Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 31 lipca 2007
Chciałam jeszcze dodać, że jestem absolutnie zszokowana i oburzona faktem, że Marek Niedźwiecki odchodzi z Trójki. No, że niby jak? No przecież, to jak kremówka bez kremu, toż to już nie kremówka, tylko jakieś sflaczałe ciasto. A kto będzie z Aliną się droczył? No nie, panowie, tak nie można...
14:43, latajaca_pyza , Filmy
Link Dodaj komentarz »

 

W Rzymie zatrzymano dwóch gejów całujących się pod Koloseum. Teoretycznie, zdarzenie to nie miało żadnych podstaw, bo ani całowanie się publicznie nie jest zakazane, ani gejowie nie są tu gorszą kategorią. A jednak nikogo nie zdziwiło. Co innego, gdyby to miało miejsce w Mediolanie. No bo właśnie, we Włoszech im bardziej na południe, tym bardziej ograniczone myślenie.

Efektem pogmatwanej historii, specyficznego położenia geograficznego i zróżnicowanego klimatu Włochy to kraj niesamowitych przeciwieństw i samozaprzeczeń. Gejów zamyka się za całowanie, ale mamy tu legalną aborcję i prawnie uznawane coppie di fatto, czyli nasz konkubinat. Ważniejsze są sukcesy miejskiej drużyny niż reprezentacji kraju, do tego stopnia, że taki Totti rezygnuje z gry w składzie narodowym aby poświęcić się ukochanej Romie. Północ z Południem się nienawidzą, co słychać chociażby w piosenkach kibiców piłkarskich. Nie bez powodu mówi się, że Południe to il freno a mano Italii, bo hamuje rozwój całego kraju. Północ utrzymuje Południe Włoch. Na Południu jest największe bezrobocie i zacofanie, a na Północy jest praca, siedziby największych firm i telewizji. Mediolan jest stolicą mody i przemysłu, Turyn stolicą motoryzacji a Sycylia słynie głównie z działaności gangów i mafii. To zupełnie odmienne mentalności. Mediolańczycy są chłodniejsi, mniej spontaniczni, bardziej pracowici i zasadniczy. Neapoltańczycy z kolei to gorąca, śródziemnomorska krew, bardziej skorzy to jedzenia, zabawy i snu niż pracy fizycznej.

A jednak jakoś żyją ze sobą, choć ciągle słyszy się, że ktoś się od kogoś chce odłączyć. Południe jednak sobie bez Północy nie poradzi (już teraz na meczach Milan - Palermo jest więcej Sycylijczyków mieszkających w Mediolanie niż samych Mediolańczyków - przyjeżdzają za pracą), a Północ ma gdzie jeździć na wakacje i zajadać się genialnym jedzeniem. Koloryt i duma lokalna pozostanie jednak na zawsze, bo jak mi powiedział ostatnio nowo poznany znajomy: ja nie mówię po włosku, ja mówię po S Y C Y L I J S K U ...

14:25, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 lipca 2007
Jest dobrze. Wczoraj zjadłam sobie pyszną kolację, wcześniej leżałam przed wiatraczkiem malując obrazek i czytając książkę. Wyspałam się bo w nocy był przyjemny chłodek. Podobno upały mają zelżeć, choć tylko na parę dni. Już za dwa tygodnie wakacje, w doskonałym towarzystwie, w doskonałym miejscu. Będę jeść, pływać, pić wino i czytać książki. W pracy święty spokój, atmosfera bardzo wakacyjna. W domu też spokojnie.  Usmiecham się więcej i jest mniej neurotyczna. Tak,  jest dobrze. :)
16:57, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 lipca 2007

 

Goniliście kiedyś po cudzym domu robiąc zdjęcia meblom i obrazom, zaglądając do sypialni i wszystkich zakamarków? Mnie się to wczoraj przydarzyło. Czułam się jak wścibska kretynka ale nie mogłam się oprzeć a do sypialni zaprowadziła mnie sama pani domu . I tam opadła mi szczęka.

