Blog > Komentarze do wpisu

The Artist is Present

Przez jednych ostentacyjnie ignorowana, przez drugich spazmatycznie wielbiona, nie pozostawia nikogo obojętnym. Kuriozum artystyczne, kwintesencja kobiecości,  czarownica sztuki performance'u, tym razem Marina Abramović rzuciła urok na Mediolan. Jeszcze nie wpadłam w sidła jej najnowszego projektu, miałam za to okazję uczestniczyć w krótkim spotkaniu z udziałem artystki i zobaczyć film dokumentalny poświęcony retrospektywie jej twórczości, która dwa lata temu odbyła się w nowojorskiej MoMie. 

Film opowiada historię przygotowań do wystawy i dzień po dniu rejestruje jej przebieg. Oprócz odtworzonych wszystkich wcześniejszych projektów Abramović, które brutalnie i boleśnie zgłębiają temat cielesności (body art), dokument pokazuje od podszewki performance The Artist is Present.

Pomysł jest na pozór banalnie prosty. Stół, dwa krzesła. Na jednym siedzi Abramović, na drugim kto tylko chce (i odstał kilka/naście godzin w gigantycznej kolejce). Każdy ma dla siebie artystkę na kilka minut. Nie może się od niej odezwać, nie może jej dotknąć. Ale może na nią patrzeć, uśmiechnąć się i otrzymać to samo od niej. Na tych kilka minut ona koncentruje się wyłącznie na tobie, dostrzega tylko ciebie, istniejesz dla niej tylko ty.  Ludzie reagują bardzo różnie,  wielu podchodzi do tego spotkania bez słów niezwykle emocjonalnie. Ciekną łzy, puszczają nerwy,  twarze wyrażają wdzięczność, zachwyt, uniesienie...

 

I tak rodzą się pytania o kondycję współczesnego człowieka, o sens współczesnej sztuki...

Pytanie pierwsze. Dlaczego w dwudziestym pierwszym wieku tak ogromne emocje wywołuje coś tak prostego, pierwotnego jak spojrzenie drugiej osoby? Dlaczego w erze, gdzie nagość w sferze publicznej jest powszechna, gdzie swoboda seksualna jest synonimem nowoczesności krępuje nas proste spojrzenie w oczy? Dlaczego tak unikamy dłuższego kontaktu wzrokowego z innymi? Z iloma osobami dziennie wymieniamy pospieszne spojrzenia, ale tak naprawdę nigdy na siebie nie patrzymy? Jak często zdarza się nam spuścić wzrok rozmawiając z kimś? Boimy się siebie nawzajem? Pojedyncze spojrzenie może zadecydować o dalszych relacjach, może wyrazić coś, co chcielibyśmy zachować dla siebie, może sprowokować nieporozumienie. Nie chcemy aby inni wyczytali z naszej twarzy towarzyszące nam emocje, ale równocześnie też sami zamykamy się na innych. A równocześnie wszyscy  chcemy być zauważani, chcemy aby ktoś nam poświęcił chwilę uwagi, aby patrząc na nas dostrzegł nasze ja. Czy gigantyczny sukces tej wystawy bierze się z głodu, z naszej potrzeby uwagi, której nie zaspokaja  codzienność? A może sprawił to fakt, że ludzie poczuli się komfortowo siedząc na przeciw kogoś, kto bezinteresownie daruje im chwilę uwagi, równocześnie nie chcąc nic w zamian, nie naruszając ich otoczki bezpieczeństwa?

Pytanie drugie. A gdyby to był ktoś inny? Gdyby zwyczajna osoba usiadła sobie w parku i oferowała darmowe, szczere spojrzenie w oczy? Coś na kształt free hugs? Czy również tutaj ustawiałyby się kolejki? A może o sukcesie zadecydowała postać samej artystki, którą film wyraźnie kreuje na postać kultową. Patrząc na jej błogi, dobrotliwy wyraz twarzy przychodzą mi skojarzenia ze świętą, istotą uduchowioną, ale też z gwiazdą, która przyciąga uwagę samym nazwiskiem. I tu pojawia się...

