Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 11 maja 2010

Stały uczestnik ateńskich zamieszek ulicznych, zawsze na pierwszej linii ognia. W ciągu ostatnich dwóch lat regularnie pojawia się na zdjęciach ilustrujących walki demonstrantów z grecką policją. Sprzeciwia się własności prywatnej, cięciom w budżecie, ma alergię na ludzi w mundurach czy po prostu lubi poczuć od czasu do czasu adrenalinę? Na pewno nie straszne mu koktajle Mołotowa ani gazy łzawiące. Zazwyczaj wpada na demonstracje z paczką znajomych. Nikt nie wie jednak, jak naprawdę się nazywa, ile ma lat ani gdzie mieszka.   Znaki charakterystyczne - jakieś 50 cm wzrostu, jasna sierść i niebieska obroża sugerująca, że jest bezdomny, ale zaszczepiony. Podobno uwielbia parówki, stąd niektórzy nazywają go Louk. Inni twierdzą, że to Theodorus. Na pewno nie jest to Kanellos, inny słynny pies wojownik, który zmarł w 2008 i podobno pochowany jest na terenie Politechniki Ateńskiej. Pies z charakterem.

Psy jeździły już koleją, ratowały właścicieli z pożarów, odnajdywały drogę do domu z drugiego końca świata. Psy potrafią być mądrzejsze od ludzi, bywają bardziej ludzkie i uczciwsze od nas. Nie kalkulują, czasami się tylko obrażają albo udają niewiniątka. Ale takiego rozrabiaki jeszcze świat nie widział. Rozrabiaki, który stał się gwiazdą. Gwiazdy, której woda sodowa na pewno nigdy nie uderzy do głowy.

 

 

 

 

 

 

00:13, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (7) »
niedziela, 02 maja 2010

Gdzieś przeczytałam, że dziennikarz, który towarzyszył Ryszardowi Kapuścińskiemu w podróży po Iranie, znalazł w Szachinszachu sześć zmyślonych historii. Odpowiadając na ten zarzut, pisarz zasugerował koledze, że powinien szukać dalej, bo nie zauważył jeszcze trzech.

Wiele opowieści przytaczanych w reportażu o rewolucji religijnej w Iranie jest wykreowanych na potrzeby książki. Ewidentnie ułatwiają one autorowi wyjaśnienie fundamentów przemian, jakie zaszły w Persji w 1979. Szachinszach nie jest bowiem jedynie relacją dziennikarza z centrum zamieszek (prawie cała książka została napisana w Teheranie), ale głęboką analizą systemu totalitarnego i mechanizmów władzy absolutnej. Kapuściński ucieka się  też do bardzo uważnej analizy specyfiki społeczeństwa irańskiego. Dzięki opisywanym historiom i zdjęciom, ta analiza staje się pasjonująca i zaskakująca. I nawet czytając książkę prawie trzydzieści lat po jej wydaniu, nasuwają się jednoznaczne skojarzenia z naszym rodzimym systemem totalitarnym.

Iran miał wielką szansę na demokrację na początku lat 50, kiedy premierem został Mohammad Mosadegh. Tę szansę odebrała mu amerykańska CIA, która zorganizowała przewrót i przywróciła na tron swoją marionetkę - szacha Pahlaviego (swoją drogą fragment o udziale CIA w puczu został wyrzucony z amerykańskiego wydania Szachinszacha).  Pahlavi był władcą tak krótkowzrocznym, że nie znał nawet własnego podwórka. Wielka rewolucja techniczna, którą usiłował wprowadzić, okazała się totalnym fiaskiem. Setki ciężarówek, samolotów czy okrętów, które kupił, szybko stały się zardzewiałym złomem. W Iranie brakowało kierowców, pilotów, inżynierów, nie było portów i dróg, o czym, jak ironizuje Kapuściński, szach nie wiedział. Były za to tysiące analfabetów i przymierających głodem wieśniaków, którzy w kraju ropą płynącym, palili plackami z krowiego łajna. Szach chciał stworzyć z Iranu trzecie na świecie mocarstwo, a w ciągu swojego panowania nie zaopatrzył wiosek nawet w studnie.

Wielka Cywilizacja, którą usiłował wprowadzić Pahlavi jest nazywana sarkastycznie przez Kapuścińskiego Wielką Grabieżą i Wielkim Upokorzeniem. Grabieżą ponieważ to okres, w którym szalała korupcja, bogacili się najbogatsi, a pieniądze przekazywane przez Amerykanów na rozwój kraju, wracały do Stanów jako prywatne lokaty bankowe irańskich generałów i dostojników państwowych. Upokorzeniem, ponieważ zamiast budować politechniki i szkoły aby kształcić swój lud, szach wysyłał inteligencję na studia za granicę mając nadzieję, że nigdy do kraju nie wróci i przyjmował na wysokie stanowiska cudzoziemców. W Iranie za niewiarygodnie wysokie stawki pracowali niemieccy inżynierzy, włoscy mechanicy, amerykańscy wojskowi. Irańczyk szybko zrozumiał myśl, która przyświecała szachowi - wy tam sobie siedźcie w cieniu meczetów i pasajcie owce, bo nim z was coś wyrośnie, minie stulecie, a ja przecież muszę z Amerykanami i Niemcami zbudować w dziesięc lat światowe imperium.

