Blog > Komentarze do wpisu

Lizbona

Do Lizbony udało się nam dotrzeć dopiero za drugim podejściem i to zaledwie na kilka godzin przed końcem 2010. Sylwestrowy wieczór upłynął nam spokojnie na kolacji w małej knajpce i spacerach w dzielnicy Bairro Alto, która słynie z nocnego życia. Nie uraczyłam jednak legendarnych tłumów młodych ludzi, którzy w Bairro Alto imprezują zazwyczaj przed barami, a nie w  ich wnętrzach. Pewnie zatrzymały ich w domach te straszne zimowe temperatury - w końcu było jedynie 15 stopni na plusie. Lizbona w tych dniach wydała się mi wyjątkowo opustoszała i senna.  Puste były uliczki Bairro Alto czy Alfamy, puste było metro, sklepy pozamykane,  tylko w cukierni w Belém tłumy zajadały się lokalnymi słodyczami. Ale po kolei.

 

Tramwajowa winda w kierunku położonej na wzgórzu dzielnicy Bairro Alto

 


Wieczór sylwestrowy w Bairro Alto. Spokojnie, prawda?

 

Nowy Rok rozpoczęliśmy śniadaniem  w parku Jardim da Estrela, w kawiarni otoczonej jeziorkami pełnymi ptactwa. W południe temperatura osiągnęła 18 stopni, a przez gęste  chmury przebijały się promienie słońca. Jak na styczeń, przyznacie, doskonałe warunki do siedzenia w parku. Po raz pierwszy i nie ostatni spróbowaliśmy portugalskiego espresso bica, które od razu zdobyło uznanie eF (o co bardzo trudno w jego przypadku - ci Włosi...) i ruszyliśmy dalej.

Nie bez przypadku za początek naszej Lisbon Story wybrałam okolice placu da Estrela. To właśnie stąd rusza tramwaj legendarnej linii 28, która przejeżdża przez najbardziej malownicze zakątki Lizbony, pnąc się po stromych i wąskich uliczkach najstarszych dzielnic miasta. Nie raz przejeżdża tak blisko murów, że można zajrzeć komuś do domu albo ściągnąć wiszące w oknie pranie. Albo powiesić swoje.

 

Najstarsze tramwaje w Lizbonie pochodzą z 1910 roku.


Tramwaje nie zawsze są żółte - często obklejone są kolorowymi reklamami.

 

No właśnie, oprócz starych, żółtych tramwajów wiszące w oknach pranie to chyba najbardziej kuriozalna i równocześnie fascynująca cecha starej Lizbony. W lekko powiewającej na wietrze  bieliźnie  ukryta jest jakaś apoteoza prostoty, jakaś amatorska poezja przysłonięta  prozaicznym życiem. Może czyni to światło, które przebija przez suszącą się bawełnę, a może kolory, które ożywiają szare mury, a może zapach świeżego prania, który roznosi wiatr. Jest w tym praniu coś fascynującego, nie bez powodu uwielbiam je fotografować. Nagłówkowaliśmy się nad tym lizbońskim fenomenem  z eF. Zaskakujące było zobaczyć tyle sznurów z praniem w zimie, przy mało słonecznej pogodzie, w pobliżu głównych skrzyżowań. Widocznie Lizbończycy nie mają kaloryferów ani suszarni, za to strasznie dużo piorą.

 

Dzielnica Alfama

 

Dzielnica Alfama (Sant Apolonia)

 

Z tramwaju 28 wyskoczyliśmy na wysokości punktu widokowego przy zamku Sao Jorge, skąd roztaczała się przepiękna panorama na całe miasto. Stąd rozpoczęliśmy spacer  w dół w kierunku rzeki Tag. Uliczki najstarszej dzielnicy Lizbony Alfamy są jedyne w swoim rodzaju. Zamieszkane kiedyś głównie przez rybaków, cudem nietknięte w czasie słynnego trzęsienia ziemi w osiemnastym wieku,  dziś odrapane, o spłowiałych kolorach mają niepowtarzalne piękno i światło.