Pytanie trzecie. Na ile ten performance to zwyczajne show artystycznej autokreacji, egoistyczna, tania celebracja własnego ja? W końcu sam tytuł performance'u wskazuje  jego główny temat - artystka, nic więcej. Rzadko mamy do czynienia  bezpośrednio z twórcami dzieł, które podziwiamy - obrazów, filmów, instalacji... Artysta zazwyczaj chowa się gdzieś za kulisami, a w projekcie Abramović jest obecny, jest w centrum uwagi, wystawia się na widok, oceny, zagrożenia. Czy artysta, który staje się sztuką, który sam uznaje się za własne dzieło, nie sięga niebezpiecznej granicy? To artystyczne dno czy artystyczny olimp?Ale też co takiego ma nam do zaoferowania dziś sztuka współczesna, która wydaje się desperacko szukać nowych tematów i form ekspresji, miota się między martwymi rekinami a dmuchanymi pudlami, pomiędzy agresywnością i  banałem. Postawić samego siebie w centrum wydaje się aktem najbardziej desperackim, ale trzeba przyznać nie pozbawionym sensu...

Mam proste kryteria, według których oceniam sztukę, filmy, książki. Cenię sobie najbardziej te, które wywołują u mnie emocje, ale przede wszystkim lawinę myśli. Ku mojemu własnemu zaskoczeniu, Marinie Abramović się to udało. Wybaczcie mi więc tę litanię nieskładnych myśli i pytań. To wszystko jej wina.