Pojechaliśmy na grilla do znajomych, pierwszy raz od kiedy przeprowadzili się do odziedziczonego po babci domu pod Mediolanem. Domu, w którym nikt nie mieszkał i nic się nie zmieniło od 30 lat, wybudowanego jeszcze w XIX wieku. Właściwie mówimy o ćwiartce domu bo pra pra dziadek M podzielił go pomiędzy czwórkę swoich dzieci. Budynek jest stary i zniszczony, ogród zupełnie zaniedbany, wszystko nadaje się do naprawy lub wymiany. Nie trudno sobie wyobrazić jednak czasy jego świetności. A rodzinne skarby jakie odziedziczyła M powalają. Mebelki cukiereczki z milionem zdobionych szuflad, porcelanowe zastawy, wiatraki, kieliszki, latarenki, obrazy, stare lalki w falbanach, czarno białe zdjęcia, książki, przedwojenne naczynia, pudło na kapelusze, przedwojenne lampki nocne, kasetki, krzesła, biżuteria, otwieracz do wina... Wszystko tak piękne, niepowtarzalne, pełne tajemnicy... Trzeba przyznać, że M wykorzystała to, co znalazła w domu, ale też włożyła w to dużo swojego niezwykłego smaku. Wystarczyło spojrzeć na ścianę nad masywnym, drewnianym łożem małżeńskim- pomalowana na bordowo, a niej przeróżne stare lustra i zwierciadła. Pewnie nie bez przyczyny, w domu właściwie nie można doszukać się śladów nowoczesności (oprócz nowiutkiego laptopa Apple), stara jest kuchnia, naczynia, marmurowa podłoga, niebieskie okiennice i maaasa książek. A pośrodku ogromnej sypialni ogromne, wysokie łoże z zagłówkami, a obok toaletka z czarno- białym ślubnym zdjęciem pewnie babci, kasetki pełne korali i naszyjników, w rogu sztaluga z ropoczętym obrazem, na szafie pudło na kapelusze, na drugiej staruteńki aksamitny pokrowiec na ubranie z rzeżbioną rączką, na sekretarzyku przedwojenne maskotki.

Stałam i stałam i czułam się jak w bajce. A powyższe zdjęcia tylko odrobinę oddają atmosferę tego miejsca, gdzie, jak dobrze pójdzie, wrócimy już za tydzień :)

13:03, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lipca 2007

Zakupiłam dwie śliczne krówki na sól i pieprz. Jedna jest biała a druga czarna. Z mojego logicznego punktu widzenia sól powinna być w białej a pieprz w czarnej. Na pewno tak bym wybrała, widząc biały i czarny pojemniczek w restauracji.

Okazuje się jednak, że oprócz koloru, krówki różnią się również ilością dziurek. Biała ma dziurkę jedną, a czarna dziurek trzy. I wobec tego, z męskiego punktu widzenia, powinnam wsypać sól do krówki czarnej z trzema dziurkami. Po niby z pieprzem trzeba uważać a soli to można więcej wsypać. I nawet by mnie ta logika przekonała, gdyby nie te kolory... No przecież nikt nie będzie patrzył na ilość dziurek, jeżeli kolor jednoznacznie wskazuje na zawartość. Zdaje się, że rzeczywiście istnieją zasady związane z tymi dziurkami, no ale żeby były nadrzędne wobec kolorów? Coś tu nie gra a biedne krówki stoją dalej puste.

