Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS
wtorek, 27 września 2011

Kino - jeszcze jeden powód aby lubić jesień. Dziś w filmowym skrócie o tym, co ostatnio  w zasypanym kolorowymi liśćmi kinie mnie poruszyło. I o tym, na co już się cieszę wyciągając z pudeł ciepłe szaliki. Moja jesień jest jak zawsze bardzo filmowa i kolorowa. A Wasza - jaka jest? Co widzieliście, co chcielibyście zobaczyć? Co polecacie, a co kategorycznie odradzacie? 

 

Top Floor Left Wing, reż.  Angelo Cianci

Festiwalowy film, który pewnie nie trafi do szerszej dystrybucji. Nagroda FIPRESCI na Berlinale. Cudownie śmieszna komedia, która w świeży, inteligentny sposób porusza niezwykle aktualny temat muzułmańskiej emigracji we Francji, ale też ponadczasowe kwestie dialogu między pokoleniami. Pięknie pokazane współczesne problemy komunikacji między nacjami, grupami społecznymi, sąsiadami i rodzinami. Mikrokosmos w malutkim, blokowym mieszkaniu - ostatnie piętro, lewe skrzydło. Dzień jak co dzień - 11 września.

 

 

Biutiful, reż. Alejandro Gonzàlez Iñárritu

Iñárritu wspiął się na szczyt własnych możliwości. Obraz ocierający się wręcz o moją definicję doskonałości filmowej. Nosisz go w sobie przez wiele dni po obejrzeniu, nie możesz się uwolnić od zapamiętanych scen, twarzy, melodii (Gustavo Santaolally), świateł i kropli deszczu. Uniwersalne i na wskroś współczesne tematy przeplatają się aby stworzyć idealnie wyważoną całość. Barcelona, jakiej nie znacie. Piękno, na które musicie się otworzyć.



 

 

Rachel getting married, reż. Jonathan Demme

Nokaout przez zaskoczenie. Spodziewałam się lekkiego filmu o ślubnych perypetiach z piękną Anne Hathaway. Dostałam nietuzinkowy dramat rodzinny, z fantastycznymi kreacjami aktorskimi, przytłaczającym sekretem i co najważniejsze oczyszczającym katharsis. Z jednej strony dopracowana amerykańska produkcja, z drugiej alternatywny, nerwowy styl pracy kamery rodem z dogmy. Co za muzyka, co za wesele! 


 

Patang, reż. Prashant Bhargava

Kolejna festiwalowa pozycja, o którą nie będzie łatwo. Ale warto się rozejrzeć, czy przypadkiem nie pojawiła się w programie Waszego lokalnego przeglądu filmów. Debiutancki obraz, daleki od doskonałości, według mnie zbyt długi (a widziałam "skróconą" wersję), z przytłaczającą ilością efektownych zdjęć i ujęć. Ale Uttarayan, czyli święto latawców w Ahmadabad, w czasie którego rozgrywa się akcja, to bajeczny wręcz motyw i tło dla filmu. I chociażby dlatego warto ten film zobaczyć.

 

 Carnage, reż. Roman Polański

Pierwszy film Polańskiego, na który czekałam. Mam ogromną słabość do filmów nakręconych na podstawie sztuk teatralnych. Uwielbiam intymność teatru przeniesioną na ekran kina. Podoba się mi wyzwanie, jakie stawiają sobie filmowi reżyserzy podejmując takie adaptacje. A Polańskiemu wyszło to fantastycznie. Oczywiście kluczem do sukcesu jest genialna sztuka Yasminy Rezy poruszająca cały wahlarz problemów współczesności (od problemów trzeciego świata, poprzez szwindle koncernów farmaceutycznych po uzależnienie od komórek) w iskrzących komizmem i inteligencją dialogach.  Ale oczywiście nic by się nie udało bez niebanalnych (choć trochę przejaskrawionych) kreacji aktorskich, czytaj: Christoph Waltz był znowu genialny! 

 

 

A oto filmy, które bardzo chcę zobaczyć tej jesieni:

Pina, reż. Wim Wenders bo nie mogę się uwolnić od tej muzyki! 