środa, 11 kwietnia 2012, latajaca_pyza

Polecane wpisy

Komentarze
2012/04/11 16:04:57
do mnie to nie trafia. Wykreowane, niestety, mimo tego, że ktoś nazwie to sztuką jest jedyni grą. Wiem, co możesz powiedzieć, namalowany obraz też rzeczywisty nie jest, ale...no, ale taka forma-nie trafia. I szczerze, to lekko wręcz przerażają mnie wymienione przez Ciebie emocje ludzi, to znaczy, że faktycznie człowiek współczesny chyba sam kompletnie się zagubił. Ale, nie dziwne, ludzie urywają kontakty, przestają spotykać się ze znajomymi, nie obchodzi ich to co u innych, za to żyją reality showami , wiadomościami z internetu (nie blogów już a raczej jakimiś wykreowanymi przez media dziwolągami) czy tego typu performansami. Zresztą, być może generalizuję. Cóż, to też takie moje refleksje. Pozdrawiam.
-
Gość: Holly, *.fbx.proxad.net
2012/04/11 17:25:16
Olimp, zdecydowanie artystyczny Olimp! Abramovic intryguje mnie już od wielu lat. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią wiele lat temu na festiwalu teatralnym w Avignonie. Była zaproszona przez innego performera, ale także reżysera teatralnego, Jana Fabrea. Ich spektakl wywołał u mnie szok i zrodził wiele pytań na temat tego co jest, a co nie jest sztuką. Pomysł, o którym piszesz, z pozoru prosty, jest w rzeczy samej genialny. Pytania, które stawia, zadaję sobie codziennie, odkąd jestem w Paryżu. Dlaczego nikt tu na siebie nie patrzy, każdy chodzi z opuszczoną głową, w metrze, na ulicy, ludzie starają się siebie omijać wzrokiem, nie dostrzegać, nie zauważać obecności innych. Dlaczego ludzie się siebie boją? Czy potrzeby uwagi nie wykorzystuje religia? Czy te dwie panie na zdjęciu nie wyglądają jak ksiądz i spowiednica? A może w oczy patrzy nam dziś tylko ksiądz, psychiatra iMarina Abramovic?
-
latajaca_pyza
2012/04/12 00:34:56
@chiaro, @holly Cieszę się, że macie tak odmienne zdania! Swoim postem nie chciałam wartościowac tego projektu, ale pokazac obiektywnie, ile pytań we mnie zrodził. Ważniejsze są tu dla mnie pytania niż odpowiedzi. Pytania, które warto sobie zadac, których pewnie normalnie bym sobie nie zadała. Myślę sobie, że nieważne jakich środków użyła artystka, jakie kierowały nią pobudki. Liczy się efekt (w moim wypadku lawina pytań), jaki wywołała. A jeżeli dla kogoś ważniejsze jest samo siedzenie na przeciwko Abramovic i emocje, jakie to wydarzenie może wywołac, to to też jest ok. Dla mnie to akurat ma mniejsze znaczenie.
-
Gość: czara, *.rev.sfr.net
2012/04/12 10:34:09
Cóż, w latach siedemdziesiątych Orlan w Grand Palais sprzedawała swoje pocałunki, Abramovic daje i to za darmo chyba więcej... Intryguje mnie ten pomysł, nie wiem, czy bym odstała swoje i co by dla mnie (czy w ogóle) przyniosła taka wymiana spojrzeń. Ale fakt, Francuzi są wbrew pozorom nie śmiali, i męczy mnie to ciągłe tutaj spuszczanie wzroku albo traktowanie czyjegoś zawieszonego spojrzenia na sobie jak konfrontacji więc może...
Sztuka, a właściwie artyści szukają coraz to nowszych sposobów ekspresji, często zresztą zataczając koło. Ale to dobrze, właśnie od tego są, żeby otwierać nowe drzwi, drażnić, wywoływać sprzeciw i zachwyty jednocześnie. Nie jestem zdania, że sztuka musi być rozumiana przez współczesnych, żeby być sztuką wiele niepodważalnie wielkich dzisiaj malarzy było uważanych za hochsztaplerów w swoich czasach.
Dziękuję za ciekawy wpis!
-
2012/04/12 15:38:23
tak sobie pomyślałam, jak przez dłuższy czas wisiały sobie jedynie moje i Holly zdania, ale to dobrze, bo jakakolwiek forma wyrazu, sztuka, dobrze, kiedy wzbudza dyskusje i właśnie różne opinie, tak myślę.
-
Gość: pewna.taka, *.192-178.cust.bluewin.ch
2012/04/12 19:21:50
zastanawiam sie czy gdyby taka wystawa miala miejsce w polsce kolejka bylaby rownie dluga (tzn. na ile polacy sa otwarci na taka konfrontacje/eksperyment/sztuke). i intryguje mnie gdzie kraza mysli tych ludzi, u ktorych widac takie gwaltowne emocje i na ile spojrzenie drugiego czlowieka obnaza nasze wlasne 'ja'.
-
logosviator
2012/04/14 17:22:53
<i>"...nieważne jakich środków użyła artystka, jakie kierowały nią pobudki. Liczy się efekt (w moim wypadku lawina pytań), jaki wywołała." </i>

Dla mnie jest to ważne jakich artysta używa środków, i jakie są jego pobudki... Nadal ważny jest dla mnie warsztat artysty, jego wiedza, wrażliwość, biegłość, mistrzowskie opanowanie formy, treści jakie chce nam przekazać, jego przesłanie, mądrość, intencje... Jeśli tego nie będziemy cenić (poważać), jeśli to staje się nam obojętne - to tak jak byśmy nie cenili samego artysty (który to wszystko sobą reprezentuje, który tym wszystkim jest, który przez to wszystko wyraża swoją sztukę... etc.)
Wtedy rzeczywiście najważniejszy staje się pomysł. I nawet nieważne staje się to, czy ten pomysł jest banalny, mądry czy głupi - tylko to, jakie reakcje (emocje) w nas wywołał). Tym sposobem, wg mnie, sztuka przestaje istnieć - zamienia się w koncept, jakiś impuls, psychologiczny gadżet, nowinkę, kuriozum. A my reagujemy jak dzieci (czyli infantylnie), które mają radochę już wtedy, kiedy ktoś zrobi do nich głupią minę, albo kiwnie zabawnie paluszkiem. Tylko czy to będzie świadczyć o naszych genialnych zdolnościach aktorskich? ;) Czy też o potrzebie śmiechu dziecka, które będzie się śmiało z byle czego? ;)

