Blog > Komentarze do wpisu

This is so contemporary!

Dawno z taką niecierpliwością nie czekałam na wystawę! Tino Sehgal to artysta, który nigdy nie namalował obrazu, nie stworzył żadnej rzeźby, instalacji, nie zajmuje się sztuką video ani fotografią. Wystawia jednak na całym świecie, brał udział w weneckim biennale, ostatnio jego dzieło kupiła MOMA, a coraz częściej wydają na niego pieniądze prywatni kolekcjonerzy.  Jest  jedną z największych obietnic współczesnej sztuki, świeżą alternatywą dla pompatycznych dzieł Jeffa Koonsa czy Damiena Hirsta (to tak a propos tekstów, jakie ostatnio napisały Chihiro i Shyja :).

Fondazione Nicola Trussardi, która zorganizowała wystawę celowo nie ma swojej siedziby. Dla każdej ekspozycji wybiera odpowiednie tło nadając jej zawsze niepowtarzalny klimat. Wejście na ich wystawy jest zawsze bezpłatne (a fundacja wystawiała chociażby Cattelana czy Althamera) ponieważ, jak twierdzą, sztuka powinna być dostępna dla każdego. Wystawa poświęcona Tino Sehgalowi odbywa się w mediolańskiej Villa Reale, która równocześnie gości kilka ekspozycji. Przy wejściu strażniczka upewniła się, że wiem, czego się mam spodziewać.  Odpowiedziałam niepewnie, że tak i ruszyłam do pierwszej sali (byłam sama bo eF się rozchorował).

Ze zdumieniem odkryłam, że pałac mieści dzieła Picassa, Renoir, Mattisa, Bali. Przechadzałam się między rzeźbami Canovy, zachwycając się przepięknie udekorowanymi komnatami willi. Równocześnie jednak zaczynałam mieć wątpliwości, czy trafiłam na odpowiednią wystawę: sale świeciły pustkami, nie licząc znudzonych strażników opartych o ramy drzwi. I nagle trzech z nich ruszyło w pląs! Zaczęli tańczyć, wywijać nogami, rękami,  otoczyli mnie łańcuszkiem wykrzykując This is so contemporary, contemporary, contemporary! This is so contemporary, contemporary, contemporary! This is so contemporary, contemporary, contemporary! Tino Shegal, 2005. Po czym zmachani, jakby nigdy nic wrócili na swoje miejsca czekając na kolejnych zwiedzających. Stałam tak na środku sali z gębą uśmiechniętą od ucha do ucha, nie wiedząc, czy mam  klaskać czy po prostu przejść dalej. No bo, wybaczcie, takie sytuacje nie zdarzają się na codzień. W życiu nie zdarzyło się mi w taki sposób (dosłownie!) obcować ze sztuką współczesną. Przy tym tańcu te wszystkie wiszące obrazy, pejzaże, rzeźby wydały się mi takie bez życia, martwe, nudne, wtórne. Spojrzałam za okno, gdzie w ogrodzie jakaś rodzina urządzała sobie piknik. W jesiennym słońcu biegały dzieciaki, starsi przekomarzali się. Pomyślałam, że może oni też coś odgrywają, że to kolejna scenka...  Życie to sztuka,  sztuka to życie? ;)

Do przejścia miałam jeszcze trzy piętra pałacu, a w każdej sali stał strażnik! Wyobrażacie sobie? Na każdego łypałam okiem, bojąc się, żeby na mnie zaraz nie wyskoczył z jakimś kolejnym pomysłem Sehgala. W kolejnych salach znowu dopadła mnie jednak nuda malarstwa z poprzednich wieków, aż w końcu w jednej z nich zauważyłam wijącą się w hipnotycznym tańcu po podłodze kobietę. Chyba nie bez przyczyny w tej samej sali wisiały obrazy Venus i Magdaleny (Instead of allowing some thing to rise up to your face dancing bruce and dan and other things, 2000).  Później niepozorny strażnik w równie niepozornej sali nagle stanął przede mną i zaśpiewał melancholijną pieśń (This is propaganda, 2002). Z każdym krokiem ten labirynt sztuki stawał się coraz bardziej niesamowity i pasjonujący.

