Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
niedziela, 21 marca 2010

Nadal podróżuję po świecie islamu, czytam książki i artykuły, oglądam filmy i programy dokumentalne, marzę o podróżach. Ubolewam nad faktem, że pewnie nigdy nie będzie mi dane odwiedzić Mekki. Po Teheranie, Szirazie, Kabulu, chciałabym bardzo odwiedzić Medynę.

Jedną z rzeczy, które frapują mnie w kulturze muzułmańskiej są powody, dla których wolność kobiet została tak bardzo ograniczona. Ciągle nie przekonują mnie argumenty, że hidżab daje swoistą wolność kobietom, że zamknięte w czadorze czują się bezpieczniejsze i bardziej szanowane.  Jaki sens ma zakaz prowadzenia samochodu czy samodzielnego się poruszania po kraju? Przecież pierwsza żona Muhammada (Mahometa) zajmowała się handlem, była bogata i niezależna, według legendy to ona zaproponowała małżeństwo przyszłemu Prorokowi i finansowała początki nowej religii. Na polach bitewnych kobiety opatrywały rannych, niektóre z nich brały udział w walkach. Aisza, druga żona Proroka, dała się poznać po jego śmierci jako twarda wojowniczka i strateg wojenny. Jest zresztą jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w islamie, zupełnie odmienne zdanie na jej temat mają szyici i sunnici. Świadczy to o tym, że kobiety bynajmniej nie były postaciami marginesowymi w muzułmańskim świecie. Ba, mam wrażenie, że miały więcej do powiedzenia niż kobiety w kulturze chrześcijańskiej.

Dociera do mnie, że kolejne reguły objawiane Muhammadowi, które naznaczyły tak negatywnie życie dzisiejszych muzułmanek, swego czasu miały na celu po prostu rozwiązywać naglące problemy ummy (wspólnoty) i prywatne kłopoty samego Muhammada. Do tego przetrwało wiele preislamskich zwyczajów plemiennych i wierzeń, które  usankcjonowane hadisami i interpretacjami Koranu, stały się częścią nowej religii. Wierzę, że islam to religia dobra, ale fundamenty na jakich wyrósł  wykrzywiajają jej główne przesłanie, również w kontekście sytuacji kobiet. Sporo na ten temat piszą Geraldine Brooks w Dziewięciu częściach pożądania oraz Sherry Jones w Klejnocie Medyny. Pierwsza książka to przede wszystkim analiza aktualnej sytuacji kobiet w różnych krajach islamu. Druga to powieść historyczna o Aiszy, drugiej żonie Muhammada, która pomimo oczywistych fikcyjnych uzupełnień ukazuje ciekawy obraz początków muzułmańskiej ummy i wielkiej religii.

Weźmy na przykład prawo do poligamii: zrodziło się, kiedy coraz więcej kobiet stawało się wdowami po zabitych wojownikach. Wielożeństwo umożliwiało mężczyznom pomoc kobietom i rodzinom, które zostawały bez środków do życia. Sam Muhammad miał 12 żon będących gwarantami sojuszów z różnymi plemionami, z których pochodziły (inna sprawa, że Prorok kochał po prostu piękne kobiety, czego przykładem jest ślub z Zajnab - żoną swojego adoptowanego syna). Żony Proroka zostały zmuszone do zakrywania twarzy, kiedy ich mąż zauważył, jakie emocje wywołują wśród odwiedzających meczet, przy którym mieszkały. W szczególności chodziło właśnie o wspomnianą Zajnab, ślub z którą wywołał niemały skandal. Początkowo welony były oznaką prestiżu, wyższej pozycji, podobnie jak burki w Afganistanie, które najpierw nosiły jedynie kobiety z królewskiego haremu. Konsekwencją niechęci Muhammada do pojawiania się jego żon wśród obcych i równoczesnej troski o ich bezpieczeństwo, kobiety przestawały wychodzić poza bramy meczetu i nie mogły jeździć już konno. Na podobieństwo hinduskich księżniczek zaczęły jeździć w haudach, fotelikach z zasłonami przymocowanych na garbie wielbłąda.

Haudy to tylko jeden z przykładów wzajemnego przenikania się kultur w islamie. Honorowe morderstwa czy rytualne obrzezanie kobiet nie mają swojego uzasadnienia w Koranie, ale są częścią lokalnej tradycji, która stała się nieoderwalnym elementem wyznawanej religii. W każdym muzułmańskim kraju religia ma trochę inne oblicze ponieważ czerpie ze swojego dziedzictwa i kultury napływowej. Właśnie ścisłe związanie tradycji z religią sprawia, że islam dziś jest ciągle tak silnym, ale i tak konserwatywnym wyznaniem.

Współczesne problemy islamskich kobiet są wielokrotnie poruszane  w obrazach kinowych.  Przedstawiam Wam trzy z nich  - wszystkie są dziełami irańskich twórców, stąd też  umiejscowione są w Teheranie. Każdy film zawiera historie kilku kobiet, które przeżywają problemy i dylematy często zupełnie nieobecne w naszej kulturze. Obrazy przepełnione są symboliką i zachwycają oryginalną formą.

Okrąg w reżyserii Jafara Panahiego tworzą kobiety, które poznajemy w ich codziennych zmaganiach z rzeczywistością: zakazem samodzielnego podróżowania, obowiązkiem noszenia czadoru, groźbą rozwodu po urodzeniu dziewczynki, codziennym strachem przed aresztowaniem, desperacją doprowadzającą je do porzucania własnych dzieci. Historie układają się w okrąg, kończąc i zaczynając w tym samym miejscu - więzieniu, którego symbolika jest aż nad wyraz oczywista.

