Kategorie: Wszystkie | Filmy | Italia | Książki | Muzyka | Osobiste | Podróże | Sztuka
RSS

Muzyka

czwartek, 19 listopada 2009

W czasie wieczornego spaceru po Wenecji kilka miesięcy temu padło pytanie: na kogo koncert najchętniej byś się wybrała? Pytanie proste jak do re mi fa sol la! Listę wymarzonych koncertów mogę wymówić jednym tchem, a na pierwszym miejscu od lat była Diana Krall. Od ponad dziesięciu lat, kiedy to po pierwszy usłyszałam ją w Trójce. Jej koncert nagrany z radia wałkowałam  na dwukasetowym magnetofonie milion razy, a jej stronę internetową nawiedzałam regularnie  w poszukiwaniu wieści o nowych płytach i koncertach.

I nie uwierzycie, ale dokładnie na drugi dzień po powrocie z Wenecji, znalazłam informację o zbliżającym się koncercie Diany Krall w Mediolanie.  A do tego data koncertu zbiegała się z jej urodzinami! Kto powiedział, że marzeń nie można wypowiadać na głos, bo się nie spełnią? Trzeba je recytować głośno i wyraźnie!

W końcu nadszedł 16 listopada. Po wejściu do teatru, gdzie odbywał się koncert, zaczęłam wyciszać telefon, kiedy ni stąd ni zowąd nagle włączył się w nim Ipod. Zgadnijcie, kogo głos rozbrzmiał w korytarzu.  Tak właśnie zaczął się magiczny wieczór z Dianą Krall.

Zaskoczyła mnie jej charyzma i gadatliwość. Ujęły mnie jej dziewczęce ruchy, ciągłe prostowanie sukienki czy zakładanie nogi na nogę przy fortepianie. I oczywiście zupełnie powalił mnie jej głos, który na żywo brzmi jeszcze potężniej niż na płytach. I ta niewymuszona swoboda, z jaką bawi się muzyką. Uwielbiam jej interpretacje standardów jazzowych i bossa novy. Robi to w niepowtarzalny, hipnotyzujący sposób. Siedziałam jak zaczarowana... I jeszcze sobie posiedzę i posłucham...

 

PS Może kogoś zainteresuje informacja, że 25 listopada Diana Krall ma jeszcze zawitać do Wrocławia, na krótko przed przeniesieniem się trasy koncertowej do Australii.

W czasie wieczornego spaceru po Wenecji kilka miesięcy temu padło pytanie: na kogo koncert najchętniej byś się wybrała? Pytanie proste jak do re mi fa sol la! Listę wymarzonych koncertów mogę wymówić jednym tchem, a na pierwszym miejscu od lat była Diana Krall. Od ponad dziesięciu lat! Od kiedy po raz pierwszy usłyszałam ją w Trójce. Jej koncert nagrany z radia wałkowałam  na dwukasetowym magnetofonie milion razy, a jej strona internetowa to jedyna, którą sprawdzałam od czasu do czasu pod kątem wieści o koncertach.

Na drugi dzień po powrocie z Wenecji
23:59, latajaca_pyza , Muzyka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 lipca 2008
Czy to efektem niedawnych Mistrzostw Europy, czy też zwyczajnym przypadkiem mój eF zaczął ostatnio regularnie grywać w piłkę nożną. Pierwszy mecz jego drużyna wygrała 12 - 3, a on sam strzelił 5 bramek. Po tak rewelacyjnym początku nabrał ochoty na cotygodniowe spotkania. Ciągle ćwiczy, a w domu pełno piłkarskich koszulek i płynów z elektrolitami.

Ostatnio kilka godzin przed meczem zadzwonił jego kolega z drużyny aby omówić wieczorne spotkanie. Przy okazji T. chciał zamienić kilka słów ze mną. Okazało się, że jego dziewczyna tego wieczora wybierała się na "jakiś jazzowy koncert, czy podobne klimaty, niedaleko i to za darmo" i pytała czy nie poszłabym z nią. Jako, że dziewczynę T. uwielbiam, przebywanie w jej towarzystwie to wielka przyjemność, zgodziłam się bez zastanowienia. Chłopaki pojechały na mecz a po mnie przyjechała M. Jedziemy sobie w kierunku parku, w którym odbywał się koncert, gadamy o głupotach.  Zdążyłyśmy się umówić na wrześniowy festiwal filmowy w Mediolanie i omówić plany wakacyjne, kiedy w końcu pytam: a coś wiesz, o tej grupie, która będzie grać?  Ona zerka na mnie z zaskoczoną miną i mówi: ależ to koncert Buena Vista Social Club. Nie muszę Wam chyba pisać, jaką miałam głupią minę. Zdębiałam zupełnie a potem zaczęłam się śmiać streszczając moją rozmowę z T.