Wspięłam się na drugie piętro. Tutaj było już więcej zwiedzających. Wszyscy podejrzliwie na siebie zerkali. Przez dłuższą chwilę obserwowałam grupkę kobiet z przewodnikiem, podejrzewając ich o realizowanie kolejnego pomysłu Sehgela. Ale to była zwyczajna wycieczka! :) I w tym momencie strażniczka zaczęła śpiewać operowym głosem. W następnej ogromnej sali całowała się para młodych ludzi. Odgrywali różne pozy, tańczyli kładąc się na ziemi i podnosząc z niej na zmianę. Później wyczytałam, że interpretowali dzieła malarskie z pocałunkiem w roli głównej - od Canovy po Koonsa (Kiss, 2002).
Przed jedną z kolejnych sal stało ostrzeżenie dla szczególnie wrażliwych. Weszłam do ogromnej sali, która była... pusta! Już zaczęłam się sama z siebie śmiać (Żartowniś - pomyślałam), kiedy nagle w rogu dostrzegłam młodą strażniczkę. Nie spuszczała ze mnie wzroku i nagle zaczęła się seksownie poruszać i rozbierać! Nikt, nigdy nie odstawił przede mną striptizu, szczególnie w galerii sztuki. Wrażenie było piorunujące tym bardziej, że dziewczyna nie spuszczała ze mnie wzroku! Występ zakończyła w samych majtkach, podając tytuł dzieła: Selling Out, 2002.
Założę się, że po tym występie już nikt nie zwracał uwagi na kolejne obrazy, ale na strażników. Miałam wrażenie, że oni bawią się lepiej od nas, obserwując nasze reakcje. Może to też zamierzenie Sehgala? Nagle zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie zwiedzającego z jednym ze strażników. Rozmawiali o sztuce, o tym, że nagle wszystkie inne dzieła w pałacu straciły znaczenie, że wszystko tu postawione jest do góry nogami. Nie uwierzycie! Przyłączyłam się do ich rozmowy, a za mną para młodych ludzi. To było niesamowite tym bardziej, że takie rzeczy NIGDY się mi nie zdarzają. Choć fakt, gadał głównie strażnik... I nagle mówi:  i tak oto staliście się częścią dzieła Sehgala. This is critique. 2008. Zostałam zmanipulowana! Samowolnie! Stałam się dziełem sztuki! Śmiejcie się, ale to było niezwykłe uczucie.
Bałam się zrobić następny krok, wszystko w tym pałacu stało się nagle sztuką. I co zrobiłam? Podeszłam do następnej strażniczki i zaczęłam ją wypytywać. Ja! Zapytałam, czy odgrywający dzieła to prawdziwy strażnicy. Odpowiedziała, że nie. Nie wszyscy tu jesteśmy tacy szurnięci. To specjalnie wybrani aktorzy z castingów, zmieniają się co dwie godziny... A ten pan, który z nami rozmawiał to historyk sztuki... Do naszej rozmowy znowu dołączyło się parę osób, wymieniliśmy się wrażeniami, emocjami. Sama nie mogę uwierzyć, że tam to byłam ja.

Wyszłam z galerii nie tylko oczarowana, ale też pełna energii, entuzjazmu, optymizmu. Nigdy w tak intensywny sposób nie obcowałam ze sztuką, nie czułam jej. Nigdy nie rozmawiałam z nieznanymi ludźmi w galerii. A najbardziej niezwykłe jest to, że to sztuka niematerialna, ulotna, pozostająca jedynie w naszej pamięci. Sehgal nie uznaje dokumentacji, katalogów, kamer, zdjęć. To sztuka naprawdę współczesna - dzieje się tylko tu i teraz, w twojej obecności i to ty nadajesz jej znaczenie. To sztuka, która jest dialogiem: z teraźniejszością, z odbiorcą, ale również z przeszłością i klasyką.
Nie umiem sobie teraz wyobrazić lepszego sposobu na sztukę nowoczesną. Sztukę,  która wpisuje się w teraźniejszość, ale równocześnie nadaje jej nowy wymiar. To nie stojące krzesło ani nadmuchany pudel, do których trzeba dopisać sobie znaczenie. To sztuka, która żyje, zaskakuje, budzi w nas spontaniczność i emocje, o które byśmy się nie podejrzewali...
Tino Sehgal (drugi od lewej) w czasie przygotowań do This is so contemporary
wystawianego na Biennale w Wenecji w  2005.
niedziela, 16 listopada 2008, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: miszona, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/16 21:44:10
Zapraszam na piersze polskie nieoficjalne forum Leslie Feist.

