Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
piątek, 28 marca 2008
Mam nowe okulary. Specjalnie do komputera. Zerówki z antyrefleksem w czarnych oprawkach. Podobno very sexy. :D Dopiero dziś uświadomiłam sobie, że byłam jedyną kobietą w biurze, która nie siedziała przed laptopem w okularach. Ciekawostką jest, że żaden mężczyzna nie nosi tu okularów. Jak to wytłumaczyć? Zgrywają bohaterów czy mają sokoli wzrok? A może to wszystkie kobiety dużo przede mną odkryły erotyczne działanie bryli? ;)
Okulary okazały się koniecznością bo oczy bolały mnie już po godzinie spędzonej przed kompem. Przyznam, że po dwóch dniach nie odczuwam specjalnej poprawy. Najgorsze jednak jest to, że ciągle łapię się na spanikowanej myśli, że zapomniałam zdjąć okularów przeciwsłonecznych i siedzę w czarnych wayfarerach jak kiepska podróba Blues Brothers. Doświadczone koleżanki mówią, że się przyzwyczaję. Zobaczymy. Najwyżej kupię sobie kapelusz. ;)
Zdecydowanie za dużo siedzę przed komputerem. Staram się to zmienić, czego efektem jest moja nieregularna obecność na własnym blogu w ostatnich tygodniach. Święta okazały się doskonałą wymówką aby przez prawie tydzień nie zaglądać do blogosfery. Nie do końca się z tego postanowienia wywiązałam ale i tak odkryłam na nowo inne rozrywki: gazety i telewizję. Efektem tego będą najbliższe wpisy, które postaram się stworzyć jak najszybciej. Planuję znowu napisać o kobietach a także o terrorystach i bohaterach oraz o moich problemach ze zrozumieniem tego świata. :) I obiecuję w końcu poprawić tę czcionkę. :)

14:22, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (24) »
niedziela, 16 marca 2008

Jako, że w blogosferze trwa polowanie, w końcu zabłąkana kula Italizy trafiła i mnie. I nawet się z tego ucieszyłam bo to najfajniejsza zabawa łańcuszkowa, jaką dotychczas widziałam. I pierwsza, w której postanowiłam wziąć udział. Uśmiałam się nieziemsko czytając wpisy na innych postrzelonych blogach. Jako, że ja broni się brzydzę i łagodna jestem jak baranek (choć ostatnio ktoś mi powiedział, że jestem żyleta :D) strzelać nie będę. Niech się czują nominowani ci, których jeszcze strzała amora czy innego myśliwego nie dotknęła. ;)

Muszę podać zasady polowania:

1. Podać link do osoby, która nas wywołała : http://cinemaparadiso.blox.pl/html

2. Zacytować na swoim blogu reguły zabawy

3. Ustrzelić 6 następnych osób

4. Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat

5. Uprzedzić ww. osoby, pisząc komentarz na ich blogu.

I się uzewnętrznić:
 
1. Pewnego popołudnia w przedszkolu zjadłam po kryjomu na podwieczorek dziesięć bułek z masłem i pomidorem. A ja pomidorów nawet nie lubię.

2. W ósmej klasie podstawówki nosiłam fluoroscencyjne zielone dzwony i kapelusz rodem z tej piosenki:

 

 

3. W liceum miałam fobię włosową. Mdliło mnie, kiedy widziałam długie do pasa włosy koleżanki siedzącej przede mną. Efektem mojego obrzydzenia w trzeciej klasie byłam obcięta prawie na zapałkę.

4. Na studiach wraz ze współlokatorką obsesyjnie odgrywałyśmy naszą ulubioną scenę filmową:

 

 

Chodzi o ten fragment od minuty 01:00. Jeżeli dobrze pamiętam spreparowałyśmy nawet sobie maskę.

5. Bardzo lubię wykonywać prace hydrauliczne.
 
6. I mój największy sekret: byłam w kinie trzy razy na Titanicu.
 
 
Miłej niedzieli. :) 
10:35, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (28) »
niedziela, 09 marca 2008
Witam po krótkiej przerwie, w czasie której mój blog przeszedł radykalną zmianę. Został wysprzątany i na nowo udekorowany. Według mnie zyskał na lekkości, choć starego obrazka Fernandy Cohen ciągle mi żal. Tym razem w tytule pojawia się rysunek francuskiej rysowniczki Anne Julie Aubry. eF mówi, że obrazek trochę jest smutny, mnie jednak zaczarował w chwili, kiedy to jakiś czas temu natknęłam się na niego na Illustration Mundo. Jak na pewno zauważyliście, rysunek zadecydował o kolorystyce całego bloga. Trochę się z tym umęczyłam ale w momencie krytycznym poratował mnie eF. Uspokajam również Ogię, że wbrew moim obawom wszystkie szablony bloxa są dostosowane do nowych wymogów, w związku z czym, nie musi robić nic.
Jak to więc mówił Aleksandr we Wszystko jest iluminacją Foer'a w ocenie nowego wnętrza: Proszę, bądź prawdomowny, ale też, proszę, bądź dobroczynny, proszę. ;)

