Blog > Komentarze do wpisu

Ingólfshöfði

O przylądku Ingólfshöfði przeczytałam w przewodniku Lonely Planet, a zdjęcia, które zobaczyłam na stronie internetowej gospodarstwa Hofsnes, uświadomiły mi, że bez odwiedzenia tego miejsca moja wyprawa do Islandii będzie niepełna. I nie pomyliłam się...

Przylądek Ingólfshöfði to historyczne miejsce, ponieważ właśnie tutaj osiedlił się Ingólfur Arnarson, norweski wiking, pierwszy osadnik Islandii. Przed nim na wyspę dotarli podobno irlandzcy mnisi (choć Islandczycy uparcie odmawiają przyjęcia tego do wiadomości), ale to właśnie Ingólfur jako pierwszy zamieszkał tu na stałe. Na przylądku spędził zimę, a następnie prowadzony przez boga Thora, dotarł do Zadymionej Zatoki czyli Reykjaviku i tam założył pierwszą osadę. Na cześć wikinga cypel nazwano Ingólfshöfði, a w 1974 roku, po 1100 latach od przybycia wikinga, postawiono mu tu pomnik.

W przeszłości Ingólfshöfði był wyspą, ale dziś tylko z jednej strony ostry klif spotyka się z wodami Oceanu Atlantyckiego. Od lądu przysypany jest wielką wydmą czarnego piasku, która rozciąga się przez 9 km tworząc często zalaną wodą lagunę. Dlatego też właściwie nie sposób dostać się tam ani pieszo, ani samochodem, ale sytuację ratuje traktor z sąsiedniego gospodarstwa. Do traktora gospodarz doczepia wóz na siano, ładuje na niego spragnionych wrażeń turystów (taką na przykład uradowaną Pyzę) i wiezie ich heeen, przez pola lęgowe wydrzyków, później przez lagunę i w końcu przez czarny piach -  pod sam przylądek. Następnie turyści muszą już o własnych siłach wspiąć się po wydmie zgodnie z techniką "na kaczkę", którą życzliwie udostępnia  młody przewodnik.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.hofsnes.com - nam nie było dane zatrzymać się w czasie przejażdżki, choć przezornie zaopatrzyłam się nawet w gumowce.


Jak widać na szczyt dotarłam w czołówce.

 

Po wejściu na szczyt standardem jest... zaniemówienie. Widok, który maluje się przed tobą przyprawia cię o ciarki, religijne uniesienia, filozoficzne pytania o sens życia, niedowierzanie, że ciągle jesteś tu i teraz. Masz wrażenie, że stoisz na skrawku raju, samowolnie zaczynasz chodzić na palcach i rozmawiać szeptem. Za tobą lodowiec i laguna, przed tobą roztacza się zielona polana porośnięta wysoką trawą, wśród której spacerują owce i kozy. W dole o skały rozbija się ocean. Wielkie wydrzyki (great skua) wydając dziwne dźwięki jak oka w głowie strzegą  swoich gniazd ze złożonymi jajami. Jeżeli zbliżysz się zbyt blisko, w przelocie atakują cię swoimi olbrzymimi skrzydłami. Pośrodku polany stoi przepiękna latarnia a obok chatka pokryta darnią, przygotowana na przyjęcie zagubionych dusz czyli ewentualnych rozbitków (te metafory...).

 

 

Idąc cichaczem gęsiego co chwila natykasz się na puste jaja, skorupki. Idziesz i nagle widzisz je.... Papugi północy, morskie pulcinelle, islandzkie klowny, mnisi oceanu, latające pingwiny - dziesiątki maskonurów wygrzewają się w północym słońcu na zielonych klifach. Są piękne, jak myślałeś, ale nie spodziewałeś się ich zobaczyć aż tyle, z tak bliska. Onieśmielają cię. Wszyscy kładą się na trawie i czołgają się aby zbliżyć się do nich jak najbliżej, nie przeszkadzając im równocześnie. Ale one zdają się nie zwracać zupełnie uwagi na ciebie.

 

Zdjęcia maskonurów dedykuję Marcie w podziękowaniu za wszystkie rady, jakich udzieliła mi przed wyjazdem. Nie udało się jej w Islandii zobaczyć maskonurów, ale jej zdjęcia  zimowej Islandii to pozycja obowiązkowa.


Maskonury, choć są symbolem Islandii, przybywają na wyspę tylko latem - na okres lęgowy. Mają przepiękne ubarwienie, kolorowe nosy, czerwone nogi. Latają nieporadnie (przynajmniej takie sprawiają wrażenie), czasami mają problemy z lądowaniem, co jakiś czas zaliczając ostre spotkania ze skałami. Całe życie spędzają z tym samym partnerem. Są wierne swoim pisklętom, a jeżeli niespodziewanie giną rodzice innych, przejmują  nad nimi opiekę. Swoim widokiem potrafią rozczulić największego twardziela. Dlatego turystom w głowach się nie mieści, że Islandczycy serwują je sobie na obiad.