www.lesliefeist.fora.pl/
Pozdrowionka :)
-
ryfka81
2008/11/16 22:04:39
O kurczę! Ja po przeczytaniu samego opisu mam uśmiech od ucha do ucha i ciary na plecach, a co dopiero być tam i to wszystko przeżyć! Koneserem sztuki raczej trudno mnie nazwać, ale wizyty na tej wystawie naprawdę zazdroszczę :)
-
matylda_ab
2008/11/17 13:41:20
No, to się nazywa sztuka nowoczesna! Bardzo oryginalny pomysł. Sztuką może być sam człowiek i jego zachowanie. Zaskoczenie odbiorem tych pląsów i dźwięków ;)) musi być ogromnie podniecające, ale i chyba lekko zawstydzające.
-
Gość: agatainspace, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/17 14:40:21
Coś niesamowitego!!! A powiedz czy widziałaś 'Russian Arc' Sokurova? Twoj artykuł przypomina mi to co przeżyłam oglądając ten film. Jak nie widziałaś to dołączę go do tych innych które mam ci wysłać. A jako przedsmak proszę trailerek

www.youtube.com/watch?v=J--TDEHizVA
-
padma
2008/11/17 21:15:06
Fantastyczne! Prosze, powiedz, jak dlugo mozna te wystawe tam ogladac? Bo ja jestem na tyle nienormalna, ze moge wsiasc w samolot i poleciec to zobaczyc;) Taka wlasnie niematerialna, ulotna sztuka fascynujem nie najbardziej. Dzieki za ten tekst, nazwisko tego pana bede miec na uwadze:)
-
padma
2008/11/17 21:17:00
Sama sprawdzilam juz i wiem:) I dalej się uśmiecham po Twoich opisach:D
-
2008/11/17 21:49:16
Świetne! Żałuję, że sama nie mam okazji stać się takim dziełem sztuki!
-
2008/11/17 22:30:12
Ryfka, ja też się ciągle uśmiecham na myśl o tych tańczących strażnikach. :))

Matylda, też myślałam, że będę zawstydzona. Ale nie było tak źle. Nie licząc striptizu: modliłam się, żeby ktoś wlazł do tej sali, żebym tylko nie była sama. :)))

Agata, to ja się może zgłoszę osobiście? ;)

Padma, podaję na wszelki wypadek, gdyby kogoś jeszcze to interesowało: wystawa trwa do 14 grudnia. Otwarta jest codziennie, chyba do 20. :)

Kematalamot, ależ wszyscy jesteśmy dziełami sztuki!!! :))
-
chihiro2
2008/11/18 22:26:26
Co za niesamowite pomysly ma ten Seghal! Strasznie chcialabym w czyms takim uczestniczyc, ale niestety do Wloch wybrac sie nie moge. Moze ta 'wystawa' wedruje? Zazdroszcze Ci ogromnie i wyznam, ze ja tez dalabym sie zmanipulowac. I wyszlabym podobnie podekscytowana co Ty :)
-
ogia
2008/11/19 11:56:32
jestem pod wrażeniem!
-
2008/11/20 15:08:17
Chihiro, wyczytałam gdzieś, że od 16 grudnia będzie w Liverpoolu. Ale i to chyba Ci teraz nie po drodze...