Wybacz pyzo, że podchodzę do rzeczy zbyt obszernie (skoro jednak ktoś może stać w kolejce kilka- kilkanaście godzin tylko po to, by spojrzeć w oczy artystce, to chyba można poświęcić trzy minuty na przeczytanie dłuższego nieco komentarza), ale przytoczę tu parę zdań, które napisałem przed chwilą, a które - jak widzę - bardzo adekwatnie wpasowują się w poruszony przez Ciebie we wpisie problem i dotyczą pytań, które zadałaś:

Zdaję sobie sprawę z tego, że można godzinami wpatrywać się np. w akwarium, w wodę, w drzewo, w mur, cegłówkę, w jeden punkt, plamkę albo - dajmy na to - w białe cyferki namalowane (ledwie widocznie) na białym płótnie. I wymyślać sobie Bóg wie co... Bynajmniej nie uważam, że samo w sobie jest to czymś złym (w końcu uznać to można za jeden z rodzajów medytacji), jednak sprawy zaczynają wyglądać inaczej, kiedy taką sytuację rozpatrzymy w kontekście odbioru sztuki. Bo według mnie natrafiamy tu na jeden z zasadniczych problemów związanych z percepcją "dzieł" sztuki współczesnej, którym są: nadinterpretacja, swoista nadbudowa myśli, przydawanie znaczenia czemuś, co znaczenia nie ma (albo ma znaczenie zupełnie inne). I czyni się tak bez względu na to, czym w rzeczywistości dany obiekt (sztuki?) jest, jaką ma treść, czy też wartość artystyczną (którą i tak ustala się dziś dowolnie i arbitralnie - bo uniwersalne kryteria wartościowania sztuki uleciały wraz z postmodernizmem i przestały istnieć). Dla mnie jednak ciągle czymś najważniejszym pozostaje samo dzieło sztuki, a nie to co wokół niego się nawarstwia. (Czyli w samym dziele sztuki nadal szukam punktu zaczepienia, a nie w ezoteryce tego, co ktoś sobie o nim pomyśli.) Uważam, że weryfikacja znaczeniowa jest możliwa tylko wtedy, jeśli odniesiemy się do dzieła, a nie do jego interpretacji i wartości naddanej. Oczywiście, że o - dajmy na to - czarnej kropce na białym tle można spisać tomy. Ale w tym tumulcie znaczeń i asocjacji sama czarna kropka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie - równie dobrze mogłoby jej w ogóle nie być, a my nadal podniecalibyśmy się tym, co byśmy sobie o tej kropce pomyśleli. Ale niestety to, by się zachwycać byle czym, lub zgoła niczym, ma już w sztuce współczesnej długą tradycję. Bo jeśli wszystko jest sztuką, to samo pojęcie sztuki przestaje mieć sens. I tym oto sposobem wszyscy znaleźliśmy się (a raczej zagubili) w kropce.

