipca 2008, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
2008/07/27 13:18:06
Telepatia jakaś ;) - własnie szukałam muzyki do "Podwójnego życia Weroniki" i do "Niebieskiego", aby ją nabyć mojemu mężczyźnie.

Rozmawialiśmy o statnio z moim W, że Kieśłowskiemu w swoim dziełach filmach- udało się zebrać Trzech Wielkich Geniuszy - Kieśłowski - reżyseria, Piesiewicz - scenariusz i Preisner- muzyka - i wyszło rewelacyjne połączenie, dzięki któremu powstały Wielkie Dzieła.

Dzisiaj kiedy W pójdzie na mecz koszykówki, ja już wiem co będę oglądać na dvd ;) Pozdrawiam upalnie, bo dzisiaj taki dzień.

M.
-
2008/07/27 13:44:40
piękny wpis.....masz rację, że takie sceny warto pamiętać...a ja wysłałam Ci emailika krótkiego.
-
2008/07/27 15:17:55
Och, tak, tez zwrocilam na to uwage, a wypowiedz Kieslowskiego tez ogladalam. Film jest cudowny! Nas co jakis czas nachodzi apetyt na Kieslowskiego i ogladamy "Trzy kolory" jeden po drugim (moze nie wszystkie jednej nocy, ale da sie rozozyc na dwie), albo "Dekalog", albo "Podwojne zycie Weroniki", ktore juz chyba znam na pamiec.
A muzyki Preisnera z tych filmow (i innych tez) moge sluchac na okraglo.
-
2008/07/27 15:36:42
Żebym nie wyszła na debila: KIEŚLOWSKI - a nie "Kieśłowski". Przepraszam, za szybko chciałam się wypowiedzieć.
Wszystkie trzy kolory już oglądałam, a teraz idę oglądać "Niebieskiego" po raz kolejny .
-
wildrose661
2008/07/28 22:14:17
Uwielbiam filmy Kieslowskiego a jego tryptyk Trzy kolory to moje ulubione, a tak w ogole, to kocham francuskie kino, jak pisze Chiara jest "niespieszne" i czesto graja w nim rozne detale, a to wlasnie kostka cukru, a to jakis rower, a to co innego... nie ma tej zwariowanej akcji, ktora tak meczy w obrazach z Hollywood...
-
ryfka81
2008/07/29 11:32:23
Ze mnie (niestety?) prosta dziewczyna i filmy Kieślowskiego jakoś w ogóle mnie nie biorą. Próbowałam parę razy oglądać "Podwójne życie Weroniki" i Trzy kolory, ale były strasznie smętne i nudne. Może za młoda byłam i nie potrafiłam docenić, ale jakoś się zniechęciłam i od tamtej pory nie mogę się zmusić.
No niestety, dla mnie raczej "Bridget Jones" i "Diabeł ubiera się..." :)

PS
Ale pracę nad kostką cukru podziwiam i doceniam. To brzmi jak coś, nad czym sama mogłabym spędzić pół dnia :)
-
2008/07/29 11:41:07
Potem jeszcze wygrzebałam w internecie fragment tego samego wywiadu, w którym Kieślowski opowiada o Czerwonym. Mniam! Czas przypomnieć sobie Czerwony, który jest moim ulubionym filmem z trylogii.

Chihiro, a wczoraj o Tobie intensywnie myślałam, bo znalazłam w księgarni Berlin Alexanderplatz i chciałam sobie kupić, ale kosztował 60 euro... Ach, i jeszcze całą trylogią Deepy Mehta... :)

Ryfka, :))) Ja to tak kocham Bridget Jones, że od jakiegoś czasu planuję poświęcić jej sesję na C&C, tylko nie wiem jak wykombinować niebieską zupę. :)
-
2008/07/29 16:55:20
Tak strasznie dawno widziałam Trzy kolory, że czuję sie zainspirowana i musze ponownie zobaczyć. Ja myślę, że do niektórych filmów trzeba dojrzeć, a Kieślowski do tej kategorii właśnie należy. Widziałam tryptyk i niektóre z Dekalogu ponad dziesięć lat temu, taka nieopierzona jeszcze, i wtedy mi się niespecjalnie podobały. A teraz niedawno widziałam Weronikę i Amatora i total zachwyt. Będę czatować na tę scenę z kostką w Niebieskim!
-
chihiro2
2008/08/01 21:00:37
"Berlin Alexanderplatz" jest na liscie do obejrzenia - tylko ze to az 13 godzin! Za to trylogia Mehty mnie rozczarowala, zwlaszcza "Water", najlepsza czescia bylo "Fire", ale i tak wszystkie sa mocno powierzchowne i ugladzone, pokazuja ten brzydki i okrutny swiat "na pieknie", wszyscy, nawet najbiedniejsi chodza czysci i w ogole Indie w jego filmach jakby pachnace sa kwiatami, podczas gdy rzeczywistosc, jaka opisywal, wcale taka nie byla. Nie polecam, ale jak bardzo masz ochote, to zacznij od "Fire".
-
2008/08/17 12:34:19
La Polaquita, do filmów trzeba wracać. Czasami dopiero z wiekiem nabierają znaczenia...

Chihiro, widziałam tylko Water i rzeczywiście mnie nie zachwyciło. Chcę jednak dotrzeć do pozostałych części, żeby zrozumieć zachwyty nad trylogią.