Blog > Komentarze do wpisu

Czwarty pożar Teheranu - Marek Kęskrawiec

Już od jakiegoś czasu podążam perskim tropem literackim i filmowym.  Usiłuję zrozumieć Iran i jego społeczeństwo, które jawi się mi jako wyjątkowe  i fascynujące w swojej złożoności.  Ciągle dotrzegam paradoksy, które rządzą tym 70 milionowym narodem. I nieustannie irytuje mnie  szufladka, w jakiej zamknęły Iran zachodnie media - szufladka z napisem terroryści, szaleńcy, bomba atomowa, ekstremiści religijni, kobiety w czadorach, brodaty facet w taniej kurtce. Nie twierdzę, że Iran nie ma poważnych problemów z przestrzeganiem praw człowieka czy demokratyczną praworządnością. Rzecz w tym,  że  traktowanie Iranu jako jeszcze jednego zacofanego kraju z Bliskiego Wschodu, w którym rządzi krwawy reżim jakichś tam talibów czy ajatollahów to bardzo grube nieporozumienie. Wszystkim, zarówno  niedowiarkom jak i tym szczególnie zainteresowanym Iranem, polecam zbiór reportaży  Marka Kęskrawca  Czwarty pożar Teheranu, który jednoznacznie rozprawia się ze stereotypami na temat Persji i cierpliwie tłumaczy zawiłości zarówno sytuacji  wewnętrznej jak i geopolitycznej Iranu. Książka jest nieprzebraną skarbnicą informacji na temat współczesnego Iranu, którą, ułożoną w krótkie, treściwe rozdziały, czyta się jednym tchem. Wyłania się z niej fascynujący obraz kraju, którego najbardziej charakterystyczną cechą nie jest wcale  religijność, a po prostu paradoks.

Weźmy na przykład sytuację kobiet, które bez zezwolenia krewnego nie mogą  opuszczać miejsca zamieszkania i muszą ściśle przestrzegać zasad ubioru. Równocześnie jednak na uniwersytetach stanowią 60% wszystkich studentów. Ciekawostką jest również, że w Teheranie istnieje korporacja taksówkowa zrzeszająca 700 kobiet. Ile kobiet jeżdżących taksówką znajdziecie w Warszawie? Antyimperializm? W Teheranie zrobicie zakupy nie gorsze niż w europejskich miastach, obecne są tam zarówno popularne sieciówki, jak i luksusowe marki. Na gigantycznych billboardach zobaczycie modelki Dolce & Gabbany, bynajmniej nie ukrywające się za czadorami. Antyamerykanizm? Fakt, za zakupy nie będziecie mogli  zapłacić amerykańskimi kartami Visa czy Mastercard, ale puszkę Coca Coli kupicie bez problemu. Ba, produkują ją spółki należące do ajatollahów. Zresztą według badań przeprowadzonych w 2008 roku społeczeństwo irańskie, chyba trochę na przekór Ahmadineżadowi, jest jednym z najbardziej proamerykańskich narodów na Bliskim Wschodzie. Restrykcyjna obyczajowość? Kraj, gdzie za homoseksualizm grozi kara śmierci, jest równocześnie rajem dla transeksualistów. Tylko w Tajlandii wykonuje się więcej zmian płci. Ba, w Iranie rząd wręcz udziela pożyczek na tego typu zabiegi. Iran to królestwo operacji plastycznych - wykonuje się tu 35 tysięczny operacji nosa rocznie (dla porównania w Wielkiej Brytanii kilkakrotnie mniej). Ekstremiści religijni? Choć w Iranie obowiązuje radykalna teokracja, według Instytytu Gallupa to jeden z najbardziej laickich krajów Bliskiego Wschodu - tylko 13% badanych opowiada się  obecnie za prawem koranicznym.  Zacofanie? W kraju, który płynie ropą, paradoksalnie brakuje rafinerii i stacji benzynowych. Za to jednak Irańczycy klonują kozy i budują elektrownie atomowe. Korzystają masowo z zakazanych anten satelitarnych,  z często inwigilowanego internetu (23 mln użytkowników!), serwisów społecznościowych, zakładają blogi. Usiłują wyjść z zamknięcia, które niejako sami sobie narzucili.