Co poza tym? Po cudownym weekendzie w zeszłym tygodniu, mamy nawrót zimna i szarości. Krokusów jak nie było, tak nie ma. Jedyny stały objaw nadchodzącej wiosny to śpiewające nawet w nocy ptaki. Życie toczy się dość monotonnie. Radosną odmianą w piątek była pocztówka z Warszawy od Chiaruni, której serdecznie dziękuję. :)
W tym tygodniu przechlipałam w metrze Moje drzewko pomarańczowe (na okładce powinno być ostrzeżenie "nie czytać w miejscach publicznych") i natychmiast wzięłam się za Kwietniową Czarownicę (jestem w połowie i się mi nie podoba). Zasoby książkowe przywiezione z Polski zaczynają się kończyć, tym bardziej więc cieszę się na zbliżającą się wizytę w domu.
Byliśmy w kinie na Poleje się krew, a w domu obejrzałam kilka starszych filmów, z których zachwycił mnie jedynie The Winter Guest Alan'a Rickman'a. Obraz ujął mnie głównie intymnością i kameralnością, którą odznacza się wiele filmów stworzonych na podstawie sztuk teatralnych. Swoją drogą coraz bardziej marzy mi się odwiedzenie morza w jeden z takich zimnych, szarych dni jak dzisiejszy. Puste plaże, niebo zlewające się z wodą, szum fal, czyste, rześkie powietrze, pustka a przede wszystkim to niezwykłe światło...
Sobotni wieczór spędziliśmy ze znajomymi w naszej nowej ulubionej osterii nad winem i wielką deską włoskich serów. A kiedy wczoraj grzebałam w css'ie, eF upiekł szarlotkę. Teraz więc, kochani, oddalam się aby się nią rozkoszować. Jutro bowiem poniedziałek, czyli znowu początek diety. ;)
12:07, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (35) »
sobota, 01 marca 2008
Jakiś czas temu pisałam o wystawie zdjęć Lachapelle'a, cukierkowego fotografa mody i celebrities. Zastanawialiśmy się wtedy wspólnie, gdzie przebiega granica między sztuką a kiczem, czy forma, jaką wybrał Lachapelle to komerycyjna manufaktura czy nowoczesna ekspresja artystyczna. Te pytania przypomniały mi się podczas kolejnej wystawy fotografii, którą widziałam dwa tygodnie temu. (no nie miałam czasu wcześniej o niej napisać) W mediolańskiej galerii Forum rozpoczęła się wielka retrospektywa twórczości Richard'a Avedon'a. Obu fotografów łączy świat mody i celebrities a równocześnie różni ich wszystko. Oglądając zdjęcia Lachapelle'a chodziłam zniesmaczona i wątpiąca a na wystawie poświęconej Avedon'owi miałam pewność, że tym razem obcuję z wielką sztuką. Zestawienie tych dwóch artystów jest najlepszym dowodem na to, że prostota i klasyka będą zawsze aktualne.

Avedon zasłynął w latach piećdziesiątych nowatorskim podejściem do fotografii mody. To on wyprowadził modelki w plener, zaczął im robić zdjęcia w ruchu, w nietypowych sceneriach, ze słoniami lub żyrafami . :) Jego czarno-białe zdjęcia z Susy Parker dziś są klasyką mody, według mnie niedoścignionym mistrzostwem.

 

Avedon jednak nie poprzestał na fotografii mody. Całe życie rozwijał się, poszukując nowych form ekspresji i sensu fotografii artystycznej. Na swoim koncie ma setki zdjęć sławnych ludzi. Ale jak różne są te fotografie od landrynkowych zdjęć Lachapelle'a. Proste, czarno-białe portety. Nieupozowane, czyste, naturalne, przewiercające duszę modela na wskroś. Mimo minimalistycznej formy to obrazy niezwykle bogate, pokazują jakiś ukryty fragment osobowości, zaskakują kruchością bądź, odwrotnie, niezwykłą siłą wewnętrzną bohatera. Mam wrażenie, że Avedon bardzo dokładnie wybierał postaci, które fotografował. Nie ma wśród nich pop gwiazdek jednego wieczoru, są za to wielkie osobowości, artyści, pisarze, poeci: Bob Dylan, Patti Smith, Björk, Janis Joplin, W.H. Auden, Carson McCullers, Truman Capote.
Jednak to nie sława ale nasze wnętrze, osobiste przeżycia decydują o naszej wyjątkowości. Dlatego Avedon nie ograniczał się do celebrities. Na wystawie w Formie obejrzeć też można słynny cykl In the American West, który przedstawia zwyczajnych ludzi, górników, robotników, bezdomnych, prostych, zapracowanych ludzi, młodych i starych, na których twarzach odbija się całe ich życie. Niezależnie od tego, co w życiu osiągnęli, Avedon potrafił uchwycić ich prawdziwe oblicze, niepowtarzalne życie i siłę charakteru.
Fotografie Avedon'a tropią emocje, zatrzymują ważne chwile, odkrywają to, co ukryte. Dla mnie to mistrzostwo fotogafii. Polecam obejrzeć minialbum z wystawy a także kilka zdjęć udostępnionych na stronie Corriere della Sera.
ps A krokusów jak nie było, tak nie ma. Chyba się będę musiała rozejrzeć za tym nawozem dżdżownicowym. Albo zacząć głośniej śpiewać.
update!
Jako, że kończy się zima, muszę zrobić porządki wiosenne na blogu. Jeżeli  więc szanowni Państwo zastaną któregoś dnia blog zamknięty na kluczyk, oznaczać to będzie, że sprzątam w css'ie. OK?  Nie obrażać się, nie denerwować, tylko trzymać kciuki żebym bloga na amen nie załatwiła. Z góry dziękuję. :)