Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 23 lutego 2010

Dziesięć lat temu wróciłam ze Stanów Zjednoczonych z głową pełną  wspomnień i muzyki. Do dziś, kiedy słyszę chociażby utwory z Californication Red Hot Chili Peppers, od razu wraca do mnie atmosfera tamtych miesięcy. Szczególnie jednak utkwiła mi w pamięci piosenka, którą wiele razy słyszałam w lokalnym radiu. W kółko nuciłam pod nosem słowa refrenu, ale nie miałam pojęcia, kto jest ich autorem. Wróciłam do Polski i rozpoczęłam poszukiwania. Przeglądałam listy przebojów, płyty zespołów, które  grały w podobnych hard rockowych klimatach. Pamiętam, że napisałam nawet do Marka Niedźwieckiego z zapytaniem, czy kojarzy takie słowa piosenki. Jakoś, kurcze, nie odpisał. Cisza na każdym froncie, tylko w głowie piosenka ciągle grała. Jakieś pół roku później przypadkowo włączyłam MTV, gdzie leciał program Unplugged. Barwa głosu wykonawcy od razu przykuła moją uwagę. To musieli być oni. I faktycznie - zagrali mój kawałek. Nosił tytuł Outside, a grupa nazwę Staind.

Ale po co o tym piszę? Kilka dni temu wzięło mnie na wspomnienia. Przez 10 lat zdążyłam na nowo zapomnieć tytuł piosenki i jej wykonawcę. Ale wygrzebałam z czeluści pamięci dwie linijki refrenu: I can see through you, see your true colors... Wpisałam te słowa w wyszukiwarce YouTube i... gotowe. W ciągu sekundy dostałam setki wykonań tego utworu.

W 2000 roku Google był w powijakach, YouTube nie istniało. Po raz kolejny dotarło do mnie jak bardzo zmienił się świat, jak przepływ informacji i komunikacja stały się prostsze i szybsze. Nie ma informacji, której nie dałoby się wygrzebać. Nie ma produktu, którego nie dałoby się kupić przez internet. Nie ma przyjaźni, której pomimo odległości nie dałoby się podtrzymać. Wystarczy chcieć, resztę załatwi Google i spółka.  Ba, trzeba chcieć, trzeba być w Google - brak twojego nazwiska / firmy w wyszukiwarkach budzi wręcz podejrzenia.  Profesjonalista musi być zarejestrowany na LinkedIn, muzyk na MySpace czy YouTube, firma mieć swoją stronę internetową. Bez tego traci się wiarygodność. Ale i anonimowość. To trochę absurdalne, że w czasach, kiedy tak bardzo chroni się prywatność i  dane osobowe, warunkiem wiarygodności jest obecność w ogólnodostępnych agregatach informacji. Aż strach pomyśleć, gdzie będziemy za kolejne 10 lat.

Tyle moje refleksje. Na koniec jeszcze TEN  kawałek. Wersja koncertowa.

 

23:22, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (20) »
niedziela, 14 lutego 2010

Wszyscy znają Amelie Poulain. Pamiętacie, jak się zaczyna film? Od przedstawienia jej rodziców i samej głównej bohaterki. Mama Amelie nie lubi: mieć pomarszczonych palców po kąpieli, budzić się z odbitą poduszką na policzkach, kiedy jej rąk dotykają obcy ludzie. Mama Amelie lubi: kostiumy łyżwiarzy figurowych, wyrzucać wszystko z torebki i na nowo układać, polerować salon kapciami. Tata Amelie lubi: polerować buty, układać swoje narzędzia w skrzynce, zdrapywać ze ściany duże kawałki tapety. Tata Amelie nie lubi: kiedy ludzie brzydko patrzą na jego sandały i kiedy mokre spodenki kąpielowe obklejają mu nogi.

Lubimy z eF bawić się w wymyślanie własnych list oryginalnych, dziwacznych upodobań. Zabijamy w ten sposób dłużące się trasy w czasie podróży albo niekończące się oczekiwanie na lotnisku. List nigdy nie zapisujemy, ciągle je zapominamy i za każdym razem zaczynamy je od nowa. To całkiem niezła łamigłówka i świetna zabawa.