Dwie godziny na przylądku mijają jak z bicza trzasł. Spacerujemy, podglądamy gniazda w skałach, pstrykamy dziesiątki zdjęć. Niektórzy  kręcą nawet mistrzowskie opowieści filmowe z pobytu na Ingólfshöfði. Zostawiam Was z wybitną produkcją eF, ale od razu mówię, że na przylądek jeszcze na chwilę wrócę w trzeciej odsłonie opowieści o Islandii.

 


 

 

niedziela, 14 czerwca 2009, latajaca_pyza
Tagi: islandia

Polecane wpisy

Komentarze
chihiro2
2009/06/15 12:22:32
Och nie, jesc maskonury?! Oszaleli?! Pieknie jest na tym przyladku, a wrazenia ze szczytu odpowiadaja niemal dokladnie moim wrazeniom, jakie mialam w Monument Valley (tylko ludzi bylo zdecydowanie mniej, ale to pewnie dlatego, ze bylismy tuz po wschodzie slonca). W ogole zdjecia i film (zwlaszcza te z morzem) przypominaja mi zachodnie wybrzeze Stanow Zjednoczonych, tam nawet maskonury latwo spotkac :)
-
2009/06/15 13:11:39
ach, tych maskonurów, to zazdroszczę szczerze;))
Czy dotarła do Ciebie pocztówka od nas?
-
matylda_ab
2009/06/15 16:49:02
ha ha - film świetny ;)) może się w głowie zakręcić od kręcenia ;))
-
m_barrera
2009/06/15 18:23:47
technika na kaczke? cos nie kojarze:/
patrze na te islandzkie zdjecia Pyzo i mam wrazenie, ze ciagle cos tu zaskakuje, niby spodziewam sie czegos a tu cos jeszcze bardziej niesamowite i niepowtarzalne i te kontrasty!!!
A o maskonurach ogladalam ostatnio film w ktorym pokazano jak je lapia w taka wielka sitke na motyle, bez sensu!
-
justyn.augustyn
2009/06/15 21:05:55
A ja myślałam, że to jakieś leśne pingwiny... ;)
-
maga-mara
2009/06/16 19:01:24
Maskonury na lace wygladaja troche jak bombki na choince :)

Swietne zdjecia i ciekawa relacja. Uwielbiam ta niesamowita wyrazistosc barw.
-
kinky5
2009/06/17 00:43:56
ach!!! Dziekuje pieknie za dedykacje!
Maskonury sa przesliczne- Twoje zdjecia rowniez...bede je sobie ogladac tak na pocieszenie!

-
latajaca_pyza
2009/06/17 22:45:22
Chihiro i Monika, łapią i jedzą. A przewodnik nam nawet z dumą pokazywał siatkę do łapania maskonurów. Uff...

Chiara, doszła! Bardzo dziękuję! Martwi mnie cisza o mojej kartce do Ciebie!

Matylda, no no, końcówka to ostra jazda. ;)

Justyna, to już pewne - zoolog z Ciebie kiepski. ;)

Maga Mara, śliczne określenie! :)

Kinky, cała przyjemnośc po mojej stronie!!! Obiecałam - są! :)
-
2009/06/17 23:33:05
i ja dziś dostałam;) dziękuję;)
-
2009/06/18 12:52:47
Chyba już nie lubię tych Islandzczyków za te maskonury.
Chociaż my też swojego ptaka z godła nie szanujemy :(
-
logosviator
2009/06/21 04:10:30
Te islandzkie pejzaże są niesamowite - w tym swoim... ascetyźmie i pewnym topograficznym "minimaliźmie". Niedawno kolega przysłał mi film ukazujący tamte strony, który nakręcił podczas wyprawy jachtowej z Gdańska na Islandię. Byłem pod wrażeniem. Twój ciekawy tekst mi o tym przypomniał, więc jeszcze raz sięgnąłem po ową taśmę.

PS. Maskonury bardzo lubię (bardziej chyba od papug). Miałem okazję nacieszyć się z nimi z bliska na Alasce.

Pozdrawiam
-
logosviator
2009/06/21 04:13:22
Ach, zapomniałem jeszcze wspomnieć o zdjęciach:
świetne!
A zwłaszcza pierwsze - rewelacyjne!
-
2009/07/18 23:28:54
jak z bicza "trzasnął"