No właśnie to, co odróżnia Iran od innych krajów dręczonych terrorem władz, to fakt, że rewolucja z 1979 była decyzją narodu. Mało kto zdaje sobie dziś sprawę, że właściwie dopiero trzydzieści lat temu Iran zdobył swoistą niepodległość, wyzwalając się ze szpon interesownych mocarstw zachodnich, które raz za razem ingerowały w politykę wewnętrzną kraju, żeby wspomnieć jedynie zamach stanu z 1953 zorganizowany przez CIA. Antyamerykanizm Iranu nie wziął się znikąd, a już na pewno nie z kompleksów Ahmadineżada. Trzeba pamiętać, że w czasie wojny irańsko-irackiej Stany Zjednoczone i inne państwa Zachodu wspierały po cichu Saddama Husseina dostarczając mu komponentów służących do produkcji broni chemicznej, której ten używał na irańskiej i kurdyjskiej ludności. A samolot pasażerskich irańskich linii, który przez przypadek zestrzelili Amerykanie? A wiedzieliście, że po 11 września 2001 Iran współpracował ściśle z USA dostarczając Waszyngtonowi informacji wywiadowczych o talibach ? Szkoda tylko, że chwilę później Bush wpisał Iran na listę krajów należących do osi zła, po raz kolejny nabijając Teheran w butelkę. Nie dziw, że w 1979 Irańczycy postanowili wziąć kraj w swoje ręce zawierzając go tym najbardziej wiarygodnym - pozbawionych zakusów na władzę i dobrobyt duchownym. Rzecz w tym, że chcieli aby powstała islamska republika, z naciskiem na republikę, a wyszło, jak zauważa Kęskrawiec, dokładnie odwrotnie.

Nie sposób przedstawić wszystkich argumentów, które przytacza autor książki, tłumacząc sobie i czytelnikom zawiłą sytuację Iranu. Nic nie jest tam czarno i białe, a już na pewno nie jest takie, jak to przedstawiają nam zachodnie media. Weźmy chociażby bombę atomową, którą ostatnio regularnie straszą nas Wiadomości. Dla porządku: bombę atomową mają w pobliżu Izrael, Pakistan i Indie, które w odróżnieniu od Iranu, nigdy nie przystąpiły do układu o nierozprzestrzenianiu broni i nie wpuściły do siebie inspekcji międzynarodowych. Prace nad bombą atomową na etapie zbliżonym do Iranu prowadzą obecnie Japonia, Australia, Argentyna, Korea Południowa, Brazylia, RPA. Wiedzieliście o tym? Taką sztuczną nagonkę mieliśmy już w 2003, tuż przed atakiem na Irak, który wbrew gorliwym zapewnieniom Stanów Zjednoczonych, broni masowego rażenia nigdy nie posiadał Oby tym razem światowa opinia publiczna okazała się trochę mniej naiwna.

Wracając do książki Marka Kęskrawca, jej drugą, obok bogactwa informacji, zaletą  jest aktualność. Napisana została raptem w 2009, kiedy przez Teheran i inne perskie miasta przechodziła fala zamieszek związanych z wyborami prezydenckimi.  I właśnie fakt, że autor był w centrum wielu wydarzeń, które opisuje, przybliża go do Ryszarda Kapuścińskiego i jego Szachinszacha sprawiając poniekąd, że Czwarty pożar Teheranu można traktować jako kontynuację perskiej sagi. Muszę przyznać jednak, że nie zgadzam się  z opiniami, jakie dane mi było czytać, że obu dziennikarzy łączy podobny styl pisania, czy że Kęskrawiec jest nowym Kapuścińskim. Styl, w jakim są napisane  reportaże jest pozbawiony polotu i artystycznego zacięcia, które zachwycały u Kapuścińskiego. Choć, owszem, mam wrażenie, że Kęskrawiec próbował korzystać ze literackich sztuczek mistrza ubarwiając tu i ówdzie swoje opowieści bądź przyjmując podobny styl pisania, co zresztą  miejscami przypomina bardziej zapożyczenia niż inspiracje (vide: rozdział o szachu Pahlavim). Ciągle zastanawiało mnie też, jak to możliwe, że dziennikarzowi udawało się zawierać tak wiele znajomości, analizować filmy i programy telewizyjne przy braku znajomości farsi. Nie wątpię, że autor rzeczywiście ma całe mnóstwo przyjaciół wśród teherańskiej bohemy, ani że Irańczycy są niezwykle gościnni, a jednak niektóre opowieści momentami lekko zgrzytały.