Przedstawiam Wam więc eF. eF nie lubi: kiedy okazuje się, że wybrał wolniejszą kolejkę do kasy w supermarkecie albo zjeździe z autostrady, jogurtów z kawałkami owoców i filmów kostiumowych z perułkami. eF lubi opróżniać kosz w komputerze,  zapach jaśminu i traktory.

Przedstawiam Wam też Pyzę. Pyza nie lubi: kompulsywnego zmieniania kanałów telewizyjnych,  mycia włosów u fryzjera i czytania wszelkich instrukcji obsługi.  Pyza lubi nastawiać budzik w wolne dni (aby móc go z satysfakcją wyłączyć i spać dalej), czyścić rury odpływowe, układać jedzenie w lodówce i  odhaczać wykonane czynnności w notesie.

A może Wy macie ochotę się przedstawić?

 

13:27, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (25) »
piątek, 05 lutego 2010

Uwielbiam babskie wieczory: rozmowy do białego rana, niekończące się wspomnienia i zwierzenia,  salwy śmiechu, butelki czerwonego wina, opróżnianie gigantycznych pojemników z lodami albo smażenie naleśników o północy. Jakiś czas temu postanowiłyśmy z koleżankami przywrócić tradycję takich spotkań. Wymyśliłyśmy sobie, żeby te długie wieczory połączyć ze wspólnym gotowaniem i oglądaniem filmów. Filmów wybranych nieprzypadkowo - planujemy przeglądy reżyserów, aktorów albo obrazów o podobnej tematyce.

Pierwsza uczta odbyła się u mnie. Najpierw przystawka z voulevant z ciasta francuskiego nadziewanymi  szpinakiem, patè z oliwek czy pomidorów. Później warzywa duszone w piekarniku w naczyniu z terakoty - wyszły nam rewelacyjnie, świeże zioła i mnóstwo włoskiej oliwy zrobiły swoje. Do tego dużo czerwonego wytrawnego wina.

Na pierwszy raz wybrałyśmy filmy, które łączą dwa motywy - tajemnica i dojrzewanie: Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira, Przekleństwa niewinności Sofii Coppoli i Niewinność Lucile Hadzihalilovic.

14 lutego 1900 uczennice z australijskiego spensjonatu wybierają się na Piknik pod Wiszącą Skałą. Podczas spokojnego, leniwego popołudnia trzy z nich giną bez śladu i nigdy nie zostają odnalezione. Film Petera Weira nakręcony w 1975 stał się inspiracją dla Sofii Coppoli, która 25 lat później nakręciła Przekleństwa niewinności. Adaptacja powieści Jeffrey Eugenidesa to z kolei historia nastoletnich sióstr Lisbon, które odcięte przez rodziców od szkoły i swoich pierwszych romansów popełniają zbiorowe samobójstwo. Choć oba filmy toczą się w odmiennych epokach, łączy je podobny sposób narracji, oniryczne obrazy  i nostalgiczna atmosfera  towarzysząca nierozwiązanej zagadce. Tajemnicza śmierć dziewcząt odciętych od świata w obu filmach nurtuje młodych mężczyzn, którzy wchodzili w dorosłość wraz głównymi bohaterkami.  Dążenie do opuszczenia dzieciństwa i utraty niewinności wbrew zakazom łączy w szczególności film Coppoli z Niewinnością w reżyserii Lucile Hadzihalovic. Tutaj tajemnica ma formę poetyckiej metafory, jaką stanowi pensjonat dla dziewcząt. Uczennice mieszkają w tajemniczym lesie otoczonym wysokim żywopłotem. Wszelkie próby ucieczki z tego świata kończą się karą, a nawet śmiercią. Dziewczynki umierają z ciekawości, chcą dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie i dokąd wieczorami chodzą najstarsze uczennice. Nie jest im to dane, dopóki same nie osiągną odpowiedniego wieku i będą mogły wejść do świata kobiet i mężczyzn.

