Blog > Komentarze do wpisu

Lourdes, reż. Jessica Hausner

To wręcz niewiarygodne, jak wiele potężnych uczuć i zjawisk udało się zawrzeć Jessice Hausner w swojej prostej, minimalistycznej wręcz formule filmowej. Wiara, cuda, szczęście, samotność, poszukiwanie miłości, niepełnosprawność - te wielkie i trudne słowa stanowią sedno Lourdes, ale bynajmniej nie czynią filmu mało przystępnym czy przerysowanym. Ten mały wielki obraz to absolutna perełka, odkryta przeze mnie dość późno od premiery, ale za to z niekłamanym zachwytem.

 

 

Reżyserka realistycznie oddaje atmosferę miejsc kultu maryjnego.   Mamy tu mieszankę religijności i dewocji, mistycyzmu i kiczu, żarliwości i sceptycyzmu. Wierni przybywają do Lourdes ze swoimi troskami,  problemami, prośbami, gorąco modląc się o cuda,  piją wodę z cudownej groty i uczestniczą w religjnych obrzędach.  Równie  gorliwie jednak wymieniają się plotkami o uzdrowieniach,  zawierają nowe znajomości, wdają się we flirty z opiekunami i współpielgrzymami, opowiadają sobie żarty o Matce Boskiej, która wybrała się na wakacje do Lourdes i robią sobie zdjęcia na tle kościoła. Przybywają z różnych powodów, ale każdy w potrzebie tego, czego w życiu mu brakuje: zdrowia, miłości, bliskości czy po prostu odmiany.

Hausner nie zajmuje się dogmatami wiary, nie podważa ich, ani do nich nie przekonuje. Bardziej niż samym cudom przygląda się bohaterom, którzy są ich świadkami lub bezpośrednimi uczestnikami.  W filmie ludzie patrzą na doświadczających łaski z zaciekawieniem, z zazdrością,  z zakłopotaniem. Wielu głośno bije brawo, jak gdyby cud był wygraną w konkursie, zależną od umiejętności i zaangażowania. I chyba rzeczywiście traktują pielgrzymkę trochę jak bieg o łaskę.  Przepychają się by być bliżej ołtarza, gdzie udzielane jest specjalne błogosławieństwo,  wypytują księdza o podpowiedzi, jak dojść do celu,  podejrzliwie patrzą, kiedy cud dotyka wcale nie najżarliwszych wiernych. Czasami sprawiają wręcz wrażenie, że tylko czekają na to, aż cud się cofnie, że okaże się, że to tylko chwilowa poprawa. A wtedy to już nie będzie cudowne uzdrowienie, bo niby chwilowe, niewyjaśnialne poprawy nie łapią się na definicję cudu. A już na pewno nie boskiego. Jak wiele tracimy zamykając się w sztywnych definicjach szczęścia, cudu czy normalności,  w ich racjonalnych analizach. Pędzimy przez życie pełni sceptyzmu, nieufności i wiecznego przekonania, że inni są szczęśliwsi, piękniejsi, mądrzejszy. Błądzimy w poszukiwaniu idealnych wzorców, zapominając, że to od nas samych zależy definicja naszego szczęścia, naszego życia, naszych codziennych cudów. Święte miejsca nie czynią nas bardziej świętymi tylko dlatego, że je odwiedzamy.

 

 

Siłą kameralnego Lourdes jest jego realizm i obiektywizm. Haunser udaje się podjąć emocjonujące wszystkich tematy z prostotą i szacunkiem, pokazuje je z różnych stron  i pozostawia ich interpretację widzom. To my sami dzięki naszemu prywatnemu stosunkowi do wiary i naszym życiowym doświadczeniom nadajemy poszczególnym wydarzeniom  własne znaczenie. Tak naprawdę nieważne czy Bóg jest dobry czy wszechmogący (jak zauważa jeden z pielgrzymów, gdyby był i  dobry i wszechmogący uzdrowiłby wszystkich), ważne jest, jacy jesteśmy my. Zadajcie sobie to pytanie, śledząc własne uczucia w ostatniej scenie filmu, która, nawiasem mówiąc, moim zdaniem jest genialna. Co wyczytaliście z ciemności, która zapada na końcu?

sobota, 19 lutego 2011, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2011/02/20 09:27:17
w Edynburgu ten film kilkanascie miesiecy temu zrobil furore. niestety nie dotarlam, aby go obejrzec. pokazywany byl tylko w jednym kinie. pozdrawiam pyzo.
-
2011/02/20 13:36:53
"Tak naprawdę nieważne czy Bóg jest dobry czy wszechmogący (gdyby był i tym, i tym uzdrowiłby wszystkich)" - nie za bardzo wiem, czy to Twoje zdanie czy wniosek wyciagniety z filmu, ale to bardzo generalizujace stwierdzenie. A to nie takie proste chyba.
-
latajaca_pyza
2011/02/20 21:12:13
Una Invitada, może wyjdzie na dvd? We Włoszech się pojawił. Naprawdę warto. :) Pozdrawiam Cię serdecznie!