Na koniec przytoczę motto, jakie dla swojej książki wybrał autor. Irańczycy już dawno przestali wierzyć w perskie bajki, o czym świadczą chociażby wydarzenia po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich. Teraz również my powinniśmy powoli przestać brać za pewnik to, co opowiadają nam magiczne, gadające pudełka. Nasze gadające głowy wcale nie są bardziej prawdomówne niż brodata głowa prezydenta Iranu.

Pewien mułła beszta dwóch wieśniaków bijących pokłony przed urną do głosowania: - Dlaczego wielbicie tę skrzynkę, niedowiarki? -Czcigodny mułło, ona dokonała cudu: cała wieś wrzuciła do środka Qasema, a wyszedł z niej Jusuf.

środa, 26 stycznia 2011, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: goraca, *.fbx.proxad.net
2011/01/26 13:51:13
Cieszę się, że napisałaś recenzję tej książki! Też czytam trochę o Iranie i muszę powiedzieć, ze ta pozycja swego czasu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Książkę czytałam jakiś czas temu, nie pamiętam więc szczegółów, ogólne wrażenia opisałam wtedy tutaj: www.lekturyreportera.pl/ksiazki/opowiesci-z-iranskiego-piekla-i-raju/). Pamiętam natomiast dobrze, że bardzo 'polubiłam' autora za jego stosunek do ludzi, o którzych pisze, za autentyczny szacunek do nich (niedługo przed Kęskrawcem czytałam 'Oko świata' Cegielskiego, gdziei okropnie denerwował mnie protekcjonalno-ironiczny stosunek autora do swoich rozmówców i czytelników). I właśnie pod tym względem porównywałabym Kęskrawca do Kapuścińskiego - nie ze względu na literackość i styl pisania (czy też owo rzekome 'uatrakcyjnianie' tu i ówdzie ;)), ale za to, że piszą z pokorą i autentycznym szacunkiem do swoich rozmówców, nie wywyższając się i nie oceniają z pozycji 'wszechwiedzącego reportera z Zachodu'.

Zgadzam się, że książkę warto przeczytać ze względu na mnóstwo informacji na temat współczesnego Iranu, rozprawianie się ze stereotypami i próbę wytłumaczenia mentalności Irańczyków (która czasem miałam wrażenie przypomina trochę mentalność Polaków z czasów walki z komunizmem...:))
-
Gość: mmadalena79, *.spgm.com.cy
2011/01/26 15:04:08
Bardzo ciekawa notka Pyzo, co prawda pokazuje mi, że moja "wiedza na temat" jest znikoma, ale też zachęca do jej poszerzenia.
Tak to jest, że dopóki nie zgłębimy tematu, zwłaszcza, gdy jest to wiedza na temat innego kraju, czy narodowości, bardzo łatwo jest się dać ogłupić i myśleć stereotypowo. Ja przez to przechodziłam w przypadku Chin i Indii, na korzyść tego pierwszego i niekorzyść drugiego kraju. Czytanie na temat innych kultur, odwiedziny w ich krajach zupełnie zmieniają nasze spojrzenie, o ile wyzbędziemy się (lub po prostu nie mamy) wspomnianego przez goraca protekcjonalno-ironicznego podejścia.
-
latajaca_pyza
2011/01/26 21:42:15
Gorąca, z przyjemnością zerknę w wolnej chwili na Twoją recenzję. Dziękuję. :) Przyznam, że właśnie ostatnie rozdziały książki, gdzie Kęskrawiec rozprawia się z naprawdę skomplikowaną sytuacją polityczną i bierze Iran niejako w obronę, sprawiły, że zapałałam do niego ogromną sympatią. Bardzo podobało się mi to, że próbował zrozumieć ten kraj, że odrzucił stereotypy i poznawał kraj na własnej skórze. Zgadzam się, że w kwestii pokory i szacunku, jaki okazuje mieszkańcom, równa się absolutnie z Kapuścińskim.