 

 

 

W ukrytych zaułkach, gdzie ściany ciągle wyłożone są niebieskimi azulejos kryją się rodzinne restauracje, do których jedynym sposobem na dotarcie jest kierowanie się zapachem grillowanych sardynek. Niezwykle proste w wystroju,  serwują tradycyjne rybne dania, głównie na bazie sardynek i dorsza. W jednej z nich zatrzymaliśmy się na lunch (Calçada di São Vicente 25 albo obok). Prowadzona była przez trzy starsze panie, które nie dysponowały ani menu, ani znajmością angielskiego, a jedynie  doskonałymi umiejętnościami kulinarnymi. Ich mus z mango wyciągnięty na koniec obiadu ze zwyczajnej lodówki stojącej w rogu restauracji był wyśmienity! Początkowo mieliśmy zamiar wrócić tam jeszcze raz na wieczorną kolację, która zakończona miała być koncertem muzyki fado. Ale po południu zarezerwowaliśmy stolik w innym miejscu, które miałam na tajemnej liście miejsc wartych odwiedzenia w Alfamie. Nie wiem, jak udał się wieczór u trzech pań, ale na pewno nasz nie był gorszy. Ba, śmiem twierdzić, że nie miał sobie równych! Kolacja w A Baiuca okazała się jednym z najbardziej niesamowitych wieczorów w moim życiu. Ale o tym następnym razem...

 

A tymczasem, jeżeli macie ochotę na więcej zdjęć, zapraszam na mój drugi blog.

