Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
środa, 18 stycznia 2012

Choć robię to chyba dość często, nie przepadam za lataniem samolotem. Nie lubię nie kończącego się czekania, przepychania, upychania bagaży, rozgadanych i wystraszonych pasażerów, klaskających Włochów. W czasie lotu zwyczajowo zagłębiam się w książce, w szalu, we własnych myślach. Byle do lądowania. Lubię za to moment wysiadania bo jest zawsze początkiem czegoś nowego.

Tym razem wylądowałam w Rzymie. Choć wielokrotnie latałam już sama, to była chyba moja druga prawdziwa samotna podróż (choć tylko weekendowa) w życiu. Ciekawe doświadczenie wynająć jednoosobowy pokój, samotnie zjeść kolację, iść samej na balet. Nie, żadne tam smutki, gdy trzeba się samemu zorganizować od a do z, nie ma czasu na rozczulanie się. Grunt to idealna organizacja, sprawdzone trasy rzymskich autobusów, adresy galerii, pewny uśmiech i otwartość na przygody i ludzi.

 

Długie, niespieszne spacery po Zatybrzu, wzdłuż rzeki, wśród kolorowych liści jak gdyby to była jesień, bez konkretnej mety, bez pośpiechu, za to w towarzystwie ciepłych promieni słońca.  Wystawa prac Georgii O'Keeffe, która przenosi cię wręcz dosłownie na nowojorskie ulice, zapchana po granice wszelkiego rozsądku zakupowa via dei Condotti oddająca szaleństwo Włochów (i Rosjan) na punkcie mody, zapatrzeni w fontannę di Trevi Japończycy, ekscentryczny Rzymianin z pieskiem, który zaprasza cię na obiad do cudownej trattorii w gettcie serwującej fantastyczne carciofi alla giudia i fettucine cacio pepe e ricotta, balet Dziadek do Orzechów w zupełnie niespodziewanej interpretacji, dzieci zapatrzone w niedzielny teatrzyk z marionetkami... To był na swój sposób przepiękny weekend. Tylko te uporczliwie tłumione myśli, że nie tak miało być...

 

Tagi: Rzym Włochy
21:16, latajaca_pyza , Podróże
Link Komentarze (24) »