Mmadalena, oj zgadzam się. Nie ma nic gorszego niż żywienie się stereotypami i obiegowymi informacjami. A właśnie takie wiadomości często serwują serwisy informacyjne. Trzeba byc ciekawym świata i szukać odpowiedzi na własną rękę, aby poznać go narprawdę. Dokładnie tak, jak to robu autor książki. Pozdrawiam serdecznie!
-
Gość: czara, *.245.101-84.rev.gaoland.net
2011/01/27 12:26:13
Jeśli chodzi o Iran czarno-biały jest chyba tylko komiks (i film) Marjane Satrapi, rewelacyjny zresztą. Ta notka brzmi bardzo optymistycznie, mimo wszystko to, czego można się dowiedzieć o tym kraju choćby od Satrapi, czy też z filmów takich jak "About Elly" Farhadiego, czy "Nikt nie rozumie perskich kotów" Ghobadiego (czy nawet Kobiety bez mężczyzn, Shirin Neshat) pokazuje niewesołą rzeczywistość. Normalni ludzie, chcący normalnie żyć, kochać, grać muzykę (!) są tłamszeni przez nienormalny system. Na pewno wiesz, że Ghobadi po nakręceniu swojego filmu musi żyć za granicą, nie ma dla niego już miejsca w tamtym kraju. Wszystko to smutne jest. Jeśli jednak powstała książka, która mówi o ludziach, a nie o systemie - to świetnie. O ludziach nie można zapominać.
-
Gość: goraca, *.fbx.proxad.net
2011/01/27 13:34:56
@czara, to jest książka również o systemie, chyba jednak więcej można się z niej dowiedzieć o polityce, systemie i historii Iranu niż z komiksów Satrapi (którą też lubię). W ogóle jak na taką mała objętość książka jest niesamowitą kopalnią wiedzy (łącznie ze świetnym rozdziałem o irańskiej kinematografii :)) - polecam wszystkim, których interesuje Iran! I raczej nie jest to obraz optymistyczny, słowem kluczem jest u Kęskrawca raczej 'paradoks'. Ale fakt, świetnie przedstawia ludzi, to był dla mnie bardzo mocny punkt tych reportaży... że zacytuję samą siebie z mojej recenzji (100 punktów za lans ;)):
"Wydawca Czwartego pożaru Teheranu umieścił na okładce książki słowa Marjane Satrapi, autorki słynnego Persepolis: Kiedyś Iran kojarzył się z latającymi dywanami, teraz kojarzy się z ajatollahami, ale ani jedno, ani drugie nie pokazuje prawdy o ludziach, którzy tam mieszkają. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że książka Marka Kęskrawca nas do tej prawdy przybliża."
-
latajaca_pyza
2011/01/27 21:33:53
Czara, dla mnie ten wpis nie jest specjalnie optymistyczny, usiłuje jedynie pokazac drugą stronę Iranu, tę mniej znaną, o której media nie wspominają. Te "pozytywne akcenty" jak dostęp kobiet do edukacji podkreślają tylko absurdy, jakie rządzą tym krajem, nie udowadniają, że w Iranie nie jest tak źle. Owszem, jest i to oczywiste. Widziałam wszystkie filmy, które wspominasz i dla mnie książka Marka Kręskrawca jest odzwierciedleniem tych historii. Ludzi chcą życ normalnie i robią to w miarę możliwości, jakie im daje rząd. A jeżeli czegoś nie mogą, to usiłują to obejśc na wszystkie sposoby. Nowością jest to, że w 2009 zaczęli się głośno domagac zmian. Jeszcze niewiele z tego wyszło, jak pisze Kręskrawiec, w Iranie brakuje podziemia i silnych liderów opozycji, ale coś ruszyło. Oby tylko udało się im to załatwic po swojemu bez ingerencji zachodnich państw.
A jeżeli chodzi o Ghobadiego, to w znacznie gorszej sytucji jest Jafar Panahi, który dostał sześcioletni wyrok więzienia i dwudziestoletni zakaz kręcenia filmów i wyjazdu z kraju. To jest niepojęty absurd. W tym wszystkim nie wolno zapominac, że reżim to jedno, ale społeczeństwo to w coraz bardziej dominującej większości coś zupełnie innego.