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz o wybaczenie za moje obszerne wyjaśnienie proszę.
-
malami.malami
2012/04/16 22:30:41
oj fakt, wiele pytań powoduje taka artystka, ale o sztuce czy o celach ciezko rozmawiac, natomiast mnie czesto uzmyslawia, ze nie tylko nie chcialabym stac w tej kolejce ale tez nie chcialabym takiej konfrontacji. Nie, wcale nie znaczy to ze nie patrze w oczy, tylko ze nie lubie brac udzialu, czy tez byc wciagana w takie projekty.
-
mixer001
2012/04/23 22:42:58
Nie patrzymy sobie w oczy ponieważ nie jesteśmy pewni siebie. Szkoła uczy zupełnie czegoś innego, podporządkowania i gaszenia własnych ambicji i pewności. Wszytko się zazębia i w efekcie mamy społeczeństwo, które w autobusie woli patrzeć w szybę niż z kimś pogadać.
-
chihiro2
2012/05/22 12:13:32
Ciekawy pomysł, ale osobiście do mnie nie trafia. Nie trafia, ponieważ widzę na co dzień raczej podtrzymywanie więzi z innymi niż uciekanie od bliskości. Ludzie naprawdę wkładają duży wysiłek w to, by mimo odległości, mimo tego że nigdy możemy się nie spotkać osobiście, interesować się drugą osobą, pisać do niej, rozmawiać z nią - i nie na błahe tematy, a te głębsze. Dawniej, mam wrażenie, ludzie tracili kontakt ze sobą, gdy ich drogi się rozchodziły, gdy rozjeżdżali się. Teraz przestrzeń nie jest przeszkodą.
Nie potrzebne mi pięć minut spoglądania w oczy artystce. Na co dzień spotykam się z ludźmi, z którymi patrzymy wsobie w oczy, czy to moja koleżanka, mój partner, czy też pan w pralni chemicznej. Nie spuszczamy wzroku, uśmiechamy się do obcych ludzi w metrze, kolejce sklepowej czy na ulicy. To normalne.

Ale jestem zachwycona, że sztuka nie jest dziś nudnym oglądaniem obrazków w muzeum, kompletnie odizolowujacym od ludzi i artysty doświadczeniem, a wychodzi do ludzi, konfrontuje nas z sobą samym i innymi. Jest bardziej doświadczeniem kolektywnym niż samotnym. A przy tym nie przymusza do niczego, artystka nie wyłapuje ludzi z tłumu, chętni dobrowolnie godzą się na konfrontację z nią. To mi się podoba. Jeśli ktoś czuje się niezręcznie obserwując szczere emocje innych, to... dziwi mnie to. Jakie bariery w sobie trzeba mieć, by bać się ludzkich emocji, by bać się publicznego ich okazywania? - pomijam względy kulturowe, gdy nie wypada okazywać emocji (np. społeczeństwo japońskie czy chińskie), ale w zachodniej kulturze okazywanie ich nie wiąże się z utratą twarzy.
-
Gość: amelia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/05/23 21:52:49
pierwszy raz czytam o tym projekcie, ale przyznaję, że chociaż nie miałam z nim większej styczności, to już wielce do mnie trafia. nie sądzę natomiast, żeby artysta uważał się tutaj za dzieło. tak czy inaczej podoba mi się, może dlatego, że jakiś czas temu, nie tak dawno znalazła się osoba, która zawsze patrzyła na mnie długo i przenikliwie. z początku mnie to krępowało, pytałam "o co chodzi?". to wcale nie wydaje mi się łatwe, a patrzenie się komuś w oczy w trakcie rozmowy (non stop) jest uznawane za nietakt. reguła głosi, że powinno się spoglądać, ale patrzeć lekko poniżej/powyżej/w bok. i teraz tak mnie to zaintrygowało, że sama stanęłabym w tej długiej kolejce.
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2012/06/09 16:46:00
www.cantina.wroclaw.pl/lunch/
marche.com.pl/
www.podpapugami.com.pl/main.php?lang=1
i najlepszt totr bezowy we Wrocławiu poniżej
lascala.pl/lodziarnia/kawiarnia-pl-solny/
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2012/06/09 16:58:20
i jeszcze zestaw śniadaniowy z widokiem na Synagogę tu
www.mleczarnia.wroclaw.pl/
a wieczorne piwo tu (można trafic, że i Leszek Możdzer zasiądzie zupełnie przypadkiem za fortepianem )
www.nietota.pl/
-
latajaca_pyza
2012/06/10 14:33:50
@afo83 Wielkie dzięki!!! :)
-
Gość: amelia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/06/23 21:29:26
Pyzo, gdzie nowe?
-
Gość: Jan, *.adsl.inetia.pl
2013/07/01 14:35:15
uwielbiam tamtą kulturę, jest naprawdę zdumiewająca