Blog > Komentarze do wpisu

Samotność liczb pierwszych - reż. Saverio Costanzo

 

 

Filmy nakręcone na podstawie powieści zawsze rozczarowują rozbieżnością  wyobrażeń czytelnika i wizji reżysera. Historie zostają pozbawione naszych ulubionych smaczków i ważnych dla nas wątków, aktorzy w niczym nie przypominają naszych bohaterów, wszystko zgrzyta i  denerwuje. Tego samego spodziewałam się po adaptacji ekranowej Samotności liczb pierwszych Paolo Giordano, ale mimo wszystko bardzo chciałam zobaczyć ten film ze względu na reżysera. Saverio Costanzo to młody włoski twórca, który przed Samotnością nakręcił zaledwie dwa filmy fabularne, ale już swoim pierwszym dziełem, bardzo intymną historią o palestyńskiej rodzinie zatytułowanym Private podbił moje serce. Jego spotkanie z prozą Paolo Giordano zaintrygowało mnie od chwili, kiedy o nim usłyszałam. Nic dziwnego więc, że jak tylko film pojawił się we wrześniu we włoskich kinach, ruszyłam na konfrontację.

Tym, którzy nie mieli okazji czytać powieści ani mojego wpisu o niej, śpieszę wyjaśnić, że książka to historia Mattii i Alice, którzy po traumach przeżytych w dzieciństwie wyrastają na wyalienowanych i zagubionych ludzi. Choć łączy ich wieloletnia przyjaźń, nie potrafią się do siebie zbliżyć. Przypominają liczby pierwsze, które choć bliskie sobie, nigdy nie spotkają się w jednym szeregu ramię w ramię.

Samotność liczb pierwszych to pierwsza adaptacja filmowa, która mnie nie rozczarowała. Owszem, jest zupełnie inna niż książka, inna niż wyobrażenia, jakie o niej miałam, ale nie zgrzyta.  Film  jest bardzo autorską interpretacją reżysera, który inteligentnie ingeruje w scenariusz (napisany wspólnie z autorem książki), zupełnie wywracając do góry nogami charakter i atmosferę tej historii. Powieść napisana jest bardzo minimalistycznym, precyzyjnym językiem, bije od niej chłód i melancholia. Film za to kipi  pop-rockową muzyką z lat 80,  zdecydowanymi, mrocznymi barwami, mocnymi emocjami. Miejscami manierą przypomina wręcz sentymentalny horror z muzyką, która sugeruje mrożące krew sceny (zerknijcie na zwiastun filmu). Ta formuła nieźle się sprawdza podkreślając dramatyczne przeżycia bohaterów, ale przede wszystkim kotłujące się w nich emocje, przeżyte upokorzenia i wyrzuty sumienia, które przez całe życie usiłują ukryć i zapomnieć. Ten kontrast wirującego,  głośnego świata i ich zagubionych, jakby zastygłych w czasie sylwetek, uderza przez cały film i zapada w pamięć.

Costanzo skupia się w filmie na cielesności bohaterów, która odzwierciedla ich wewnętrzne problemy. Podobnie jak w książce, Alice walczy z anoreksją (Alba Rohwacher, fenomenalna włoska aktorka, jest filmie naprawdę przerażająco wychudzona), podczas gdy Mattia, który w dzieciństwie kaleczył ciało nożem,  z wiekiem coraz bardziej przybiera na wadze (brak tego motywu w powieści).  Ten prosty zabieg pokazuje jak tych dwoje zamiast przybliżać się do siebie, coraz bardziej się od siebie oddala. Przede wszystkim jednak sugeruje, jak bardzo  oboje nienawidzą swojej powłoki, jak źle czują się w swojej skórze, nie akceptują siebie. Próbują uciec od samych siebie.

Film Costanzo to bardzo odważna konfrontacja z bestsellerową we Włoszech powieścią, konfrontacja, która większość widzów solidnie rozczarowała. Mnie ten obraz również miejscami irytował intensywnością,  zbyt głośną muzyką, pustymi dialogami, brakiem chronologii, swoistym chaosem i krzykliwością.  Ale przyznam, że ta adaptacja również zupełnie mnie zaskoczyła i zelektryzowała.  Zachwyciła mnie stroną wizualną. Zmiany w scenariuszu  przesunęły w tej historii akcenty, wydobywając dodatkową dramaturgię, przekaz powieści jednak się nie zmienił. Liczb pierwszych jest nieskończenie dużo.  Świadomość, że nie jesteśmy jedyni, wzmacnia, ale nie pomaga zbliżyć się do innych.

 

 

 

 

 

czwartek, 02 grudnia 2010, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
lirael
2010/12/03 21:37:23
Dziękuję za świetne wiadomości. Bardzo czekałam na tę adaptację i wiele sobie po niej obiecuję.
Nie mogę się doczekać, kiedy film pojawi się w Polsce!
-
Gość: blog sygrydy dumnej, *.cust.telenor.se
2010/12/03 22:12:14
to byla b piekna ksiazka! milo przeczytac, ze ekranizacja tez byla na swój sposób udana
-
latajaca_pyza
2010/12/04 22:43:30
Lireal, to na pewno bardzo oryginalna adaptacja, ciekawa jestem, kiedy pojawi się w Polsce. Pozdrawiam!

Sygrydo dumna, witam! :) mnie sama książka pozostawiła na dośc neutralnej pozycji ze wskazaniem na tak, ale bez fajerwerków. Film jest bardzo inny, ale dziwnie nie rozczarowuje.
-
matylda_ab
2010/12/05 19:54:22
Ja też czekam na polską premierę. Zaciekawiłaś mnie.
-
Gość: Kornelia, *.net.pl
2011/07/05 16:11:53
Jakiś czas temu przeczytałam tą książkę. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie wiedziałam, że na jej podstawie jest nakręcony film. Nie przyszło mi do głowy nawet sprawdzić. Po Twojej recenzji jednak poszukam gdzie mogę go znaleźć. Dzięki :)
-
Gość: MerryJ, *.ip.netia.com.pl
2013/08/01 10:38:50
no bardzo fajnie się zapowiada