piątek, 07 stycznia 2011, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: czara, 77.236.25.*
2011/01/08 00:08:12
Och! Mus z mango...toż to moje najwspanialsze wspomnienie z Lizbony :) Zaraz po krewetkach, które tam pokochałam. Gratuluję udanej podróży i czekam na więcej.
-
latajaca_pyza
2011/01/08 14:26:00
Czara, Ich mus czekoladowy również był rewelacyjny. To miejsce było naprawdę fantystyczne, takie prawdziwe, bez zbędnego blichtru i zadęcia. Pani, która nas obsługiwała miała problem ze wzrokiem, więc talerze lądowały w różnych miejscach. Była równocześnie tak serdeczna i opiekuńcza, że na koniec miałam ochotę ją uściskac. Piękne wspomnienie. :)
Czaro, pisałas u siebie o Lizbonie? Przed wyjazdem przeszukałam wszystkie znajome blogi, ale znalazłam wpisy jedynie u Chiary. Pozdrawiam!
-
Gość: Ania, *.dip.t-dialin.net
2011/01/08 22:47:05
Ja zwiedzalam Lisbone za drugim podejsciem, za pierwszym dostalam gesiej skorki i zimnicy z powodu panujacego tam urlopu, a byl maj. Z drugiego podejscia zostalo mi kupe zdjec (bylo to 7 lat temu) i oczwyiscie wspomnienia.
Wspomniany tramwaj faktycznie jezdzi tak bisko murow domow, ze otarlam sobie lokiec. Sporo sie tez nachodzilismy po schodach, urocze. Bardzo sie staralam sfotografowac kamienice pokryte kafelkami, ale z zadnego zdjecia nie jestem zadowolona. Kuchnia portugalska to faktycznie tylko ryby i ogorek z pomidorem na listku salaty ale smakuje super, jadalam tam tez frytkowane obierki z ziemniakow z twarogiem (delicje), i patelnie krewetek z czosnkiem. Generalnie kieruje sie zasada, ze jadam zawsze tam gdzie miejscowi i jak do tej pory sie nie zawiodlam. Takie sznury z praniem jak w Lizbonie widzialam tez czesto we Wloszech (mam wiele zdjec z praniem, bo to jeden z fajniejszych motywow), ale chodzac po starej Lizbonie czuc bylo z podworzy i zapach prania i gotowania. Nie wiem jak terez, ale wtedy wiele z tych domow to byly istne ruiny.
Pamietam jeszcze drzewa kwitnace na niebiesko.
-
latajaca_pyza
2011/01/09 17:58:52
Ania, witam :) o obierkach gdzieś słyszałam, choc niekoniecznie w kontekście Portugalli, w każdym razie nie miałam okazji ich spróbowac. :) Byłam w trzech różnych restauracjach, ale niewiele różniły się pod względem menu: było bardzo proste i w odróżnieniu od Włoch nie było podzielone na pierwsze i drugie dania, ale na dania rybne i mięsne.
Alfama to chyba dalej istna ruina, tak sobie tylko myślę, że jeżeli zaczną ja odnawiac, straci swój niepowtarzalny urok. Niestety drzew kwitnących na niebiesko nie widziałam, za to mnóstwo przejrzałych pomarańczy, których nikt nie zerwał na czas tak. Pozdrawiam! :)
-
abiela
2011/01/09 18:12:11
Mnie w Alfamie urzekły maluteńkie warsztaty, np. szewskie. Ale sama Lizbona nie zachwyciła mnie aż tak, jak oczekiwałam. Za kuchnią portugalską AŻ tak nie przepadam.
-
latajaca_pyza
2011/01/09 21:20:25
Abiela, my mieliśmy tego pecha, że będąc w Lizbonie w świąteczeny weekend, nie widzieliśmy prawdziwego, tętniącego życiem miasta. Tak jak pisałam, nasza Lizbona była opustoszała, większośc sklepików i warsztatów była zamknięta. A jeżeli chodzi o kuchnię portugalską zaskoczyła mnie swoją prostotą, chyba naczytałam się za dużo barwnych przewodników. :) Pozdrawiam serdecznie! :)
-
Gość: holly, *.fbx.proxad.net
2011/01/09 22:22:23
W Lizbonie jeszcze nie bylam, wiec z wielka radoscia przeczytalam o podrozy i obejrzalam zdjecia. Kuchnia portugalska bardzo lubie, mialam w Genewie taka swoja ulubiona restauracje niedaleko jeziora, natomiast jesli chodzi o ilosc wywieszanej w oknach bielizny, to ze zdjec wnioskuje, ze Neapol ma jednak duza przewage...ale czyz to nie dodaje uroku miastu? Wyglada barwniej, tak jakby w tym miescie bylo wiecej zycia. Nie wiem czy sie ze mna zgadzasz...
-
joan_johnson
2011/01/10 09:15:09
A propos prania - zdecydowanie nie mają kaloryferów. Na samo wspomnienie mojej zimy w Lizbonie dreszcze mnie przechodzą. 18 stopni na pewno termometr nie wskazywał... Ale i tak było przyjemnie. :)
-
2011/01/10 11:50:28
my byliśmy w listopadzie, i życie o, wrzało zdecydowanie. Ale ogólnie zadowoleni jesteście z wypadu do Lizbony, tak?
Pozdrawiam.
-
morven
2011/01/10 13:03:48
Ja kiedyś (lato 2008, czyli daaawno) pisałam o modowych wrażeniach z Lizbony na swoim szafiarskim - dziś nieco zdechłym - blogu. A zdjęciowo zrealizowałam się tutaj:
picasaweb.google.com/morvenn/AlfamaStaraLizbona#
Przepraszam za autoreklamę :-) Tak czy siak, miasto przecudowne, przesycone głęboką melancholią. I fantastyczna kawa :-) Muszę tam jeszcze wrócić. To jedno z dwóch miejsc na świecie, które tak pokochałam i do którego tak bardzo tęsknię (pierwszym jest oczywiście moja ukochana Zielona Wyspa).
-
2011/01/10 20:25:30
Pyzo, a ja miałam tego pecha, że byłam w Lizbonie w maju i też nie widziałam prawdziwego, tętniącego życiem miasta. Ok, około północy było trochę ludzi na ulicach, w ciągu dnia trochę turystów, ale brakowało mi czegoś nieustannie, bieda i zaniedbanie rzucaly sie w oczy. W Belem bylo pieknie (i smacznie!), ale generalnie czułam sie rozczarowana tym miastem. I bylo chlodno! :) Dam sobie jeszcze jedna szanse, moze latem :)
I dziekuje za zdjecia, ciasteczka z Belem przywolaly wspomnienia ważnych rozmow o zyciu, prowadzonych jednocześnie z degustacja :) Pozdrawiam Cie serdecznie.
-
latajaca_pyza
2011/01/10 21:12:32
Holly, zgadzam się w kwestii prania. :) Uwielbiam je fotografowac, dodaje niepowtarzalnego uroku najprostszym nawet budynkom. W Neapolu nigdy nie byłam (po historiach o tym mieście, jakie opowiadała mi niedawno znajoma Neapolitanka, mam je na mojej top liście włoskich miast do zobaczenia), ale rzeczywiście pranie pasuje mi do wizurenku jego mieszkańców. Tym bardziej się cieszę na wizytę w Napoli. ;)

Joan Johnson, no to wszystko jasne! A przy okazji, Twój artykuł o Lizbonie w Archipelagu to absolutne mistrzostwo świata! Niesamowity! Wszystkim go serdecznie polecam!

