|
|
Blog > Komentarze do wpisu
AntydepresantyPoczątkiem września kilkakrotnie odwiedziłam Milano Film Festival. Zobaczyłam kilka bardzo ciekawych filmów, ale dziś wspomnę jedynie o krótkim metrażu, który rozbawił mnie do łez i zgarnął kilka nagród, w tym laur publiczności. Instead of Abracadabra to szwedzka opowieść o młodym, bezrobotnym facecie, który mieszka z rodzicami i cały swój czas spędza na doskonaleniu czarodziejskich sztuczek. Jest w tym całkiem niezły, ale urodzinowy występ dla ojca kończy się wizytą w szpitalu. Wsadzona do magicznej skrzyni matka zostaje raniona nożem, który teoretycznie miał przebić pudło pozostawiając przymusową ochotniczkę bez szwanku. Cóż, początki są zawsze trudne, ale nasz bohater się nie zraża. Tym bardziej, że w szpitalu poznaje piękną pielęgniarkę, którą postanawia olśnić swoimi nietuzinkowymi umiejętnościami w czasie pokazu urodzinowego dla jej synka. I się zaczyna...
Choć film trwa raptem dwadzieścia minut, salwy śmiechu nie ustają, a mamy nawet kilka zaskakujących zwrotów akcji. Dawno się tak nie uśmiałam! I na pewno nie na komedii! Nie przepadam za tym gatunkiem, bo zazwyczaj takie filmy składają się z głupawych gagów i operują stereotypami. Ale generalnie, żeby nie wyjść na sztywniarę i ważniarę i choć moim konikiem jest kino niezależne i artystyczne, nie stronię od filmów czysto rozrywkowych. Ba, wieczory spędzone z siostrą na oglądaniu komedii romantycznych to obowiązkowy punkt repertuaru każdej wizyty w domu. A i we Włoszech, kiedy udaje się mi wyprawić eF na piwo, którego sama nie cierpię, czasami zarzucam sobie jakiś lekki i przyjemny film. Potem dla przywrócenia równowagi emocjonalnej muszę obejrzeć kilka mądrzejszych i subtelniejszych pozycji, ale pokuta zawsze warta jest grzechu. Instead of Abracadabra nie tyle straszliwie mnie rozśmieszył, co naładował bardzo pozytywną energią. I to właśnie stanowi chyba klucz do sukcesu w moim przypadku. Od czasu do czasu puszczam sobie trailer do tego filmu i zawsze wywołuje on uśmiech na mojej twarzy. Zresztą filmowe chimay stało się już naszym sekretnym hasłem z eF (papla ze mnie). Zastanawiam się czy Wy macie takie pozytywne, rozrywkowe filmy, do których lubicie wracać i które zawsze Was relaksują i wywołują uśmiech. U mnie bez dwóch zdań rządzi pierwsza część Bridget Jones, która jest w stanie wyciągnąć mnie z największej depresji. Kiedy mieszkałam w Czechach, w łazience przy lustrze zawsze trzymałam poniższe zdjęcie. Dzięki niemu dzień w dzień, o 6.30 rano na mojej zaspanej twarzy pojawiał się uśmiech. Jakie są Wasze antydepresanty? Co polecacie na jesienną pluchę?
Chimay! sobota, 10 października 2009, latajaca_pyza
Komentarze
aniabuzuk
2009/10/11 01:33:30
Z filmow "Ocean's 11", z jedzenia sushi, a z innych przyjemnosci kapiel w wannie z drinkiem doniesionym przez hazbenda.
2009/10/11 21:33:56
u mnie nieodmiennie "Amelia" (chciałabym mieć taką przyjaciółkę), no i oczywiście, nieodmiennie "Ukryte pragnienia" i "Milou w maju" , "Moje wielkie greckie wesele" (jak to nie jesz mięsa?? No dobrze, zrobię jagnięcinę- weszło do nas do codziennego stosowania;). "Volver" za siłę kobiet, której nie mam już koło siebie, ale wciąż w nią wierzę.