Wszystkie trzy filmy spowija atmosfera grozy i tajemnicy.  Rodzi się ona jednak nie tylko z niezwykłych wydarzeń, ale przede wszystkim z budzącej się w dziewczynkach zmysłowości, skrywanych pragnień i zakazów, które ograniczają dostęp do tego, co je ciekawi i fascynuje. Tak jak Ewa skradła jabłko w Edenie, tak samo młode bohaterki chcą odrzucić niewinność i poznać smak zakazanego owocu.

 

 

Nasz wieczór kobiecej grozy udał się wyśmienicie. Równie wyborne okazały naleśniki z nutellą serwowane tuż po północy. Już planuję kolejne wieczory filmowo-kulinarne. W planach mam noc orientalną z humusem, falafelem i filmami Majida Majidi. I na pewno nie zabraknie włoskiego wieczoru z porządnym piatto di pasta i filmami mistrzów. Będę Was informować na bieżąco.

Uwielbiam babskie wieczory: rozmowy do białego rana, niekończące się wspomnienia i zwierzenia,  salwy śmiechu, butelki czerwonego wina, opróżnianie gigantycznych pojemników z lodami albo smażenie naleśników o północy. Jakiś czas temu postanowiłyśmy z koleżankami przywrócić tradycję takich spotkań. Wymyśliłyśmy sobie, żeby te długie wieczory połączyć ze wspólnym gotowaniem i oglądaniem filmów. Filmów wybranych nieprzypadkowo - planujemy przeglądy reżyserów, aktorów albo obrazów o podobnej tematyce.

Pierwsza uczta odbyła się u mnie. Najpierw przystawka z voulevant z ciasta francuskiego nadziewanymi  szpinakiem, patè z oliwek czy pomidorów. Później warzywa duszone w piekarniku w naczyniu z terakoty - wyszły nam rewelacyjnie, świeże zioła i mnóstwo włoskiej oliwy zrobiły swoje. Do tego dużo czerwonego wytrawnego wina.

Na pierwszy raz wybrałyśmy filmy, które łączą dwa motywy - tajemnica i dojrzewanie: Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira, Przekleństwa niewinności Sophii Coppoli i Niewinność Lucile Hadzihalilovic.

14 lutego 1900 uczennice z australijskiego pensjonatu wybierają się na Piknik pod Wiszącą Skałą. Podczas spokojnego, leniwego popołudnia trzy z nich giną bez śladu i nigdy nie zostają odnalezione. Film Petera Weira nakręcony w 1975 stał się inspiracją dla Sophii Coppoli, która 25 lat później nakręciła Przekleństwa niewinności. Adaptacja powieści Jeffrey Eugenidesa to z kolei historia nastoletnich sióstr Lisbon, które odcięte przez rodziców od szkoły i swoich pierwszych romansów popełniają zbiorowe samobójstwo. Choć oba filmy toczą się w odmiennych epokach, łączy je podobny sposób narracji, oniryczne obrazy  i nostalgiczna atmosfera  towarzysząca nierozwiązanej zagadce. Tajemnicza śmierć dziewcząt w obu filmach nurtuje młodych mężczyzn, którzy wchodzili w dorosłość wraz głównymi bohaterkami.  Dążenie do opuszczenia dzieciństwa i utraty niewinności łączy w szczególności film Coppoli z Niewinnością w reżyserii Lucile Hadzihalovic. Tutaj tajemnica ma formę poetyckiej metafory, jaką stanowi pensjonat dla dziewcząt. Uczennice mieszkają w tajemniczym lesie otoczonym wysokim żywopłotem. Wszelkie próby ucieczki z tego świata kończą się karą, a nawet śmiercią. Dziewczynki umierają z ciekawości, chcą dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie i dokąd wieczorami chodzą najstarsze uczennice. Nie jest im to dane, dopóki nie same osiągną odpowiedniego wieku i będą mogły wejść do świata kobiet i mężczyzn.

Wszystkie trzy filmy spowija atmosfera grozy i tajemnicy.  Rodzi się ona jednak nie tylko z niezwykłych wydarzeń, ale przede wszystkim z budzącej się w dziewczynkach zmysłowości, skrywanych pragnień i zakazów, które ograniczają