Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 31 marca 2009
33 sceny z naszego życia - mojego, mojego sąsiada, moich znajomych. Sceny, które prędzej czy później zawsze pojawiają się w naszych osobistych scenariuszach. Nikt nas do nich nie przygotowuje, nie ma reżysera, który uczy nas, jak je zagrać. Nie ma podręczników ani informatorów. A przecież te scenariusze ciągle się powtarzają a my ciągle, niezależnie od wieku i bagażu doświadczeń, nie umiemy sobie z nimi radzić. Nikt nas nie uczy, jak oswajać śmierć najbliższych. Podobno pociechę daje religia, ale nawet ona nie zapełnia pustki, która pozostaje po stracie bliskiej osoby. Każdy radzi sobie, jak może. Jedni trzymają się tradycji - myją okna przed stypą i odwracają stołki do góry nogami, aby duch zmarłego nie miał gdzie usiąść, inni topią smutki w wódce, a jeszcze inni po prostu zaciskają zęby i oddają ciuchy zmarłego na PCK...

Film Małgorzaty Szumowskiej to historia inteligenckiej, pełnej sukcesów rodziny z Krakowa, którą dopada proza życia: rak, atak serca, szpitale, rodzinne kłótnie, błędy małżeńskie, pogrzeby. Piętrzące się dramaty pokazane są tu bez metafizyki i  scen gryzących w gardle: dosłownie i minimalistycznie. Anty-bohaterowie nie radzą sobie z sytuacją, popełniają błędy. Każdy  z nich walczy na swój sposób. Matka pali fajki w szpitalnym łóżku, córka ucieka na całonocne imprezy, ojciec wpada w ciąg alkoholowy. W najbardziej tragicznych momentach padają arcykomiczne i "arcynieodpowiednie" komentarze, które rozładowują napięcie. Takie reakcje to rozpaczliwe próby zachowania pozorów,  zapomnienia o rzeczywistości i przebrnięcia przez nią równocześnie.

33 sceny z życia to dla wielu z nas na pewno historia bardzo osobista. Oglądając film łapałam się na tym, jak wiele scen wydawało się mi znajomych. Wypowiedziane zdania, tragikomiczne sytuacje, całe sceny - sceny z mojego życia.  Ten film to ciężkie przeżycie,  ale też doskonałe kino, niezwykle wyważone i nie popadające w skrajności (choć pewnie każdy widz wyznacza własne granice). To film o bolesnym, samotnym wchodzeniu w dorosłość, który potwierdza, że nie ma sprawdzonych sposobów na radzenie sobie ze strachem, żałobą i rozpaczą.  Podobnie jak nie ma sprawdzonych scenariuszy na szczęśliwe życie.
niedziela, 29 marca 2009
Donoszę, że żyję i mam się dobrze, a ochota na blogowanie wcale mi nie zmalała. Skurczyły się tylko możliwości czasowe na prowadzenie bloga. Chciałam Wam koniecznie opowiedzieć o kilku rzeczach, ale kiedy w końcu znalazłam na to czas, moje odczucia i spostrzeżenia wydały się mi wtórne i mało ciekawe. Stąd też nie opisałam wystawy prac van Gogha w Bresci, ani przepięknej wystawy malarstwa neoimpresjonistów w Mediolanie. Nie podzieliłam się zachwytem nad Joëlem Egloffem, którego książka Zamroczenie to idealny scenariusz na nowy film Kaurismakiego. O Kaurismakim też zresztą chciałam napisać bo od świąt mam  w domu kolekcję jego filmów. Chciałam się też z Wami podzielić moimi wątpliwościami co do Ismaila Kadare, którego powieść Pałac Snów czytałam z rosnącą ciekawością i rozczarowaniem równocześnie. Filmów jakoś ostatnio mniej. Niezwykle ciekawa produkcja, o której chciałam wspomnieć (i może jeszcze to zrobię) to  8 - osiem filmów w reżyserii między innymi Miry Nair, Wima Wendersa, Jane Campion czy Gusa Van Santa opowiadających o postanowieniach projektu millenijnego ONZ, które w 2000 roku wyznaczyły 8 celów rozwoju dla świata.

Dlaczego skurczył się czas na blogowanie? Od lutego mam telewizję satelitarną i na okrągło oglądam te wszystkie sławne seriale, o których kiedyś nie miałam pojęcia. ;) A poważnie mówiąc, oprócz tego, że sporo pracuję i bywam lekko zmęczona (podobno wieczorami wyglądam jak seryjny morderca - faktycznie mordercze myśli miewam, ale do czynów jeszcze nie doszło), sporo czasu poświęcam na organizację naszej wymarzonej wyprawy na Islandię. Zostały jeszcze dwa miesiące, ale rzeczy do przygotowania  nie jest mało. Czekam właśnie na zamówione dwie pozycje z literatury islandzkiej: Niezależnych ludzi Halldora Laxnessa i Jar City Arnaldura Indriðasona. Jeżeli przez nie przebrnę, na pewno się podzielę wrażeniami. A czy ktoś z Was widział lub ma może dostęp do Children of Nature Friðrikssona?  Na Amazonie ceny zaczynają się od 40 dolarów! Jeżeli byliście lub macie jakieś informacje o Islandii, będę wdzięczna za kontakt!
 
A do następnego razu zostawiam Was z tym niezwykłym zdjęciem islandzkiego zachodu słońca.  Na wyspę dotrę w okresie, kiedy noc właściwie nie zapada, pewnie więc wielu takich obrazków nie będzie mi dane oglądać.
 
 
15:25, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (28) »