Brygidę Dżonsową też lubię ogromnie, śmieję się, jak ją widzę;) Z muzyki -zawsze składanki greckie... 2009/10/11 21:38:33
Ania, nie powiem, nie gardzę, jak leci w TV. :)
Auteczko, Bill Murray dobry na wszystko! :) Chiara, u mnie Moje wielkie greckie wesele na drugim miejscu (za utrzymywania facetów w przekonaniu, że to oni podejmują decyzje, ha ha ha), a i przy Amelii mam zawsze uśmiech od ucha do ucha. :) 2009/10/12 09:10:12
Devil wears Prada :-) Nie jako ulubiony film, ale jako poprawiacz humoru właśnie.
Gość: Ale, 94.161.19.12*
2009/10/12 10:04:57
A mnie wczoraj w dobry humor - po beznadziejnym weekendzie - wprawil nowy Allen, czyli "Basta che funzioni" ("Jakby nie bylo"). W zwiazku z czym - polecam.
2009/10/12 12:08:56
Za poprzedniczka powtorze ze ostatni Allen czyli "Whatever Works" to niezly poprawiacz humoru. A z moich klasykow to "Granatowy prawie czarny" (za granat a nie czern), "Big Lebowsky" (za Dude), "Meet the parents" (za De Niro+Ben Stiller), no i oczywiscie niesmiertelni "Przyjaciele"(za caloksztalt - choc mam zakaz ich wlaczania, bo jak zaczne, to puszczam calymi seriami i blokuje telewizor na pare dni...)
2009/10/12 17:40:11
'Flight of the Conchords', serial o dwoch nowozelandzkich muzykach bez publicznosci, za to z jedna fanka, umieram przy tym ze smiechu :)
2009/10/12 18:21:24
Mój najnowszy filmowy antydepresant to Julie&Julia, a ze starych i dobrych to: Happy-go-lucky, About a Boy i Love actually. Książkowe - cała Jeżycjada Musierowicz. Jedzeniowe - krewetki, krewetki i krewetki! :)
2009/10/12 19:44:49
Herbatka mandarynkowa, ciasto jabłkowe, pichcenie ostrej zupy z soczewicy lub dyni, lektura "Wysokich Obcasów", ciepłe skarpety, koc, lektura Bolano "Chilijski nokturn" (napisałam w tej kolejności, gdyż nie wiedziałam jak odmienić słowo "nokturn") lub czytadła "Zupa z granatów", a z filmów to już wspomniana Amelia oraz Granatwy prawie czarny i Milou w maju, a także "Śniadanie u Tiffaniego", "Monsunowe wesele", filmy Almodovara (jego ostatni obraz widziałam już trzy razy), "Zakochany Paryż" bądź "Niebo nad Paryżem". Programy kulinarne. Blogi kulinarne. Robótki (ja wykonuję kartki pocztowe oraz rozmaite kolaże). Mam masę takich antydepresantów. Na szczęście, bo szybko wpadłabym w podły nastrój. Lubię jesień i siedzenie w domu.
2009/10/13 12:23:55
Uwielbiam "Dziennik Bridget Jones" i cieszę się bardzo, że nie tylko ja się do tego głośno przyznaję, bo to podobno obciach ;-)
Drugim moim antydepresantem jest "Trzech panów łódce" Jerome K. Jerome. Zresztą każda dobrze przetłumaczona angielska dowcipna książka wywołuje u mnie wesołość niebywałą. Trzeci antydepresant to ciężki wysiłek fizycznie, najlepiej wokół obejścia ;-) Jakieś pranie rozwiesić, pranie zrobić, gary pozmywać, uporządkować szafki. Jak już skończę od razu odechciewa mi się depresji i jestem przeszczęśliwa, że w końcu mam czysto. 2009/10/14 10:47:18
Do mnie zupelnie nie przemawiaja komedie i nigdy nie smiesza za to uwielbiam wspomniane Moje wielkie greckie... za to samo co Ty Pyzo i pocieszanie sie ze nie tylko ja wstapilam do wielkiej i glosnej rodzinki :) Bog jest wielki a ja malutka za niezrazanie sie i ciagle poszukiwanie siebie :) a przede wszystkim romantyczne filmy z Meg Ryan i Tomem Hanksem, You've got mail na czele!