Paradoxally, to dosłowny cytat z filmu, pytanie, które pielgrzym zadaje księdzu. Używam go na końcu, bo według mnie to nie tylko generalizujące stwierdzenie, ale przede wszystkim pytanie, które oddaje cały sceptycyzm i niezrozumienie swojej wiary tych wszystkich ludzi, którzy przybywają do Lourdes.
Wstawię ten cytat w cudzysłów, aby nie było dalszych nieporozumień. Pozdrawiam! :)
-
2011/02/20 21:53:53
pyzo, nie ma jeszcze. bylam dzis w kinie, bo w Edynburgu Middle East Festival i w tym kinie wlasnie sklep z dvd z najlepszym wyborem filmow, w tym niezaleznych. moze bedzie. na pewno chcialabym obejrzec. milego wieczoru.
-
latajaca_pyza
2011/02/20 21:58:58
Una invitada, w takim razie cierpliwości! Na pewno się w końcu pojawi. :)
-
2011/02/20 23:26:22
Ok, dzieki za wytlumaczenie! :)
-
latajaca_pyza
2011/02/21 20:56:14
Przyjemnosc po mojej stronie ;)
-
chihiro2
2011/02/22 21:06:17
U nas ten film pokazywano na Londyńskim Festiwalu Filmowym, wtedy nie obejrzałam, potem pokazywano w kinach, ale nie interesował mnie na tyle, żeby obejrzeć. Wiem, że dobry, wiem, że znakomicie wszystko zostało oddane, ale co zrobić, jak nie interesuje mnie on ani odrobinę?
-
latajaca_pyza
2011/02/22 21:22:26
Chihiro Masz identyczny stosunek do tego filmu jak mój eF, a i mnie długo nie pociągał. Dopiero, kiedy obejrzałam Of Gods and Men, jakoś mnie wzięło, aby po niego siągnąc. Nie żałuję. :)
-
2011/02/24 11:46:43
latajaca_pyza, to ja dzielę swoje odczucia co do filmu z Chihiro i Twoim eF;)
Mimo, że , jak może wiesz, a może nie, jeśli tylko jestem w okolicy, gdzie jest miejsce kultu Maryjnego to się tam wybieram (będąc w Lizbonie specjalnie wybraliśmy się do Fatimy, co było moim wielkim marzeniem) to muszę powiedzieć, że sam film mnie jakoś nie pociąga. Zbyt wiele mam chorób i zmartwień wokół, żebym miała jeszcze oglądać na ekranie, to u mnie z tego wynika. Pozdrawiam.
-
latajaca_pyza
2011/02/26 11:00:57
Chiaro, ten film nie epatuje chorobami czy kalectwem. Po dobrych kilku tygodniach od czasu, kiedy go zobaczyłam, odnoszę wrażenie, że bohaterowie cierpieli głównie na samotnośc, brak miłości i bliskości. To piękny film, który może podobac się zarówno wierzącym jak i niewierzącym. Naprawdę szkoda, że nie chcecie mu dac szansy. Pozdrawiam! :)
-
Gość: goraca, *.fbx.proxad.net
2011/02/27 10:18:33
Pyzo, dziekuje Ci bardzo za polecenie filmu - obejrzalam wczoraj i jestem zachwycona! Szczerze mowiac spodziewalam sie wiecej (przepraszam za wyrazenie) katolickiego folkloru (co tez mnie interesowalo, bo osobiscie fascynuja mnie miejsca kultu religijnego, kazdej religii), a otrzymalam przepiekna i lapiaca za gardlo opowiesc o samotnosci i o tym czym jest szczescie. Oraz po prostu o ludziach, ktorzy nawet w takich miejscach sacrum sa glownie ludzmi (te plotki, filtry, zawisci). Film swietnie zrobiony i zagrany, ogromnie naladowany emocjami - i mysle, ze na tyle obiektywny, ze rowniez uniwersalny, moze trafic do katolika, niewierzacej czy wyznawcy innej religii (ja mam duzo do czynienia z osobami niepelnospawnymi i ogladalam ten film przez ich pryzmat). A ostatnia scena zgadzam sie, ze jest genialna, jako osoba niewierzaca nie zadawalam sobie tu pytania o Boga, ale i tak zrobila na mnie ogromne wrazenie (no i ten soundtrack ;)) Bardzo polecam!
-
Gość: goraca, *.fbx.proxad.net
2011/02/27 10:32:19
Tak sobie jeszcze po czasie pomyslalam, ze gdybym miala w trzech slowach strescic o czym jest film to jest to wiara, nadzieja i milosc (a raczej jej pragnienie) ;)
-
latajaca_pyza
2011/02/28 22:59:44
Gorąca, cieszę się niezmiernie, że film Ci się spodobał! I rzeczywiście te trzy słowa oddają sedno filmu. Pięknie to ujęłaś! :)
A ostatnia scena według mnie zmusza widza do konfrontacji z samym sobą. Co czujemy wobec bohaterki w tych chwilach, co chcielibyśmy aby się stało? Ta scena jest dla mnie miarą naszej ludzkiej kondycji. A do tego ta paradokslana piosenka. ;) Majstersztyk.