Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 17 czerwca 2008
I znowu mam bałagan w papierach Bodil Malmsten kupiłam ponad rok temu. Tę szwedzką pisarkę poleciła mi koleżanka, która jest tłumaczem prozy skandynawskiej. Przeczytałam kilka stron i szybko odpadłam. Książka jak tytuł- pomyślałam i sięgnęłam po następną pozycję na półce. Kilka miesięcy temu Chiara napisała o innej powieści tej autorki Cenie wody w Finistère. Może zadecydowała siła przekonywania koleżanek, a może wiara w ich gust czytelniczy. Fakt, że sięgnęłam po Cenę i odleciałam.
Dawno żadna książka, a właściwie jej autor nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Z pewnością zadziałała niezwykła osobowość pisarki. Zakochałam się w jej sposobie pisania, myślenia, w jej poczuciu humoru i dystansie do świata. Delektowałam się historyjkami, obserwacjami, przemyśleniami. Ta książka to coś dużo więcej niż pogodna historia o Szwedce, która emigruje obrażona na swoją ojczyznę i osiedla się we francuskiej Bretanii. Pod lekką i często zabawną powierzchnią kryje się rozczarowanie własnym krajem, walka o szczęście i niezależność, problemy ze znalezieniem weny twórczej i własnego miejsca na świecie. To taka współczesna opowieść o rzuceniu w cholerę cywilizacji i zaszyciu się w samotności, we własnym domku z ogródkiem i prywatnym widokiem na morze. To taki powrót do natury, o jakim marzyli Rousseau czy Thoreau. Dzięki tej książce wrócił do mnie jeden z moim ulubionych cytatów z Walden'a:

I went to the woods because I wished to live deliberately, to front only the essential facts of life, and see if I could not learn what it had to teach, and not, when I came to die, to discover that I had not lived. I did not wish to live what was not life, living is so dear; nor did I wish to practice resignation, unless it was quite necessary.
Powieść Malmsten nie jest arcydziełem literatury ale na pewno jedną z bardzo ważnych książek w moim życiu. W jakiś magiczny sposób odnalazłam w niej samą siebie, ukryte marzenia i sposób patrzenia na świat. Aluzje do literatury, kwestii społecznych, wydarzeń politycznych, które i mnie poruszyły... Oczywiście, jak tylko skończyłam Cenę wody w Finistère, sięgnęłam po I znowu mam bałagan w papierach. I dobrze zrobiłam, bo w ten sposób przeczytałam te książki w kolejności ich publikacji. Dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć chaotyczny charakter tego zbioru esejów i historii, który jest właściwie osobistym dziennikiem pisarki. Co więcej, Bałagan w papierach dopełnił obraz bohaterki Ceny wody w Finistère.
Książki Bodil Malmsten to pozycje mało rozrywkowe, ale nie porażają głębią czy górnolotnym stylem. Są za to pełne ironii i niezależnego sposobu myślenia, trochę chaotyczne, bez akcji i dramatów. To historie raczej dla takich dziwacznych jednostek jak ja. :)
W stronach, z których pochodzę, mówiło się dziwak o kimś, kto był inny.
Być dziwakiem to znaczy być trochę za bardzo sobą.
Uważa się, że to niedobrze być dziwakiem.
To dobrze.
Trzeba być dziwakiem, bo inaczej się będzie niewolnikiem.
I znowu mam bałagan w papierach, Bodil Malmsten
poniedziałek, 09 czerwca 2008
Kiedy powiedziałam mojemu eF, że piszę o Saviano, powiedział: Tylko bardzo cię proszę, bez nazwisk.Wiesz, że on żyje pod ochroną policji.
Na życie Roberto Saviano od dwóch lat czyha neapolitańska mafia- camorra. Rodowity Neapolitańczyk w 2006 wydał słynną książkę Gomorra, w której zdradza sekrety stosunków panujących w lokalnej mafii. Wymienia nazwiska, miejsca, liczby. Demaskuje prawdziwą twarz Neapolu, w którym mafia rządzi wszystkim i wszystkimi. Camorra w odróżnieniu od mafii sycylijskiej nie jest zhierarchizowana. Składa się z walczących ze sobą klanów, które władają poszczególnymi dzielnicami miasta i okolic. Przejęli lokalne interesy, kontrolują wszelkie inicjatywy. Najsłynniejszym ostatnio przykładem możliwości camorry jest sparaliżowanie wywózki śmieci z Neapolu. Mafia wzbogaca się na handlu narkotykami i bronią, "utylizacji" radioaktywnych substancji, prostytucji, praniu brudnych pieniędzy itd. Tereny Campanii są skażone dioksynami, które są pewnie nie tylko w słynnej Mozzarelli di Bufala ale i w wodzie. Mafia ma to gdzieś. Walka o wpływy i dochody trwa bezustannie. Z rąk camorry w ciągu ostatnich 30 lat zginęło prawie 4 tysiące osób. To więcej niż ofiary IRA, ETA czy jakiejkolwiek grupy mafijnej na świecie. Camorra ma swoje macki nawet w instytucjach publicznych i wśród polityków. Rząd włoski od lat pozostaje albo woli pozostawać bezsilny.