Ogia, absolutna rewelacja. :))
-
chihiro2
2008/11/20 19:30:17
Niestety do Liverpoolu nie mam ochoty sie wybrac :( Wyczytalam, ze byla wystawa w Londynie w 2007, w dodatku w ICA, ktorego jestem czlonkiem i pluje sobie w brode, ze to przegapilam! No coz, mam nadzieje, ze albo wystawa pojawi sie w Paryzu do konca lutego albo zawita pozniej do Londynu.
-
2008/11/22 17:17:19
wow! nigdy o nim nie slyszalam! niezwykle zjawisko. to teraz bede czatowac na londynska wystawe!
-
2008/11/22 17:23:34
Dziewczyny, w takim razie liczmy na to, że w przyszłym roku pojawi się ponownie w Londynie. A może w tym jeszcze uda się mu wpaść do Paryża. :))
-
2008/11/28 13:30:10
Widziałam "This is so contemporary!" i też mi się podobało. Sprawiło, że Niemicki pawilon a Wenecji naprawde błysnął. Ale uważam, że ciągnięcie tego tematu przez Tino to troszke nadużycie. Przyglądałam się jego spektaklom z zastanowieniem, bo zawsze na widowni najgoręcej reagowały chichoczące panie około 50tki. Szczególnie, kiedy Tiny wybiegał goły. Oglądałam i ciągle próbowałam odkryć, co im się tak bardzo podoba. :) Czy spektakl, czy Tino o ksztaltach przekwitłego cherubina. :D
-
latajaca_pyza
2008/11/28 13:37:03
Ale super, że widziałaś! I że byłaś na Biennale! Myślisz, że nie powinien powtarzać tych scenek? W sumie gdyby były jednorazowe, byłby dopiero "współczesne". Ale z drugiej strony nie mielibyśmy ( i tak małej) szansy ich zobaczyć.
Wybiegał goły?! No ja się tym paniom wcale nie dziwię! :D
-
2008/11/28 16:19:58
@pyza: :)
Tino przez dobrych pare lat mial taki pomysl na siebie (mówię o gołości) :).
Na platformie w lipsku pokazywal spektakl, w ktorym ostatecznie wysikiwal sie na podloge i stwierdzal "I'm the fountain". (niestety , nie pamietam ni cholery tytulu). Panie zagryzaly palce z ekscytacji. :D
Dlatego bylam pozytywnie zdziwiona jego pomyslem na "wspolczesne", bo i dowcipne i pomyslowe. Ale jak to czesto bywa - pierwsza ksiazke sie pisze, bo sie "musi" a druga, bo ma sie kredyt do splacenia . :D I troszke tak odbieram kolejne patenty z tej serii.
Bardzo mi milo, ze ktos ineteresuje sie sztuka niezalezna jeszcze i z przyjemnoscia bede tutaj wracac, pyza. Pozdrawiam. TRAVA
-
latajaca_pyza
2008/11/30 14:33:57
Zigzac, ale z drugiej strony każdy artysta musi znaleźc sposób na siebie, swój styl czy technikę. Dotyczy to i muzyków, i malarzy, czy nawet reżyserów (kina artystycznego). Ba, nawet pisarze posiłkują się podobnymi motywami w swoich książkach.
Więc te serie dzieł są równocześnie ich minusem (bo zgadzam się też z Twoim punktem widzenia, choc zdecydowanie wolę patent Sehgala niż kolejne martwe zwierzęta Hirsta) i ich plusem (bo świadczą o dojrzałości artysty - jego poszukiwania własnego stylu się zakończyły). Istotne, żeby kolejne pomysły były świeże i świadczyły o poszukiwaniach artysty.