13:21, latajaca_pyza , Filmy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lipca 2007

BARDZO WYCZEKANA I RADOŚNIE PRZYJĘTA

DWIE ŻYRAFY OBCHODZĄCE DZIEŃ ŚWISTAKA

KARTKA DOSKONAŁA

22:39, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »

Czytam sobie teraz "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Autor Jonathan Safran Foer ma parę lat więcej niż ja a już drugą książkę napisał. Chyba się muszę pośpieszyć z tą moją powieścią. Problem polega na tym, że najlepszy pomysł jaki miałam na swoje dzieło życia, ukradł mi nijaki Kieślowski, no i teraz jedyny bohater główny, jaki przychodzi mi do głowy to eF. No ale przecież nie wypada pisać o nim. Poza tym on też pisze książkę. Nawet jest dalej niż ja bo ma już tytuł! Coś o mokasynach.  W związku z książką Foera nachodzą mnie ciągle skojarzenia z Trylogią Nowojorską. Mamy New York, mamy bardzo usystematyzowane poszukiwania czegoś, tylko nie wiemy czego i mamy w tle problem straty na linii ojciec - syn. U Austera ojciec stracił syna, a tu syn stracił ojca - w WTC. A wszystko w takim sosiku postmodernistycznym.

Śniło mi się dzisiaj, że jechaliśmy z eF w końcu na nasze wakacje. Skuterem. I ścigali nas Men in Black. Tajniacy! Potem gonili nas po lotnisku a babcia klozetowa siadła na jedynym kiblu jaki był w łazience, przyjrzała się mi z bliska i rzekła: ale ty to chyba Rosjanka jesteś, a ja jej na to po włosku, że Polka jestem! I wtedy zrozumiałam, że ona też jest tajniakiem i uciekłam. Tyle tylko pamiętam, ale strasznie kombinowaliśmy z tymi tajniakami.

To dlatego, że przed snem oglądałam Prison Break. No i oczywiście za dużo zjadłam.

 

10:05, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 lipca 2007

Jest paczka! :)))))) Gdyby eF po nią nie pojechał, to pewnie dalej by gdzieś krążyła. A tak leży sobie już w domku. A kartka dołączona po prostu zabójcza. Dwie (oczywiście) żyrafy. Jedna leży sobie w łóżeczku, pod długą szyją ma trzy poduszki a druga przynosi jej śniadanie do łóżka, czyli dzień świstaka w wersji żyrafowej! A do tego jak się ją otwiera to zaczyna grać muzyczka! Za pierwszym razem aż odskoczyłam:)

Poza tym dowiedziałam się, że obowiązki domowe zaniedbuję. To ja, przepraszam, nie wiedziałam, że ja mam jakieś oficjalne obowiązki. No, sama robię pewne rzeczy bo nikt za mnie ich nie zrobi, ale żeby od razu obowiązki? Poza tym jestem zmęczona, jest ciepło jak diabli i naprawdę nie mam ochoty pracować fizycznie po pracy a szczególnie już w weekend. No ale co trzeba to zrobię! Może mu chodzi o gotowanie? No fakt, prawie przestałam się udzielać kulinarnie ale to z powyższych powodów. Jak sobie pomyślę, że muszę te gary potem myć ... Muszę to jeszcze przemyśleć. Nie tylko on jest zmęczony tutaj. W związku z niechęcią do gotowania wczoraj zjedliśmy pizzę u mamy eF, którą sami ... kupiliśmy. Szczyt lenistwa. A dziś znowu nie będziemy gotować bo ja po prace idę na kolejne pożegnalne aperitivo (tak to jest  mieć na okrągło stażystów w pracy). Wogóle to się nam w pracy wyludnia. Oznacza to, że nadszedł czas wakacji i że wkrótce dojdzie dużo nowych osób, bo przecież ktoś tu musi pracować, nie tylko ja. Sobie zaczynają jaja robić. Ostatnio musiałam się zajmować Holandią. 

Kurcze, śniadania nie zjadłam, kawy nie wypiłam, głodna jestem. Chyba sobie zrobię przerwę śniadaniową.  