Trzymając się za wszelką cenę tronu, Mohammad Pahlavi pozbywał się opozycji. Służył mu do tego Savak, aparat tajnej policji, która szpiegowała, torturowała i usuwała każdego, który został uznany za wywrotowca. A o to nie było trudno. Kapuściński przytacza (zmyśloną?) historię o starszym mężczyźnie, który w upalny dzień usiadł na przystanku i narzekał na panującą duchotę: jest tak duszno, że nie ma czym oddychać. Został natychmiast aresztowany przez agenta, który w jego słowach dopatrzył się krytyki systemu. Panowała ostra cenzura słowa, filmów i książek, zakazani byli Szekspir i Molier ponieważ ich sztuki krytykowały przywary władców. Ludzie bali się ze sobą rozmawiać, podejrzewali się wzajemnie o bycie agentem. Jakże ta sytuacja przypominała nasz rodzimy system, gdzie donosili na siebie koledzy z pracy, przyjaciele i członkowie rodziny.

Dlatego w miarę jak dyktatura zaciska obręcz i coraz większe milczenie zapada w pracy i na ulicy, meczety zapełniają się ludźmi i gwarem. Kapuściński trafnie zauważa, że w odróżnieniu od kościoła, który jest miejscem ciszy i skupienia, meczet jest miejscem spotkań i dialogu. Fenomenem irańskiego pejzażu są właśnie meczety otoczone kawiarniami i bazarem. I choć nie tylko mułłowie stanowili opozycję wobec szacha, to właśnie meczety stały się kolebką rewolucji w 1979. Szyizm, który przyjęli podbici przez Arabów Persowie, był odłamem buntowników, religią pokrzywdzonych,  narzędziem kontestacji i oporu. Idealnie wpisał się więc w los szykanowanego i uciszanego społeczeństwa, które chciało pozbyć się marionetkowego przywódcy. Również tu narzuca się podobieństwo do reżimu komunistycznego, który zwalczając katolicyzm, sprawiał, że religia rosła w siłę i stała się jednym z fundamentów rewolucji.

Szyizm w Iranie był jednak znacznie silniejszy niż katolicyzm w Polsce: szyici nie tylko odrzucają władzę kalifów, ale również ledwie tolerują wszelką władzę świecką. (...) Od czasów Safavidów w Iranie istniała swoista dwuwładza - monarchii i kościoła. Naturalną koleją rzeczy po odrzuceniu monarchii było więc stworzenie republiki islamskiej. I choć o wyzwolenie od dyktatury Pahlavich walczyła też liberalna inteligencja i komuniści, w 1979 na placu boju został tylko Chomeini, mówiący prostym, zdecydowanym językiem ajatollah - symbol.

Postanowiłam sięgnąć po Szachinszacha, kiedy głośno zrobiło się o kontrowersyjnej biografii Kapuścińskiego napisanej przez Artura Domosławskiego. Nie czytałam tej pozycji i nie wiem, czy po nią kiedyś sięgnę. Zawsze jednoznacznie oddzielałam oceny twórczości artystów od oceny ich życia prywatnego. Nie przeszkadzają mi też zarzuty o beletryzowaniu reportaży ponieważ, jak pokazuje Szachinszach, nie ujmuje ono autentyczności opisywanym wydarzeniom. A spostrzegawczość Kapuścińskiego i prostota, z jaką kreślił swoje obserwacje, jest nie do przecenienia. Na koniec już ostatni cytat:

Wschód jest Wschodem i Zachód - Zachodem i te dwa światy nigdy się nie spotkają. Nie spotkają i nie zrozumieją. Azja odrzuci każdy przeszczep z Europy jak obce ciało. Europejczycy mogą się oburzać, ale niewiele to zmieni. W Europie epoki zmieniają się, nowa wypiera poprzednią, co jakiś czas ziemia oczyszcza się z przeszłości, człowiekowi z naszego stulecia trudno zrozumieć jego przodków. Tutaj jest inaczej, tu przeszłość jest równie żywotna jak teraźniejszość, nieobliczalny i okrutny wiek kamienia łupanego współistnieje z chłodnym, wyrachowanym wiekiem elektroniki, żyją one w tym samym człowieku, który jest w równym stopniu potomkiem Dżyngis-chana co uczniem Edisona, o ile, oczywiście, ze światem Edisona w ogóle kiedyś się zetknął.