Ale ta fontanna to by mi się jednak nie podobała. Takie to zbyt prowokacyjne i bez głębszej treści. Ale "współczesne" jest genialne. :D
-
2008/11/30 15:06:35
@pyza: Hello! :)
Ciekawy punkt widzenia. Wiesz, zastanawiam się teraz nad ta powtarzalnością motywów, o której piszesz i o tym, ze moga one świadczyc o dojrzałości artysty i odnalezieniu własnego stylu. Wydaje mi sie, że i tak i nie. Bo faktycznie, u Marqueza powtarzalność świadczy o własnym stylu, ale też powoduje znużenie u wytrwałego czytelnika. W ktorymś momencie masz poczucie, że już jakby to znasz. O to mo z grubsza chodziło w skali większej. A w skali mniejszej, czyli omawianego tutaj - to ja Tino znam i muszę Ci powiedzieć, że jego motywacja wzbudzała we mnie zawsze wątpliowści. Zgadzam się z Toba, że "wspólczesne" - trafiony zatopiony. :) Ale tak jak mówię - nie sposób obiektywnie oceniać prac kolegów. Zawsze jakaś rozmowa Ci się przypomni...
-
latajaca_pyza
2008/12/02 00:22:47
Jesssu, babo jak Ty intrygujesz! "nie sposób obiektywnie oceniac pracy kolegów", "to ja Tino znam". Coooo? Zaraz się dowiem, że Zigzac to jakaś młoda Abakanowicz albo Kozyra! :)
No więc, ja z punktu widzenia zupełnego laika (choc genów artystycznych trochę mam, a w wieku 7 lat wiedziałam, że byli sobie dwaj malarze Monet i Manet, a moim ulubionym obrazem była Impresja wschód słońca;) powiem tak: jeżeli jakąś stylistyke uwielbiam, wolę jej powtarzalnośc od eksperymentów artystów (jakiś czas temu żaliłam się tu na nowy film Wonga Kar Waia - że odszedł od swoich klimatów). W większości przypadków jednak to, co początkowo zachwyca, w pewnym momencie zaczyna mnie nudzic - tak mam z muzyką i literaturą.
Innymi słowy zgadzam się z Tobą, ale i tak indywidualny odbiór dzieła zależy od naszych doświadczeń i skojarzeń. A prawdziwy artysta chyba powinien ciągle poszukiwac nowych środków wyrazów, bo nawet jemu chyba własna stylistyka kiedyś się nudzi.
-
2008/12/02 08:24:34
Na stówę zgadzam sie z Tobą, Pyza, że indywidualny odbiór należy wyłacznie do widza i szkoda, że często się o tym zapomina. Dotyczy to zarówno twórców, jak i krytyków, proponujących jedyne słuszne rozwiązanie.
Uważam, że dla każdego twórcy to powinna byc przygoda i lekcja pokory - kontakt z odbiorem "widzowym". Nie sposób wymusic na widzu, trzeba zagrac z nim w grę w skojarzenia. Jeśli widz, na podstawie danych przez twórcę skojarzeń i sygnałów jest w stanie stworzyć własną historię, to oznacza, że rzecz sie przez rampę przenosi. A to już naprawdę baaaardzo dużo.
Co do intrygowania :DD Nie chciałam, przepraszam. Młoda też juz nie jestem taka niestety. :DD. Nie zajmuję się rzeźbą, więc Abakanowicz ani Kozyra też niestety się nie nazywam. Żyję z innej, równie niedochodowej w Polsce dziedziny sztuki. Ale przez wiele lat żyłam z niej w bardziej cywilizowanych krajach i pewnie stąd te podejrzane znajomości.
Laikiem (mimo tego, ze czytam uśmiech - skomentuje) nie jesteś z pewnością. Nikt kto myśli laikiem nie jest.
Jeszcze słowo na temat "prawdziwy artysta". Hm. Moje ulubione wyrażenie :DD.
Ale masz rację - człowiek powinien szukać zawsze nowych srodków wyrazu. Tylko nieczęsto szuka, niestety. I tutaj wracamy do motywacji - albo się nie boisz i szukasz, albo masz rachunki do zapłacenia i nie szukasz. Bo czasem z tego szukania wynikają problemy i brak efektywności. Ale to już oczywiście osobny temat, dotyczący bardziej finansowania i infrastruktury.
Pozdrawiam Cie serdeko!
-
latajaca_pyza
2008/12/06 11:51:09
Co do indywidualnego odbioru i bezsensu narzucania jedynej słusznej interpetacji- amen, zgadzam się całkowicie.
A pojęcie "prawdziwy artysta" to chyba też kwestia subiektywnego podejście do sprawy. Ja sobie to zawsze tłumaczę na przykładzie kina: są w nim rzemieślnicy nastawieni na zarobek i artyści nastawieni na kreację. Każdy ma swoją wizję a ty wybierasz to, co ci odpowiada, jedni Camerona, inni Jarmuscha. I myślę sobie, że właśnie dlatego, że każdy musi z czegoś życ, nie ma co potępiac tych, którzy tworzą seryjne i komercyjnie. Bycie artystą to chyba rzeczywiście kwestia wielkich kompromisów. I za to trzeba ich cenic. Przecież wszyscy mogli wybrac ekonomię i marketing. ;)

Przepraszam, że tak późno odpowiadam.
Trzymaj się dzielnie! :) Zajrzyj: hundredacrewood.wordpress.com/ Ona też jest tuż, tuż. :)
-
2008/12/06 16:40:54
Dzieki za linka , Pyza :)
A co do rpawdziwego artysty - to przepraszam, zart pewnie nieczytelny :). Tzw. "prawdziwy artysta", to okreslenie, ktorego najczesciej uzywaja wobec siebie ludzie, ktorzy naprawde nie powinni. Stad czesto ma pejoratywny wydzwiek.
Jesli moge swoje skromne zdanie - artystów widzialam w zyciu kilku. i teraz powiem cos zupelnie serio i jako zaprzedany ateista. Dla mnie artysta to ktos, kogo Bog dotknal palcem, artysta sie bywa, a nie jest. Chyba. I strasznie zazdroszcze tym dotknietym....
-
latajaca_pyza
2008/12/12 21:38:55
Świetnie powiedziane! Nie mogę się z Tobą nie zgodzić :))
-
Gość: dreamer, *.icpnet.pl
2009/05/30 09:00:55
cudowny opis ;)
niestety jedyną znaną i doświadczoną przezemnie sztuką jest proza poetycka, chciałbym się rozeznać w malarstwie... zobaczymy może Twój blog mi pomoże ;)

jeśli masz ochotę, zapraszam na www.obeart.blogspot.com