 

 

 

10:05, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lipca 2007

Aa muszę sobie zapisać co mam zrobić bo ciągle zapominam:

1.Umyć karnisze(albo je zlikwidować)

2.Kupić łóżko

3.Przymocować deskę kiblową i inne bajery w łazience

4. Wysłać swoje CV do firm zajmujących się tłumaczeniami

5.Zapisać się od września na włoski albo do siłowni (a najlepiej na oby dwa naraz)

6.W związku z 5 punktem załatwić od września podwyżkę

7. Zapisać się do filmoteki

8.Kupić lampę do przedpokoju

9.Zacząć królewny szyć albo malować .

10. Aby zrealizować 9 kupić gałganki albo ołówki

11.Zacząć korzystać z książki kucharskiej Kuchnia Polska ( gołąbki i placki ziemniaczane!!! )

12.Przymocować półkę pod czajnik.

13.Nauczyć się obsługiwać wiertarkę.

na razie tyle mi się przypomniało... cdn

14.przypocować to coś, co mi odpadło od silnika

15.umyć szybę w samochodzie

16.wymienić klamki w drzwiach

...

17.kupić lustro!!

18.wziąść się w garść

15:48, latajaca_pyza , Książki
Link Dodaj komentarz »

W piątek znalazłam w skrzynce awizo o paczce. Zaraz w sobotę raniutko pojechałam odebrać ją na pocztę. Paczki nie było. Kazali mi przyjść w poniedziałek. W niedziele rodzina się wygadała, że to oni paczkę urodzinową wysłali w trybie super ekspresowym. Moja niecierpliwość sięgnęła zenitu. W poniedziałek rano na poczcie paczki nie było. Podobnie we wtorek i dziś w środę. Codziennie w skrzynce leżało żółte awizo. Ale na poczcie o paczce nic nie wiedzą. W końcu mnie uświadomili, że paczki składują w jakimś magazynie. Dziś rano powiedzieli mi, że na pewno w końcu dotrze. Natomiast w magazynie powiedzieli, żeby po paczke sobie przyjechać tam...

Ja się naprawdę staram nie denerwować, być uśmiechnięta i optymistyczna ale .......... (tu zaciskam zęby) w środku się gotuje. Biurokracja, bałagan, brak sprawnych systemów, niesolidność i nieodpowiedzialność pracowników. To spotykam w tym kraju na okrągło.W kółko mam problemy ze wszystkimi instytucjami publicznymi. Na podłączenie telefonu czekałam miesiąc, internetu 3 miesiące, na gaz półtora. Na dokumenty związane z legalizacją pobytu tutaj czekałam trzy miesiące i za każdym razem chodziłam do urzędów z wydrukowanymi wytycznymi prawnymi z internetu bo tu każdy urzędnik jest panem na własnym stanowisku i robi co mu się podoba. Facet, który miał założyć klimatyzację w sypialni, założył ją w dużym pokoju i od tego czasu nie odbiera telefonów. Ilość błędnych faktur i rachunków jest niezliczona...

Ciężko przychodzi zachowanie spokoju komuś wychowanemu z zupełnie odmiennej kulturze. Ale trzeba się przyzwyczajać albo wracać do domu. Więc uśmiecham się tylko jak znowu ktoś nie dotrzymał słowa, jak się spóźnił o 40 minut, jak najpierw wyciągnął cię do knajpy i w ostatniej chwili postanowił zostać w domu.

To, czego uczy życie na emigracji, to przede wszystkim szacunek dla własnej kultury. Zaczynam doceniać to, co mamy i jak żyjemy bo to wcale nie jest najgorsze na świecie. Oczywiście, potem czytam wiadomości i dochodzę do wniosku, że wszędzie to samo bagienko.

Cóż, koniec końców, telefon już mam, internet też, rachunki przychodzą w końcu poprawne, dowód włoski dostałam, tylko tej klimy się już zmienić nie da, ale to i lepiej bo byłoby za zimno w nocy. Życie wymaga ogromnej cierpliwości i dystansu. Inaczej można zwariować. Miejmy nadzieję, że i paczka w końcu dotrze.

09:58, latajaca_pyza , Książki
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4