Chiara, tak, wyjazd się udał, choc w drugim dniu zupełnie nie dopisała pogoda i ogólnie spędzliśmy w Lizbonie strasznie mało czasu.

Morven, dziękuję za linka! Świetne zdjęcia! I całe mnóstwo prania, to tak dla niedowiarków! ;) Co ciekawe, myślałam, że te łańcuchowe ozdoby zostały zawieszone z okazji świąt/nowego roku, a okazuje się, że one wiszą cały rok! :)
U nas też Lizbona wywindowała się na top europejskich city. Jedyna w swoim rodzaju!

Pewna Taka, ciekawe, może Lizbończycy, jak Prażacy, uciekają z miasta przy każdej możliwej okazji? O ile Lizbona ogólnie mnie zachwyciła, samo Belem trochę rozczarowało - napiszę niebawem o przyczynach. Ale oczywiście słodkości były doskonałe! :)
-
joan_johnson
2011/01/11 17:15:10
O, dziękuję, bardzo mi miło to czytać :) Pracuję - mobilizuję się - do napisania całej książki nt. Lizbony( i Portugalii). Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Widzę, że trwają poszukiwania okresu, kiedy w Lizbonie tętni życie. Z moich obserwacji wynika, że dzieje się to we wrześniu. Wcześniej za gorąco, potem za zimno (im).
I jeszcze raz patrzę na Twoje zdjęcia, i znów bardzo mi się podobają. Piękne!
-
latajaca_pyza
2011/01/12 21:04:21
Joan Johnson, och, to proszę, zmobilizuj się jak najszybciej! :) Trzymam kciuki!
I również bardzo dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie!
-
kinky5
2011/01/14 21:33:42
Ciesze sie ze w koncu udalo Ci sie "zdobyc" Lizbone!
Brawo!
Mialam b. podobe odczucia- przed- noworoczny spokoj. Najwiecej Sylwestrow spedzilam w Zakopanem, gdzie szalenstwo przechodzi ludzkie granice, dlatego tez Lizbona byla dla mnie bardzo duzym kontrastem.
-
Gość: Janusz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/16 18:09:43
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem zarówno sam post, jak i wszystkie komentarze. Bardzo się cieszę, że Lizbona ma tak wielu fanów.
Mnie dane było tam spędzić parę dobrych lat, które podsumowałem w przewodniku o Lizbonie, wydanym w zeszłym roku.
Kulinaria portugalskie interesują mnie w szczególny sposób i widzę, że większość z Was "wyłowiła" te najciekawsze smaczki- jak np. musy: czekoladowy i z mango, czy przyrządzone w prosty sposób krewetki...
Zapraszam do mojego bloga Luzomania (janusz-st-andrasz.blogspot.com).
-
latajaca_pyza
2011/01/16 20:39:07
Kinky, i ty dotrzesz wkrótce do Peru! ;)

Janusz, o dziękuję! Jaka szkoda, że nie znałam Twojego bloga przed wyjazdem. Może przynajmniej przyda się innym. Pozdrawiam :)
-
ladetre
2011/01/26 18:20:50
Pyzo, pięknie udało Ci się ująć w fotografiach to, co kocham w Lizbonie. Jej światło i niepowtarzalny klimat. Nie ma drugiego takiego miasta, ale pewnie i ja obiektywna tu nie jestem. I nie wiem, czy Lizbona kiedykolwiek tętni życiem w tym powszechnie rozumianym słowa tego znaczeniu. Bo ona tętni, będąc jakaś taka zadumana. Taka trochę suadade, jak fado.
-
latajaca_pyza
2011/01/26 21:31:21
Ladetre, dziękuję bardzo! Pięknie napisane o zadumaniu Lizbony, coś w tym jest... Pozdrawiam serdecznie. :)