Książka stała się bestsellerem, czytali ją wszyscy a teraz tłumy walą na film nakręcony na jej podstawie. Gomorra została doceniona na tegorocznym festiwalu w Cannes, gdzie zdobyła Grand Prix. Film wyreżyserowany przez Matteo Garrone to kilkuwątkowa opowieść, która trochę przypomina dokument. Akcja toczy się głównie w dzielnicy Scampia, gdzie pełno ohydnych blokowisk w kształcie piramidy. Film pozbawiony jest efektów specjalnych, jest zimny i szary w kolorystyce, z przerażającą, metaliczną muzyką i neapolitańskimi hiciorami w stylu disco polo. Wnętrza są kiczowate, pełne pozłacanych tygrysów, barokowych tronów i statuł świętych. Bohaterowie porozumiewają się lokalnym dialektem, który jest zupełnie niezrozumiały dla pozostałej części Włoch. Stąd też film opatrzony jest napisami.

Największe wrażenie zrobiła na mnie historia Totò, chłopca, który nie ma więcej niż 12 lat i pomaga mamie powadzącej sklep- roznosi klientom zakupy. Codziennie widuje gangsterów, pościgi i swoich kolegów, którzy już pracują dla mafii stojąc na zwiadach. Zafascynowany przestępczym światem zgłasza się do pracy w swoim klanie. O przyjęciu decyduje próba odwagi: rekrutujący strzela do ubranego w kuloodporną kamizelkę Totò. Chłopiec zostaje przyjęty, wieczorem z dumą ogląda siniaka, jaki został mu po strzale a na drugi dzień pędzi już jako goniec z plecakiem pełnym fiolek z kokainą. Wkrótce zostaje przynętą, która wywołuje z domu jedną z klientek swojej mamy. Kobieta zostaje zastrzelona ponieważ jej syn przeszedł na stronę wroga.

Druga historia, która mną wstrząsnęła to historia Franco, który zajmuje się utylizacją toksycznych odpadów. Klientów z północy Włoch zapewnia o legalności i pełnym profesjonalizmie swojej firmy. Zamiast jednak stosować się do ekologicznych dyrektyw, Franco kupuje tanią ziemię, na której zwyczajnie zakopuje beczki z trującymi substancjami. W czasie prac wycieka trująca substancja a nielegalni pracownicy zostają poparzeni. Robotnicy się buntują i nie chcą pracować. Franco dzwoni do klanu, który przysyła kilku chłopców w wieku Totò, którzy wyjeżdżają wielkimi ciężarówami ze skażonego terenu.