Dziesięć Abbasa Kiarostamiego to z kolei 10 scen w samochodzie, którym kieruje ta sama kobieta. W każdej ze scen ma innego pasażera, z którym rozmawia na różne tematy: ze swoim małym synkiem o rozwodzie z jego ojcem, ze staruszką, która udaje się trzy raz dziennie na modlitwę do sanktuarium, z prostytutką, której wybór próbuje zrozumieć... Główna bohaterka jest feministycznym symbolem wyzwolenia, który ściera się odmiennymi poglądami swoich rozmówców.

Women Without Men w reżyserii Shirin Neshat to z kolei niezwykle poetycka opowieść o czterech kobietach, które na różne sposoby przeciwstawiają się przyjętym w społeczeństwie regułom. Żona wysoko postawionego wojskowego decyduje się na rozwód. Prostytutka zrywa z brudnym życiem i ucieka do hammamu, gdzie drapie do krwi swoje ciało. Przyszła panna młoda pełna rewolucjonistycznych idei popełnia samobójstwo. Jej zgwałcona przyjaciółka traci nadzieję na wymarzone małżeństwo. Bohaterki, każda na swój sposób, uciekają od świata mężczyzn. Razem tworzą własną oniryczną przystań gdzieś na granicy snu i jawy, magiczny  feministyczny ogród, w którym próbują żyć po swojemu.

 

Mam nadzieję, że tym wpisem nikogo nie uraziłam. Jestem otwarta na dialog i to nie po to, by udowadniać mój punkt widzenia, ale żeby lepiej poznać odmienne zdania. Staram się nie myśleć stereotypami, mam swiadomość, że nie cały islamski świat jest tak radykalny i zamknięty. Mam ogromny szacunek dla arabskiej i perskiej kultury, bez której dzisiejszy świat byłby znacznie uboższy. Wierzę jednak, że każdy powinien mieć prawo decydowania o swoim życiu i choć wolność we współczesnym świecie jest pojęciem bardzo względnym, a zachodni świat też pełen jest pułapek i absurdów, każdy ma prawo o nią walczyć.

 

piątek, 12 marca 2010

Joël Egloff miał pojawić się na tym blogu już dawno, ale losem swoich bohaterów musiał uzbroić się w anielską cierpliwość stawiając czoła różnym absurdalnym zbiegom okoliczności i prozaicznemu brakowi czasu mojej skromnej osoby. Ale oto w końcu jest, przy czym problemy jego bohaterów to dopiero nie lada wyzwanie.

Weźmy na to Człowieka, którego brano za kogoś innego. Facet wszystkim kogoś przypomina i nie zawsze są to przyjemne wspomnienia. Stąd nie raz dostaje po zębach, wplątuje się w absurdalne rozmowy i układy, z których wrodzona grzeczność nie pozwala się mu wyplątać. Zostaje zmuszony zamieszkać z nieznajomą rodziną, gdzie nawet pies rozpoznaje w nim utraconego pana, listonosz przynosi mu zaadresowane do kogoś innego listy miłosne, z których musi się tłumaczyć przed nie swoją żoną, a rodzona ciotka (czy raczej kuzynka ciotecznej babki) przestaje go nagle poznawać podejrzewając, że jest niemieckim szpiegiem. Oczy, nos, usta - siłą rzeczy zawsze to kogoś przypomina (s.13)

Albo Edmond Ganglion & Syn. Ci dopiero mają problemy - prowadzą zakład pogrzebowy w miasteczku, w którym nikt nie umiera. Ba, starsi ludzie przychodzą upewnić się do zakładu, że jeszcze żyją, przydając tylko cierpienia bezrobotnym grabarzom. Ale w końcu zdarza się cud i pojawia się wyśniony nieboszczyk. To jednak dopiero początek kłopotów Molo i Georgesa, dwóch grabarzy, którzy muszą pochować zmarłego w sąsiedniej miejscowości. Finał całej opowieści naprawdę mrozi krew w żyłach. Zdradzę tylko, że prawie padniecie trupem!

I na koniec jeszcze Zamroczenie. Główny bohater mieszka między smrodzącą fabryką, a wysypiskiem śmieci. Sypia tuż pod kablami wysokiego napięcia, do tego w kasku ochronnym, bo z latających nad dachem samolotów często wypadają większe lub mniejsze przedmioty. Chłopak na wakacje jeździ do oczyszczalni ścieków, a pracuje w rzeźni. Dojeżdża tam rowerem z zamkniętymi oczami, bo w czasie jazdy ucina sobie krótką drzemkę. Nie ma zresztą co oglądać po drodze, w miasteczku zazwyczaj panuje mgła, a ładny dzień przypomina paskudnę pogodę w polarną noc.

Joël Egloff uwielbia kreować w swoich miniaturowych powieściach absurdalne, karykaturalne światy. Jest absolutnym mistrzem czarnego, przerysowanego humoru. Jego książki to gotowe scenariusze dla fińskiego reżysera Aki Kaurismakiego, który również lubuje się w minimalistycznym sposobie bycia bohaterów, przesuwaniu akcentów  i przerysowywaniu rzeczywistości. Co więcej, książki Egloffa mają zazwyczaj drugie dno. Człowiek, którego brano za kogoś innego (właśnie pojawił się w polskich księgarniach, znajdziecie go przeglądającego francuską literaturę),  wyraźnie nawiązuje do książek z kafkowskiego nurtu pytań o własną tożsamość. Jak bardzo to inni kształtują nasze ja? Jesteśmy naszym odbiciem w lustrze czy może w oczach innych?

Znowu zacząłem biec. Zniknąłem za rogiem ulicy. A może to biegł ktoś inny, sam już nie wiem.(s.187)

Ponad wszystko jednak Egloff to mistrz pióra i satyry. Zaproście go do siebie, wpadnie nie bez przyjemności.