Ale najlepszym antydepresantem od 10 miesiecy jest Nikolasek, naprawde! 2009/10/15 11:17:31
odbiegne na chwile od tematyki filmowej, bo dla mnie najlepszym antydepresantem jest spacer. zawsze dziala :)
komedie bardzo lubie (Bridget Jones to jest to! ;)), ale chetnie ogladam tez klasyke kina. podgladam jak ustawiali kadry, jak montowali. a jesli mam dola (chociaz ostatnio nie miewam, bo jestem zbyt zajeta ;)), to wyciagam filmy domowie. kapsula czasu (ktos pamieta jeszcze vhs?), niezwykle skuteczne oderwanie od tu i teraz ;)
Gość: auteczko, host-81-190-235-121.wroclaw.mm.pl
2009/10/15 11:50:22
Fakt, Bill Murray czasami pomaga, ale dodała bym jeszcze "My blueberry nights" i "Blade runner", chociaż sama nie wiem dlaczego...
2009/10/15 16:06:44
Dzieki! Nie znalam tego filmu!
A ja polecam ci tej jesieni serial "Flight of the Conchords" , pozwala zapomniec o jesieni :) 2009/10/16 16:28:29
Na chandrę z wcześniej wymienionych ochoczo sięgam po "Amelię", "Niebo nad Paryżem", "Śniadanie u Tiffany'ego", dorzucając do tego zetawu "Powrót do Garden State", "Lepiej późno niż później" i mój ukochany polski film antydepresyjny "Dzieci i ryby". Każdy z nich jest nieco inny, ale łączy je właśnie ta pozytywna energia :)
2009/10/18 22:36:52
Morven, się rozumie. ;)
Ale, nawet się dziś wybieraliśmy, ale lenistwo zwyciężyło. :) Goshka, Friends - of course. :) Ogia, nie znam, kurcze! Czara, Juli&Julia jeszcze tu nie leci. Nowy Almodovar zresztą też nie... A Happy Go Lucky się mi nie podobało. Źle na mnie działała jej głupawka. :)) Kemotalamot, mnóstwo tego! Ze wspólnych to na pewno skarpetki, czytadła i Wysokie Obcasy. :) 2009/10/18 22:43:42
Zosik, wiesz, ja gorsze rzeczy oglądam czasami, takie które naprawdę są obciachem :) Bridget Jones przy nich to wysoka kultura. Ach i wysprzątane mieszkanie też mnie zawsze uspokaja i poprawia humor. :)
M_Barrera, ech no tak, masz najlepszy antydepresant na świecie! :) Pajęczaki, Kapsuła czasu nic mi nie mówi. :)) A zamiast spaceru, wolę zawsze praktyczną aktywnośc fizyczną. Patrz - Zosik. :) Auteczko, zakładam fan club Billa Murraya, wchodzisz w to? ;) Galapagos, już sobie zapisałam! Brytyjka, Dzieci i ryby, muszę pogrzebac, żeby sobie przypomniec... Ale na pewno widziałam. Pozdrawiam Was wszystkie! Życzę dużo słońca w nowym tygodniu. Może się uda! :) 2009/10/21 18:49:41
Na jesienna pluche mam sposob: pograzyc sie w niej :) Ja naprawde lubie jesien, lubie jesienna pluche i jak na dworze zmokne i zziebne, rozkoszuje sie mysla o moim przytulnym cieplym mieszkanku i herbatce. Wtedy kazda ksiazka i film beda dobre. A z takich, ktore moge ogladac milion razy, to "Sniadanie u Tiffany'ego" i "Monsoon Wedding" sa doskonale - ale juz dawno ich nie widzialam, znam niemal na pamiec i moze ogladac w pamieci :)
2009/10/23 17:04:06
Filmu nie znalam :) Na ciezkie wieczory zawsze dziala u mnie komedia Francisa Vebera - najbardziej lubie ta, ktora na angielski przetlumaczona jest jako "Dinner games". Mam dwa ulubione angielskie programy satyryczne, ktore leca zawsze w piatki, wiec jak nie mam sily na wyjscie, to chetnie zalegam na kanapie i ogladam. Jezeli jest w miare przyzwoicie na dworze, to zdecydowanie spacer - do parku, do pubu, czy najlepiej wieczorem po kretych uliczkach po miescie, gdzie mozna cos nowego zobaczyc. Albo w domu poczytac ciekawe blogi :)
2009/11/02 23:38:48
Chihiro, ja też wolę ostatnio jesienną pluchę. Cieszę się chłodem, który nastał. Miałam okres obsesji na punkcie Monsoon Wedding. Muzykę znam chyba jeszcze lepiej niż film. :)
Maga Mara, blogi dobre na wszystko. :)) |