Każdy z poruszonych wątków odsłania kulisy działania camorry: bezwzględność, chorą logikę i absurdalny kodeks wartości. Giną dzieci, kobiety, niezależni. Liczą się tylko pozycja i wpływy. A najgorsze, że to nie fikcja ale prawdziwe wydarzenia, o których dotychczas wszyscy bali się mówić. Jest taka scena w filmie, kiedy Totò żegna się ze swoim przyjacielem, którego rodzina postanowiła się wyprowadzić z dzielnicy. Od tego momentu koledzy stają się wrogami, nie będą się już spotykać ani razem bawić. Pewnie za parę lat bedą do siebie strzelać. Młodzi chłopcy z Neapolu marzą o byciu bossem mafijnym. Od małego nasiąkają gangsterską atmosferą, przejmują mentalność swoich ojców, która pozbawiona jest myślenia przyszłościowego i odpowiedzialności społecznej. To przerażające, że nie mówimy o trzecim świecie ale o cywilizowanym państwie w Europie. Liga Północna, która dąży do separacji od południowych prowincji Włoch promuje hasło: polenta tak, kuskus nie. Naprawdę trudno się im dziwić. A film polecam, otwiera oczy.
piątek, 06 czerwca 2008
Mija rok, od kiedy rozpoczęłam blogowy żywot. Od tego czasu przybyło mi kilka kilogramów (ile nie wiem, bo boję się stanąć na wadze), poznałam, co to technostres i zaczęłam wysyłać widokówki (zaczęłam je również otrzymywać!). Znalazłam fantastycznych partnerów do dyskusji (wazelinka) i ze zdumieniem odkryłam, że blogowanie to Jeden Wielki Nałóg. Nie ma co ukrywać, że bez Was wszystko potoczyłoby się inaczej...

Nie będziemy się jednak rozczulać bo wbrew pozorom żadne tam ze mnie ciepłe kluchy. Rocznicowy post uczczę miseczką płatków śniadaniowych z truskawkami i przeglądem słów kluczowych, dzięki którym trafiają do mnie internauci- w końcu każdy bloger wcześniej czy później popełnia taki wpis ;).
 
Najpopularniejsze słowa wpisywane w Google, które sprowadzają do mnie czytelników to: targi staroci, anoreksja, ekologia i... latająca pyza! No dobra, czasami wchodzą też na chiarę, patekku i sztywniarę. :)
 
Nie wiedzieć czemu strasznie dużo osób wchodzi na żelki anyżowe, których przecież nie cierpię. Zastanawiają mnie też zapytania o sprzęty i czynności domowe, o których raczej nie wspominałam:

- jak kupić szybkowar (ja nawet nie wiem, jak się go używa!)
- historia miksera kuchennego (hy?)
- kupię miotłę latającą (ja też! proszę o kontakt!)
- bajery do łazienki (frotowe kraby się liczą?)
- rozkładanie serwetek (ja zawsze w trójkącik składam)
i w końcu
- jak być nowoczesną kurą domową (zatrudnić gosposię?)

Nie dziwią mnie z kolei odwiedziny osób pytających o to, ile gotuje się (mrożone) pyzy (aż wypłyną na wierzch, nie?) i czy jak ćwiczę, to mogę jeść pizzę (pewnie! jak nie ćwiczysz, to tym bardziej!).
 
Gorzej z zapytaniami o latające: czarownice, głowy, lustra, herbatę i dziewczyny...
 
Ludzie znajdują mnie, bo wpisują:
- klęcznik kupię
- ile wzrostu mają pingwiny
- czy uszy rosną przez całe życie (to jak z tym w końcu jest?)
- ile kalorii ma jedna pyza
 
Internauci wchodzą na mój blog, bo szukają zdjęć spoconych pach (yyyy), czegoś do zjedzenia na szybko (pyzy?), wylęgarni dla kurcząt i darmowych filmów z tranwestytami.
 
Nie będę Wam już pisać, ile jest wejść na cytate Włoszki, Rosjanki i tekst: strony ze zdjęciami kobiet, do których można dodawać złośliwe lub śmieszne komentarze...
 
Najbardziej jednak przeraziło mnie hasło: nadpobudliwa choleryczka z trudnym charakterem bo myślałam, że Google przeszukuje jedynie teksty a nie duszę blogera... :)
 
Tyle się wydarzyło w ciągu tego roku, tyle pięknych chwil przeżyłam w blogosferze, tyle się nauczyłam... Dziękuję Wam za to! :***
14:51, latajaca_pyza , Osobiste
Link Komentarze (27) »