Terraferma, reż. Emanuele Crialese bo znowu nakręcił film o Sycylii

Skóra, w której żyję, reż. Pedro Almodovar bo takiego Almodovara jeszcze nie widziałam

This must be the place, reż. Paolo Sorrentino bo takich duetów (P. Sorrentino + S. Penn)  się nie omija, oj nie

01:04, latajaca_pyza , Filmy
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 12 września 2011

Sycylia jest pachnącą migdałami esencją Italii. Jest samowolnym królestwem zachodów słońca. Oddalona o jeden krok od kontynentalnej Europy i o półtora od Afryki kryje w sobie prastarą mieszankę europejskich i afrykańskich smaków, zapachów, sztuki i historii. W porównaniu z innymi wyspami jest ciągle nieskalana brudną nowoczesnością. Tu ciągle wystarczy wyjść do ogrodu i zerwać z drzewa rozpaloną słońcem cytrynę aby napić się świeżej lemoniady. Tutaj lokalne sklepiki sprzedają pomidory, których zapach można wyczuć z daleka, a lokalna ricotta nadaje sens wyrażeniu rozpływać się w ustach. Tu nawet najbardziej obskurny bar za kwestię honoru uznaje serwowanie najlepszego espresso na świecie.  Zazwyczaj wystarczy podnieść wyżej głowę aby pośród wzgórzy dostrzec starożytną budowlę albo zerknąć w prawo by dostrzec skrawek lazurowego morza. Każde miejsce na Sycylii kryje tajemnicę, magię i niespodziankę w postaci widoku, smaku czy opowieści. Wystarczy wyciągnąć rękę, nastawić uszy i dać się ponieść. Oto moje sycylijskie impresje:

 

Jaśminowa granita

Granita ze słodką brioche to pozycja obowiązkowa na Sycylii i to najlepiej powtórzona kilka razy. Bo spróbować trzeba i tej migdałowej, i pistacjowej, i koniecznie kawowej. A moim odkryciem okazała się zachwycająca granita jaśminowa, cudownie pachnąca, smakująca i orzeźwiająca. Znalazłam ją tylko w jednym miejscu - w pasticcerii Colocchia w Trapani. Najlepsze granity serwują właśnie rodzinne, tradycyjne cukiernie, które stosują stare przepisy, dzięki którym ich desery są delikatne i kremowe.

 

Granita w Trapani

 

Dolina świątyń w Agrigento

Zjawiskowa. To słowo najlepiej do niej pasuje. O zmierzchu dolina wypełnia się intensywnymi zapachami oleandrów, migdałowców i drzewek oliwnych. Spacer wśród doskonale zachowanych i wyeksponowanych wieczorem świątyń to niepowtarzalne przeżycie. Czaru temu miejscu dodają monumentalne rzeźby Igora Mitoraja, które wystawiane są w dolinie do końca listopada. Idealnie wpisują się w krajobraz, ich klasyczna nowoczesność jest idealnym łącznikiem między starożytnymi świątyniami i współczesnymi odwiedzającymi.

Rzeźba Igora Mitoraja na tle świątyni Konkordii

 

 

Targ Ballarò w Palermo

Najstarszy targ w Palermo, po którym spacer to istna przygoda. Nad przekrzykującymi się w lokalnym dialekcie straganiarzami, gigantycznymi głowami mieczników i suszonymi na słońcu pomidorami unosi się prawdziwa, sycylijska dusza. 

 


 Ballarò

 

Busiate al pesto di pistacchi e gamberi

Skręcana pasta charakterystyczna dla regionu Trapani, plus tradycyjne pesto z pistacji i świeże krewetki równa się niebo w gębie. Szczególnie w restauracji Tentazioni di Gusto w Trapani albo w I sapori del val di Noto w Noto. Szlagierowa i równie niebiańska alternatywa dla wegetarian - pasta alla norma ze smażonymi bakłażanami i słoną ricottą. 

 Busiata trapanese

 

Erice

To bajeczne miasteczko na szczycie góry o tej samej nazwie, do którego najlepiej dotrzec kolejką górską z Trapani. Założone w V wieku p.n.e. zachwyca dziś średniowieczną architekturą i zabójczymi widokami na leżące u jej stóp Trapani i Wyspy Egadzkie. Koniecznie trzeba je odwiedzić o zachodzie słońca, pospacerować po Giardino del Balio i spróbować lokalnych arancini z ricottą i pistacjami. Spędziliśmy tam nasz ostatni, sycylijski wieczór.

Erice o zachodzie słońca

 


22:56, latajaca_pyza , Podróże
Link Komentarze (16) »