Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
poniedziałek, 25 marca 2013

Samolot podchodzi do lądowania na tokijskim lotnisku Narita. Z okienka widzę, a raczej domyślam się, że to musi byc ona,  ośnieżona góra Fudżi, jeden z symbolów Japonii. Siedzący obok mnie japoński student, który ku mojemy zdziwieniu towarzyszył mi rozmową w czasie całego lotu rzuca do mnie uśmiechnięte Welcome to Japan!

 

 

 

Pierwsze wrażenie, które utrzymuje się już do końca podróży, to poczucie bycia niewidzialną. Ogromny kontrast kulturowy, szczególnie dla mnie, która przyjeżdża z Włoch, gdzie kontakt wzrokowy jest czymś naturalnym i znaczącym. W Japonii nikt na mnie nie zwraca uwagi, nikt się nie uśmiecha, nie zerka dyskretnie. A przecież jestem samotnie podróżującą Europejką, trochę wyższą od przeciętnego Japończyka, no i mam ten gigantyczny plecak!

Ale nie! Jest jednak jedna osoba, która mnie zauważa, wręcz na mnie czeka. I to w nieprzypadkowym miejscu, ale w najpopularniejszym miejscu spotkań tokijskich nastolatków - na słynnym skrzyżowaniu Shibuya, przy malutkim pomniku psa o wielkim sercu Haichikō. To Chihiro, która od niedawna mieszka w Tokio i która będzie moim cudownym przewodnikiem po stolicy Japonii. 

 

 

 

Razem pijemy zieloną herbatę z prażonym ryżem z ceramicznych kubeczków, jeździmy rowerami po dzielnicy Harajuku i parku Yoyogi, podglądamy tradycyjne śluby w świątyniach shinto, robimy zdjęcia fascynującym nas mieszkańcom miasta, a wieczorem zdzieramy gardła w klubie karaoke, rozbijamy bank w salonach gier i robimy słodziutkie zdjęcia w budkach purikury. Nie mówiąc nawet o tokijskich restauracjach i barach, w których wizyty przynoszą niezapomniane smaki, zapachy i... znajomości.

 

 

 

 

Tokio to też wizyta w krainie bajek Hayao Miyazaki'ego, w czasie której uśmiech nie schodzi mi z twarzy nawet przez moment. Muzeum Ghibli to obowiązkowy przystanek dla wszystkich, którzy kochają Totoro i Ponyo. Ale to miasto to również spotkania służbowe, które pozwalają mi przyjrzeć się z bliska osławionemu światu japońskiego biznesu. To zaskakujące sytuacje, jak ta ze starszą panią, która zagadaje nas w metrze i płynnym angielskim (o co nie łatwo wśród Japończyków!) opowiada nam o swoich podróżach i rodzinie.

 

 

Tokio to tygiel subkultur, mieszanka finezji i kiczu, nowoczesności i tradycji. To kolory, smaki, zapachy, dźwięki. Robię setki zdjęć, stoję przez godzinę na skrzyżowaniu Shibuya zafascynowana dynamiką tego miejsca, ciągle coś mnie zaskakuje i ciągle coś odkrywam. A to, że zielona herbata w plastikowych butelkach sprzedawana w przydrożnych automatach jest ciepła, a to, że tokijscy taksówkarze noszą białe rękawiczki, a na stacji kolejowej z głośników leci muzyka Sakamoto. Nie udaje się mi nasycić wystarczająco tą fascynującą mieszanką, a już siedzę w pociągu shinkansen i ruszam dalej. Kolejne etapy mojej podróży to Takayama, Kanazawa, Kioto i Nara...

 

 Listopad 2012

Tagi: Japonia tokio
23:08, latajaca_pyza , Podróże
Link Komentarze (41) »