Choć nie ma już wielkich Ibrahima Ferrera i Rubena Gonzalesa, koncert był fenomenalny. Obecny skład Buena Vista Social Club to  ciągle wybitni muzycy, spośród których same początki pamięta już chyba tylko basista Orlando "Cachaito" Lopez. Dla mnie to niespodziewane spotkanie  kubańską muzyką było szczególnie poruszające. Ze wzruszeniem przyglądałam się wielkim muzykom, którzy po filmie Wima Wendersa zdobyli światową sławę i  uznanie.  Przyznam, że zabrakło mi kilku najsłynniejszych utworów, a rozgadana na tyłach publiczność  mi przeszkadzała, jednak usłyszeć kubańskie rytmy w najlepszym wykonaniu tuż po powrocie z Hawany- to  było przeżycie.

eF nie mógł przeżyć tego, że przegapił taki koncert.  Był tym bardziej rozczarowany, że tego wieczora przegrali 10 - 14.

PS Pozdrawiam Chiarunię ;)
wtorek, 19 lutego 2008
Od dłuższego czasu chciałam się z Wami podzielić moim odkryciem. Nazywa się Giovanni Allevi i jest włoskim odpowiednikiem naszego Leszka Możdżera, równie utalentowanym i ekscentrycznym, z tą różnicą, że zajmuje się głównie muzyką klasyczną. Już kiedyś wspomniałam, że na muzyce poważnej znam się jak Anglicy na jedzeniu (tylko bez obrazy ;) ale chyba nie chwaliłam się, że we wczesnym dzieciństwie słoń nadepnął mi na ucho. Bo w żaden inny sposób nie można wytłumaczyć faktu, że rodzice śpiewali zawsze pięknie i melodyjnie a małą Pyzę w przedszkolu dopuszczono jedynie do grania na trójkącie. Posiadając zwiędnięte uszy i marną wiedzę, muzyki słucham sercem. L'Orologio Degli Dei to utwór skomponowany przez Alleviego, do którego wracam od miesięcy. Ta muzyka powala mi odetchąć, wycisza po takich parszywych dniach jak wczorajszy. Oddala, wznosi, uspokoja, przywraca właściwą perspektywę. O ekscentrycznym życiu pianisty i jego oderwaniu od rzeczywistości krążą anegdoty i legendy. Z przykrością jednak stwierdzam, że we Włoszech wyrósł już na gwiazdę pierwszej wielkości. Innymi słowy zrobił się bardzo komercyjny a jego utwory pojawiły się w spotach Fiata i BMW. Miejmy nadzieję, że nie skończy jak szanowny pan Rubik.
Okazją aby w końcu wspomnieć o muzyku jest film, który widziałam niedawno. Obraz Riccardo Milani Piano, Solo nie jest filmem w żaden sposób wybitnym, choć o takiej jednostce traktuje. Powstał na podstawie książki Waltera Veltroni, wspaniałego burmistrza Rzymu, który rozpoczął właśnie walkę o fotel włoskiego premiera (Magari!). Główny bohater filmu Luca Flores, zagrany przez Kim Rossi Stuarta, był nieprzeciętnym pianistą jazzowym i kompozytorem. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam ale jego muzyka to dla mnie kolejne piękne odkrycie. Film przesycony jest jazzem, kontrastami i ciążącym nad rodziną Flores fatum. Warto go zobaczyć głównie dla muzyki i intrygującej roli Kim Rossi Stuarta, który jest bardzą ciekawą postacią we włoskim kinie. W filmie na ułamek sekundy widać Giovanni Alleviego, który siedzi na widowni słuchając Floresa. Nie znalazłam nigdzie potwierdzenia ani tej obserwacji, ani podejrzenia, że muzyka do filmu nagrana została właśnie przez niego ale idea ta bardzo mi się podoba, więc puszczam ją w świat. :)
Choć, nie wiedzieć czemu, moim ulubionym instrumentem od czasu wysłuchania na żywo tria Arilda Andersena jest kontrabas, z przyjemnością zrobię sobie listę filmów, w których główną rolę GRA fortepian a moje ukochane czytelniczki na pewno mi pomogą:
Fortepian - Jane Campion
Pianista- Roman Polański
Pianistka - Michael Haneke
Hmmm i utknęłam...
Chopin- Pragnienie miłości - Jerzy Antczak
Immortal Beloved - Bernard Rose
Amadeus- Miloš Forman
Improwizacja - James Lapine
Sonata jesienna - Ingmar Bergman
Shine- Scott Hicks
The Blue Note - Andrzej Żuławski