Gorąca, dziękuję za odpowiedź dla Czary, zgadzam się, że książka jest wielowymiarowa. Opowiada o zwyczajnych Irańczykach, ale też wyjaśnia kulisy władzy i historę kraju. I zdecydowanie pomaga zrozumiec złożonośc Iranu.
-
Gość: holly, *.fbx.proxad.net
2011/01/27 22:09:43
Wiele lat temu przeczytalam pasjonujaca ksiazke "Czytajac Lolite w Teheranie". Jest to opowiesc nauczycielki, ktora na domowych spotkaniach czytala ze swoimi studentkami zakazana literature zachodnia m.in Nabokowa. Sporo mozna sie z niej dowiedziec o Iranie. Serdecznie polecam a Keskrawca, o ktorym nigdy nie slyszalam, wpisuje na liste lektur!
-
latajaca_pyza
2011/01/27 22:13:57
Holly, no właśnie chyba jestem jedyną blogerką, która tej książki nie czytała! :) Mam ją od bardzo dawna na liście i nie mogę znaleźc! Ciekawostką jest, że czytał ją i korzystał z niej nawet Kęskrawiec przy pisaniu "Czwartego pożaru" - znajduje się w bibliografii, którą porządnie przestudiowałam.
-
Gość: kolokolo, *.net.autocom.pl
2011/01/28 11:42:37
A propos. Tekst tego samego autora w ostatnim Tygodniku Powszechnym:
tygodnik.onet.pl/31,0,58521,hipokryzja_nasza_codzienna,artykul.html
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2011/01/28 11:43:37
pyza, zagladam tutaj czasami, ale nie komentuje. ja mam te ksiazke, tyle, ze po angielsku. gdyby to Ci nie przeszkadzalo, chetnie podesle.
-
latajaca_pyza
2011/01/28 23:29:28
Kolokolo, ach, dziękuję bardzo! Fanstastyczny tekst, a ostatnie dwa akapity obowiązkowe dla każdego. Pozdrawiam serdecznie! :)

Una invitada, och dziękuję Ci bardzo za propozycję! Wersja angielska mi nie przeszkadza, widziałam też tę pozycję w lokalnych księgarniach, ale nie wiedziec czemu, uparłam się na polskie tłumaczenie. Czuję jednak, ze się nie doczekam, więc po prostu podejdę do księgarni i kupię włoską wersję. I bardzo mi miło, że zaglądasz! Pozdrawiam serdecznie! :)
-
Gość: goraca, *.fbx.proxad.net
2011/01/29 10:23:22
@kolokolo dziękuję za link do rewelacyjnego artykułu, polecam go teraz wszystkim znajomym ;)
-
latajaca_pyza
2011/01/29 16:15:09
Gorąca, popieram! Sama poleciłam go też na Blipie. :) Udanego weekendu.
-
Gość: czara, *.245.101-84.rev.gaoland.net
2011/01/29 22:51:46
Dziękuję Wam za odpowiedź, chętnie zatem przeczytam tę książkę. Pozdrawiam serdecznie!
-
latajaca_pyza
2011/01/31 21:59:57
Czara, będę bardzo ciekawa Twojego zdania! Pozdrawiam serdecznie. :)
-
pusta_literatka
2011/02/02 12:53:01
czy mogę się do Ciebie zwracać, Inspiracjo? ;)
-
latajaca_pyza
2011/02/03 20:57:02
Pustka literatko, eee ja chyba jednak wolę swojskie Pyza. ;)